Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Kożuchowska: Nie muszę być zawsze prymuską

Jak być zajętą aktorką, która codziennie o świcie jedzie na plan, i... mamą dwulatka? Niełatwo. Zwłaszcza że przed kamerą nie można tłumaczyć się wyczerpaniem. Gdy więc nie prześpi nocy, prosi operatora, żeby ładnie oświetlił jej zmęczoną twarz. A potem gra beztroską i zrelaksowaną. Małgorzata Kożuchowska nie składa reklamacji do losu. Nie jest jedyną pracującą matką. Czuje się szczęściarą. Robi to, co kocha, ma wymarzoną rodzinę. A że życie się zmieniło i to sporo kosztuje? Musi.

Kilka lat temu opublikowaliśmy w "Twoim STYLU" tekst "Ratunku, dlaczego nikt nie mi powiedział, jak być mamą". Wystąpiły w nim znane, zapracowane matki, które nie wiedziały, że dziecko to nie idylla, ale głównie obowiązki i nieprzespane noce. Dołączasz do grona zaskoczonych, a może nie?

Reklama

Małgorzata Kożuchowska: - Dołączam, zdecydowanie! Nie przygotowywałam się specjalnie do macierzyństwa, ale zanim urodził się Jaś, rozmawiałam z koleżankami matkami i dwiema młodszymi siostrami, które mają dzieci. Słyszałam: zobaczysz, znalezienie kwadransa na poranny prysznic przy noworodku to wyczyn. Myślałam, że przesadzają. No nie. Nikt mi też nie powiedział: "przygotuj się, że po urodzeniu wciąż będziesz gruba". Kiedy szykowałam się do szpitala, spytałam moją menedżerkę Gabrysię, która chwilę wcześniej została mamą, jakie ubrania powinnam zabrać. Poradziła, że te, w których chodziłam w szóstym miesiącu ciąży. Jak to? Nie zmieszczę się w ukochane dżinsy?!

- Musiałam zaakceptować fakt, że ciało wraca do formy powoli. Zresztą wciąż nie odzyskałam figury sprzed ciąży. Kiedy wróciłam do pracy, odkryłam, że chwile, gdy mogę zrobić coś w spokoju, zdarzają się dopiero, kiedy synek pójdzie spać. Jak się okazało, też nie do końca, bo po całym dniu zasypiałam na stojąco. Wpadałam w panikę: nie nauczę się roli, zawalę. Bo przecież dotąd, jako ta prymuska, lubiłam być świetnie przygotowana, żeby nikt mnie nie mógł zagiąć. Nowa sytuacja ma też dobre strony - jestem bardziej skoncentrowana, szybciej uczę się tekstu. A jeśli z czymś nie zdążę, mówię: trudno.

Do pracy wróciłaś, kiedy Jasio skończył dwa miesiące. Musiałaś czy chciałaś?

- Gdybym nie miała poczucia, że powinnam wywiązać się z wcześniejszych zobowiązań, zostałabym w domu. W ciąży lekarz zabronił mi pracować, więc wstrzymano zdjęcia serialu Rodzinka.pl. Musiałam też zrezygnować z grania w Teatrze Narodowym. Tam miałam zastępstwo, ale w serialu ekipa czekała. Czułam odpowiedzialność za nagłą, przymusową przerwę w ich pracy. Powrót był trudny. Macierzyństwo, szczególnie na początku, było czymś bardzo intensywnym, emocjonalną karuzelą. Wyjście do pracy, powrót do obowiązków nie pasowały do tego, co wtedy przeżywałam. Na szczęście udało mi się karmić synka przez osiem miesięcy i jestem z tego dumna, bo początki nie były łatwe.

- Pomogła mi wtedy moja agentka Marta, też mama małego dziecka, mówiąc, żebym zacisnęła zęby i nie odpuszczała. Posłuchałam. Myślałam: "to jest coś, co mogę zrobić tylko ja, nie pozwolę sobie tego odebrać". Jaś towarzyszył mi więc na planie, a kiedy grałam sceny, opiekowała się nim niania. Wszystko odbywało się na wariackich papierach. Pamiętam, jak kręciliśmy "Rodzinkę.pl" w górach. Zjeżdżałam na nartach, prosto ze stoku, w narciarskich butach, biegłam do Jasia, po karmieniu szybka przebiórka do scen tańca w góralskiej chacie. Po tańcach znów do Jasia, żeby zdążyć go wykąpać. Dziś mam poczucie, że więź, która przez te miesiące między nami powstała, jest niezwykła i w przyszłości będzie procentować.

Przez pierwszy czas byłaś z dzieckiem bez przerwy. Ale przyszedł moment, kiedy zaczęłaś zostawiać go na dłużej. Bardzo to przeżyłaś?

- To był czas, gdy chciałam skończyć karmić. Dostałam propozycję zaśpiewania na koncercie w Krotoszynie. Zdecydowałam, że to dobra okazja, by przeciąć pępowinę. Na koncert jechałam samochodem. Całą drogę myślałam, że kończy się etap, gdy byliśmy z Jasiem najmocniej związani. Podróż była najtrudniejsza. Potem był stres związany z występem, próba i spotkanie ze znajomymi, których nie widziałam od dawna.

I pewnie okazja, żeby napić się wina...

- Oczywiście, to był pierwszy kieliszek, który wypiłam od baaardzo dawna. Muszę przyznać, że przez ciążę i okres karmienia tęskniłam za prosecco. Ale ponieważ następnego dnia wracałam do Warszawy, imprezy nie było... I to akurat jest kłamstwo. (śmiech)

Dziś grasz główne role w "Rodzince.pl" i "Drugiej szansie". Musisz mieć energię, by przez wiele godzin pięknie wyglądać. A ja się zastanawiam, co się dzieje, gdy Jaś płacze w nocy? Możesz liczyć w pracy na taryfę ulgową?

- W takich sytuacjach uśmiecham się do operatora i proszę: "Bądź dla mnie szczególnie łaskawy". Jak każdej mamie, zdarzają się noce, kiedy śpię mniej albo poszarpane, bo wstaję do dziecka. W mojej pracy nie ma taryfy ulgowej. Choćbym najpiękniej prosiła: "dzisiaj mi odpuśćcie, pójdę wcześniej do domu", nikt nie weźmie tego pod uwagę. Nikogo też nie obchodzi, czy jestem wyspana. Mam być w formie i dobrze grać. A jak to zrobię, to już moja sprawa. Ale nie rozczulam się nad sobą. Nie jestem pierwszą matką, która urodziła i musi pracować. Raczej pojawia się myśl: "robię to, co kocham, mam wspaniałą rodzinę, jestem szczęściarą". Choć nie mówię, że to nic nie kosztuje, bo kosztuje dużo.

Nie buntujesz się? Nie tęsknisz za czasem sprzed dziecka?

- To oczywiste, że pojawienie się Jasia zmieniło moje życie. Ale nie wyobrażam już sobie, że mogłoby być inaczej. No i mam pewność, że nie jestem egoistką, którą macierzyństwo przerasta. Oczywiście, zdarza się, że tęsknimy z Bartkiem do czasu "sprzed". W pewnym momencie marzenie o dziecku było w nas tak silne, że przewartościowało wszystko. W ogóle nie ma myśli, że możesz coś stracić: wolność, swobodę, spontaniczność. To blednie, nie jest już istotne. Jeśli więc pytasz, czy chciałabym wrócić do dawnego czasu, to oczywiście nie. Nie ma dyskusji.

Tylko że w tym wszystkim jesteś jeszcze ty, kobieta, która ma swoje potrzeby. Udaje ci się je realizować?

- Na co dzień kiepsko to wygląda, choć był wyjątek. Niedawno Bartek wysłał mnie na dwa dni do Paryża. Odkąd pojawił się Jaś, to był pierwszy wyjazd niezwiązany z pracą. Przede mną zdjęcia do kolejnej serii "Drugiej szansy" i "Rodzinki"..., grafik mam ustawiony do kwietnia. Doceniam, że Bartek zauważył, jak bardzo potrzebowałam pobyć sama, wyspać się.

Faktycznie leżałaś w łóżku?

- Przez pół dnia! Spałam, czytałam, gadałam przez telefon. Już zapomniałam, jakie to uczucie niczego nie musieć. Spotkałam się też z siostrą, która mieszka w Paryżu, znajomymi, poszłam na kolację, na spacer, na zakupy. Tęskniłam za domem, ale nie miałam poczucia, że syn i mąż cierpią z powodu mojej nieobecności. Przewietrzyłam głowę. Ktoś mi kiedyś powiedział, że obecność mamy jest dla dziecka ważna. Ale równie ważna jest jej kondycja, nastrój. Kiedy więc jestem - zaryzykuję - szczęśliwą, spełnioną mamą i kobietą, wierzę, że to ze mnie emanuje.

Powiedziałaś, że masz grafik ustalony do kwietnia. Co oznacza, że nie ma cię w domu przez całe dnie. Nie myślisz czasem, że cierpi na tym Jaś?

- Dziś pracuję dużo, ale jednocześnie walczę o zachowanie proporcji. W kontrakcie mam zapisane wolne dni i skrupulatnie ich pilnuję. Muszę mieć czas, żeby pobyć mamą, normalną kobietą. Kiedy zostaję w domu, nadrabiam zaległości. Piorę, sprzątam, prasuję, ale przed wszystkim spędzam czas z Jasiem. Jeśli to tylko możliwe, staramy się razem dokądś wyjechać. Taki wspólny czas jest dla dziecka i dla nas bezcenny.

A umiałabyś jak wiele kobiet zostać w domu?

- Tak, ja za tym tęsknię.

Nie miałabyś poczucia, że coś cię omija?

- Mój zawód wciąż mnie fascynuje, tutaj nic się nie zmieniło. Żebym się jednak zaangażowała, praca musi mnie kręcić. Po urodzeniu Jasia zdecydowałam się zagrać w Drugiej szansie, bo nigdy wcześniej nie miałam takiego wpływu na ostateczny efekt tego, co robię. To był mój pomysł, żeby pojawił się wątek przemocy wobec kobiet. Wbrew stereotypowym opiniom dotyka ona także atrakcyjnych, zaradnych pań na stanowiskach, a taka jest Monika, którą gram. Mam poczucie, że w ten sposób zabieram głos w ważnej sprawie. To daje siłę, żeby wstawać, kiedy moje dziecko jeszcze śpi, i iść na plan.

Jaki masz pomysł na wychowanie synka? Czy jako często nieobecna mama pozwalasz mu na wiele, czy próbujesz wymagać i egzekwować?

- Uważam, że dziecko musi mieć granice, znać zasady, bo z nimi łatwiej mu się żyje. Choć oczywiście ono próbuje je przesuwać. Obserwuję, jak Jaś mnie testuje. Proszę, żeby posprzątał zabawki. Zaskakuje mnie, że jego pierwsza, atawistyczna odpowiedź brzmi "nie". Nie wymuszam sprzątania, przeczekuję. Za chwilę słyszę: "mama, czytaj!". Mówię dobrze, tylko najpierw schowamy klocki. "Otej" (czyli okej), krzyczy Jaś. Oczywiście mogłabym wszystko zrobić sama i byłoby po sprawie. Tylko że potem w ważniejszych sprawach miałabym problem.

Zdarza ci się tracić cierpliwość?

- Nie. Z ręką na sercu. Choć może Jaś nie jest aż takim uparciuchem.

Wie, że jego mama wykonuje dość szczególny zawód?

- Mówi: "mama jest tatorką". Kiedy rozpozna mnie w telewizji, woła: "o, mamunia!", ale nie zdarza się to często, bo włączony telewizor to u nas rzadkość.

Synek zaliczył ważne wyjście. Towarzyszył ci w Belwederze, kiedy z rąk prezydenta odbierałaś Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Jego zdjęcia pojawiły się w internecie. Czy wiedząc, że tak się stanie, zabrałabyś go ze sobą?

- Oczywiście, że nie chciałam, by wizerunek Jasia został ujawniony. Ale jest też oczywiste, że chciałam, by w szczególnej dla mnie chwili towarzyszyli mi najbliżsi. Czy jest w tym coś dziwnego? Wszyscy wyróżnieni przyszli do Belwederu z rodzinami. A zdjęcie? Powstało po części oficjalnej, kiedy podeszłam do pana prezydenta. Chciałam mieć pamiątkę. To była prywatna sytuacja, nie impreza celebrycka, tzw. ścianka. Wyszło, jak wyszło. Ale to nie oznacza, że wyrażam zgodę na publikację wizerunku Jasia.

Z twoją pozycją i możliwościami możesz pokazywać dziecku świat dla wielu niedostępny. Chcesz być supermamą? Zawsze w formie, gotową do zabawy.

- Na pewno daję mu coś, za czym sama w dzieciństwie tęskniłam - podróże. Jaś jest otwarty, wszystkiego ciekawy, nie boi się. Na co dzień ma "zwykłą" mamę, choć oczywiście najlepszą na świecie, (śmiech), która ma dobre i gorsze dni. Mój syn będzie za jakiś czas czyimś chłopakiem, potem mężem. Moim zadaniem jest mu pokazać, że jego kobieta - tak jak teraz mama - będzie miała podkrążone oczy, niezrobione paznokcie i włosy. Będzie wracała zmęczona z pracy, padała na kanapę i mówiła: "kochanie, ratuj!". Wydaje mi się to ważne, szczególnie po obserwacji mam jedynaków, które dbają, rozpieszczają i zawłaszczają synów dla siebie. A ja chcę, żeby Jaś był odpowiedzialnym facetem, dżentelmenem, wspaniałym mężem i ojcem.

Zastanawiasz się, czy będziesz w tym uczestniczyć? To jest gorsza strona późnego macierzyństwa: czas ucieka i nic go nie zatrzyma.

- Czasem myślę o sobie jak o mamie, która ma swoje lata. Wiem, że muszę być zdrowa, mieć kondycję. Może nie po to, żeby kopać piłkę - to będzie robił Bartek, bo on jest, dzięki Bogu, ode mnie młodszy. Ale chcę wychować Jasia i przejść z nim przez ważne etapy: przedszkole, szkołę, maturę, studia. Jestem tego ciekawa, zachłanna. Z własnej perspektywy wiem, jak ważni są w życiu rodzice. To do nich dzwoniłam, gdy miałam rozterki, kiedy mną telepało. Nie radzili krok po kroku, co zrobić, ale mówili jedną rzecz, która ustawiała mnie do pionu. Jeśli więc czasem czuję lęk, to przed tym, czy dobrze wyważę proporcje. Bo chciałabym być mamą kumplem, ale też autorytetem. Żeby w trudnych momentach syn nie bał się ze mną porozmawiać, zadać pytania, zanim popełni błąd, który być może zaważy na jego życiu. Chciałabym, żeby Jaś myślał, że z mamą warto jest pogadać.

Cała rozmowa kręci się wokół niego, a ja chciałabym jeszcze spytać o twój związek. Potrafisz powiedzieć, jak się zmienił?

- Teraz Jaś jest wyznacznikiem naszego stylu życia. W zeszłym roku pojechaliśmy pierwszy raz od jego urodzenia na narty. Na miejscu uświadomiliśmy sobie, jak trudno jest pogodzić jazdę na stoku z opieką nad dzieckiem. Bartek zaproponował: "Idź ty, ja się nim zajmę". Ale jak to? Sama? Co to za przyjemność? Mąż też nie chciał jeździć beze mnie, więc spędziliśmy tydzień, spacerując, wjeżdżając, a potem zjeżdżając kolejką, bo to podobało się Jasiowi.

Ale pozwalacie sobie na romantyczne chwile we dwoje?

- Z tym jest... ciężko. Od dwóch lat nie byliśmy w kinie ani na kolacji. Teoretycznie moglibyśmy zrobić sobie wolne, z Jasiem zostałaby opiekunka albo babcia. Ale codzienna logistyka pochłania nas tak bardzo, że gdy przychodzi piątkowy wieczór, nie mamy już siły. Zależy nam, by razem wykąpać synka i razem go usypiać. A potem robi się za późno na wyjście. Przygotowujemy więc z Bartkiem kolację, rozmawiamy, oglądamy mecze, filmy na VOD. Stałam się domatorką i dobrze się z tym czuję.

W ostatnim wywiadzie, którego udzieliłaś "Twojemu STYLOWI", mówiłaś, że mąż kupuje ci bez okazji bukiety róż. Aż boję się zapytać, jak jest dziś.

- To się diametralnie nie zmieniło, chociaż czasami zamiast kwiatów jest książeczka dla Jasia, czyli dla mamy, która mu ją czyta. Za to kiedy Bartek wyjeżdża, zawsze mi coś przywozi. Czasem drobiazg, ale ważne jest, że pamiętał, że pomyślał. Ja też to robię.

Masz poczucie, że pomimo codziennej gonitwy twój mężczyzna patrzy na ciebie jak na atrakcyjną kobietę?

- Mam. Na szczęście! Czasem wracam z planu superubrana, uczesana, umalowana. Bartek mówi: "Zobacz, Jasiu, jaka piękna jest nasza mama". Wiadomo, że to mama odświętna, nie codzienna, ale fajnie, że to zauważa. Daje mi miłą świadomość, że nie jestem tylko robocopem, ale czasem również kobietą.

Za chwilę święta. Wiesz, jak je spędzisz?

- Będą wyjątkowe, w górach. Z rodzicami, siostrą, jej dziećmi, przyjaciółmi, ich dziećmi. Cieszę się, bo w ten sposób uniknę przedświątecznego szaleństwa robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. Niby nigdy nie wywieraliśmy na siebie presji, że musi być na tip-top, a jednak bywało nerwowo.

O co poprosisz pierwszą gwiazdkę, która pojawi się na wigilijnym niebie?

- Nie mogę powiedzieć! Ale mam marzenie i jest realne. Tylko że wszystko znów rozbija się o organizację. Chyba więc najbardziej chciałabym poprosić o umiejętne rozłożenie sił w czasie.

Magda Jaros

TWÓJ STYL 1/2017


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje