Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maja "naga"

Ma dopiero 36 lat, a jej życie wystarczyłoby na kilka scenariuszy. Byłyby w nich zaskakujące zwroty akcji i sytuacje jak z komedii romantycznych. Który z nich jest najbliższy prawdzie?

W jej życiu bardzo wcześnie pojawia się motyw z bajki o Królowej Śniegu, w której odłamek diabelskiego zwierciadła wpada do oka Kaja. Maja Sablewska w dzieciństwie też przeszła uraz oka i ma implant soczewki. W opowieści o niej znalazłaby się też bajka o Kopciuszku - spektakularna metamorfoza czarnowłosej okularnicy w piękną blondynkę. Ale też historia jak z "Niani w Nowym Jorku" (reż. R. Pulcini, S.S. Berman), bo była opiekunką synka Natalii Kukulskiej. Miała też długi epizod jak z filmu "Diabeł ubiera się u Prady" (reż. D. Frankel), gdy pracowała jako agentka gwiazd.

Reklama

Są w jej życiu momenty z dramatów psychologicznych i komedii romantycznych - opisywane w plotkarskiej prasie rozstania z byłym narzeczonym i powroty. Ale pora zejść na ziemię.

Gdy googluję Maję, jako pierwsze pojawiają się informacje o nagłym zakończeniu jej współpracy z Dodą i Edytą Górniak, konfliktach z Kubą Wojewódzkim. I okrutne komentarze dotyczące jej fizycznej przemiany. Ale jest i druga, jasna strona obecności Mai w internecie: na Facebooku jej oficjalny profil ma kilkaset tysięcy fanów, na Instagramie również. Naliczyłam też aż 12 jej fanklubów. Młode dziewczyny ubierają się jak Maja, czeszą podobnie jak ona. Kiedy jedzie na spotkania czy warsztaty z kreacji wizerunku, sale są pełne ludzi. Jej program "Sablewskiej sposób na modę" emitowany w TVN Style to już 7. edycja cyklu, wciąż wśród trzech najchętniej oglądanych produkcji stacji.

To ten moment

Spotykamy się w restauracji warszawskiego domu towarowego Vitkac. Już dziesięć minut przed umówioną porą dzwoni i oznajmia, że jest na miejscu. Wysoka, w brązowej wzorzystej bluzce i czarnych spodniach przed kostkę. Mocno ściska rękę na powitanie. Jest bezpośrednia, od razu przechodzimy na ty. Zamawia tajską zupę.

- Znam cię już z Instagramu. To, co tam robisz, uważam za ryzykowne granie swoją prywatnością. Nie masz z tym problemu? - pytam na początek.

- Nie - odpowiada szybko. - To prawda o mnie, nikogo tam nie udaję. Skoro ludzie mnie polubili, to tego oczekują. A hejtem przestałam się przejmować. To agresja, na którą nie mam ochoty reagować. Jestem w dobrym momencie życia. Uczę się, jak podchodzić do niego bardziej świadomie. Pracuję nad sobą, ale też wyluzowałam. Dawniej myślałam, że muszę się ciągle zmieniać. Nie kryję, że pomogła mi terapia u psychologa. Teraz zaczynam zdawać sobie sprawę, że dążenie do ideału odczłowiecza. Nie można wiecznie gonić za czymś lepszym, piękniejszym... Chyba ważniejsze jest, jak mam żyć, niż kim mam być. Nigdy nie umiałam odpuszczać. Na terapii uczę się zdobywać siłę do podejmowania decyzji. Czasem są trudne, szczególnie te dotyczące rozstania czy zakończenia fałszywych relacji.

Jakiś czas temu Maja zrozumiała, że trudno pomagać innym, jeśli nie potrafi się pomóc samej sobie. A że nie boi się korzystać z porad ludzi bardziej doświadczonych, swoich autorytetów, to nie miała oporów, by do nich zadzwonić z prośbą o radę. Pytała, jak jej życiowa sytuacja wygląda z ich punktu widzenia. Przyznaje, że w tym procesie pomogły jej zwłaszcza rodzina, a także Małgorzata Łupina, dyrektor programowa TVN Style, i Małgorzata Domagalik.

- Panią Małgorzatę znałam tylko ze wstępniaków w PANI i programów, jakie z nią oglądałam - opowiada. - Jedna rozmowa telefoniczna z nią postawiła mnie na nogi. Ona wiedziała, że jestem silna, ale też podpowiadała, że muszę się bardziej szanować. Tych kilka mocnych słów obudziło mnie, wzmocniło. W swoim programie Maja daje bohaterkom bransoletki z różnymi hasłami. Wśród nich najważniejsze jest to: "Wszystko się zmienia, kiedy ty się zmieniasz". Traktuje je bardzo osobiście. Wie, że trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu, przyzwyczajeń i popatrzeć na siebie z dystansu. Umieć przyznać, że wyuczone reakcje czy zachowania wcale nie są dobre.

Sama, ale nie samotna

Latem zakończyła swój długoletni związek. To już dla niej zamknięty etap. Wcześniej przeżyła kilka miłości i każda dużo ją nauczyła. W związkach jest długodystansowcem. Jej pierwszy chłopak mieszkał w Zakopanem, to była typowa młodzieńcza miłość. Trwała kilka lat. Druga nie była na tyle mocna, żeby przetrwać jej wyjazd z rodzinnego Sosnowca do stolicy. Już w Warszawie związała się z kimś na siedem lat, byli nawet zaręczeni. Po rozstaniu i dłuższej przerwie zakochała się w znanym muzyku. Planowali małżeństwo...

- Trudno znaleźć faceta, który jest typem alfa, ma dobre serce i w dodatku ogarnie Sablewską, która całe życie chodzi w spodniach. Tylko tacy mi się podobają - śmieje się. - Zawsze zachowywałam się i myślałam po męsku, ale to się zmienia. Teraz odkrywam swoją kobiecość, seksualność. To także zasługa moich byłych partnerów. Zobaczyli we mnie kobietę, ja długo jej w sobie nie dostrzegałam. Mieszka na warszawskim Mokotowie. Nieduże pokoje wyglądają jak garderoba, gdzie ledwie mieści się olbrzymia ilość ubrań, których używa w pracy doradcy wizerunkowego. Gdy tam wraca, czuje się bezpiecznie. Czyta książki, słucha muzyki.

- Mogę zaprosić mężczyznę, wypić wino, obejrzeć film... - dodaje. - Poznałyśmy się wiele lat temu - wspomina Katarzyna Frydrych, przyjaciółka Mai i agentka Martyny Wojciechowskiej. - Martyna chciała zmienić muzykę do swoich programów i tak trafiłam do Mai. Z pomysłu nic nie wyszło, za to między nami zaskoczyło. To taka osoba, którą albo polubisz na pierwszym spotkaniu, albo nie. Są tacy, których drażni. Ale to dziewczyna z krwi i kości, niczego nie owija w bawełnę. Połączyły nas rozmowy. Ja pracuję z silną osobowością, dużo tu emocji, czasem sprawy służbowe mieszają się z prywatnymi. Maja to doskonale rozumie. Czuję się matką chrzestną jej programu, bo udało mi się namówić producentkę Małgosię Łupinę na spotkanie z Mają. Potrafimy się długo nie widzieć, ale gdy się spotkamy, siedzimy w restauracji aż do zamknięcia. Motywujemy się, wpadamy na różne pomysły, planujemy podróże.

Sen o koszykówce

Jej mama Lucyna była sekretarką w spółdzielni niewidomych, tata Janusz maszynistą kolejowym. Pracował w Hucie Katowice. Oboje są już na emeryturze. Maja mówi, że po mamie ma szczerość i zaradność, a po ojcu pracowitość. Teraz rodzice spędzają dużo czasu w letnim domku we Włoszczowie, skąd mają bliżej do córki.

- Jak tata przyjeżdża, reperuje u mnie wszystko, nigdy nie jest zmęczony, po nim mam taki szacunek dla pracy - przyznaje. - Gdy się urodziłam, moi rodzice byli bardzo młodzi, zajęci, a ja dużo czasu spędzałam u dziadków. Bardzo kochałam tatę ojca, dziadka Kazika. W czasie, kiedy zdarzył mi się wypadek, on miał wylew. Potem razem uczyliśmy się wszystkiego od początku: pisania, czytania, tabliczki mnożenia. Zmarł, gdy miałam 15 lat, ale wciąż za nim tęsknię.

Dzieciństwo Mai, choć ciepłe, rodzinne, naznaczone było bolesnym przeżyciem. Ma sześć lat, naciąga gumę do gry w klasy i zaczepia o klamkę drzwi. Guma uderza ją w oko. W szpitalu, który prowadzi profesor Ariadna Gierek, ratują jej oko, ale przechodzi kilka operacji, włącznie ze wszczepieniem soczewki.

- Byłam mała i dość boleśnie zetknęłam się ze światem dorosłych - opowiada. - Wciąż pamiętam komentarze kobiet w szpitalu, które już wtedy mówiły, że pewno nigdy nie będę mogła mieć dziecka, bo stracę wzrok. Przez te operacje szybko dojrzałam. Całe lata chodziłam w bardzo mocnych szkłach, zezowałam. Jako nastolatka uwielbia koszykówkę. Jest wysoka, marzy o wyjeździe do USA i grze w kobiecej drużynie NBA. Problemy z okiem uniemożliwiają uprawianie wyczynowego sportu.

- Maja była żywym dzieckiem, bawiła się z chłopakami, zawsze nosiła spodnie - mówi jej mama. - Raz zgodziła się włożyć sukienkę, do komunii. Gdy miała pięć lat, urodziła się Natalia. Była zachwycona siostrą. Kiedyś robiłam coś w kuchni, wchodzę do pokoju, a ona zdążyła już rozebrać małą, nalać wodę do wanienki, przyszykować pieluchy. Dziś Natalia mieszka w Londynie, jest doradcą finansowym, ale obie są nadal z sobą związane. Maja dzwoni do mnie: "Mamo, kupiłam bilet, lecę do Natalii na dwa dni". Jedna nic złego na drugą nie powie, wspierają się, choć zawsze były różne. Natalia to typ naukowca, od początku świetnie się uczyła.

Z Mają w szkole też nie było problemów, ale długo nad książkami nie siedziała. Radziła sobie, była sprytna. Dziś pomaga całej rodzinie, nigdy o nikim nie zapomina. Gdy przyjeżdża na Wigilię, ma całe torby prezentów. Wiem, że głupio tak chwalić własne dziecko, ale jestem z niej bardzo dumna. Martwię się też o nią. Za karierę i szybkie tempo życia płaci wysoką cenę.

Maja od dziecka interesowała się modą. Pamięta pierwsze dżinsy, dostała je od mamy za świadectwo z czerwonym paskiem i chodziła w nich codziennie. Lubiła też przerabiać ubrania. Stare dżinsy dekatyzowała wybielaczem w wannie. Gdy mamę denerwował ostry zapach chloru, przenosiła się na balkon, ale wtedy więdły kwiatki. Wkładała męskie bluzy, wiązała je paskami w talii. Wychowała się na grunge’u, jej gust ukształtowały zespoły z początków lat 90. Uwielbiała Kurta Cobaina z Nirvany, ale też polskich wykonawców. Miała 16 lat, gdy zaczęła jeździć na koncerty Varius Manx, Hey, Edyty Bartosiewicz.

- Byłam na każdym, jaki odbywał się w mojej okolicy - wspomina. - Kiedyś trafiłam na występ Natalii Kukulskiej, totalnie mnie zafascynowała. Założyłam z kumplem jej fanklub i odtąd byłyśmy w kontakcie.

Zbyt blisko

Po maturze zdała na geografię na Uniwersytecie Śląskim. Jednak po pół roku dostała propozycję od Natalii Kukulskiej, żeby pomogła zająć się jej synkiem Jasiem. Poznała go na jednym z koncertów, był z mamą. Przylgnął do Mai, bo ona ma dobre podejście do dzieci.

- Natalia zadzwoniła w niedzielę, a w środę byłam już u niej - wspomina. - Nie zastanawiałam się długo. Przez rok zajmowała się Jasiem. Jednocześnie prowadziła fankluby Kukulskiej w całej Polsce. Choć teraz mają ze sobą sporadyczny kontakt, to z sentymentem wspomina tamten czas.

- Wiosną byłam zaproszona na 40. urodziny Natalii. Uważam, że jest teraz w najlepszej formie, nagrywa świetne płyty - dodaje.

Podczas spotkania fanklubów zobaczyła ją Katarzyna Kanclerz, wtedy szefowa Universalu i ówczesna królowa muzycznego biznesu. Maja poszła na spotkanie z nią. Kanclerz powiedziała: "Gdzie ty się wcześniej podziewałaś?", i od razu zaproponowała jej pracę. Została w wytwórni siedem lat. Próbowała jeszcze studiować marketing i zarządzanie, bo rodzicom zależało na dyplomie, ale nowa praca wymagała czasu. Od Katarzyny Kanclerz dużo się nauczyła. To ona powtarzała jej, że jak nie wejdzie drzwiami, to niech próbuje oknem. A gdy ją znów wyrzucą, ma wrócić choćby przez komin... Zajmowała się muzykami, uczyła promocji. To pomagało jej budować pewność siebie, choć wciąż była szarą myszką. Gdy przyjechała do Warszawy, nadal zdarzało się jej powiedzieć coś gwarą z Zagłębia. Ludzie to słyszeli, komentowali.

Niedługo później poznała Dodę. Stworzyły silny duet. Maja odpowiadała za kontakty z mediami, ale przede wszystkim za wizerunek piosenkarki. Była też jej asystentką i powiernicą. Miały po dwadzieścia kilka lat i świat leżał u ich stóp. Kariera Dody świetnie się rozwijała, obie zarabiały mnóstwo pieniędzy. Potrafiły w wolny dzień lecieć do Mediolanu na zakupy.

- Czy woda sodowa uderzyła mi do głowy? - zastanawia się. - Na pewno pieniądze pozwalały spełniać marzenia. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że były one puste: przesiadłam się ze starego volkswagena do sportowego BMW, miałam markowe ciuchy. To było ważne doświadczenie, ale za tę przyjaźń zapłaciłam pewną cenę. Czułam się wypalona. Rozstały się w atmosferze konfliktu, kiedy Maja wzięła pod swoje skrzydła młodziutką piosenkarkę Marinę Łuczenko.

- Chciałam się rozwijać, pracować nie tylko dla jednego artysty, i to w dodatku bardzo wymagającego - mówi. - Zajęłam się debiutantką. Znów czułam, że rozwijam skrzydła, choć mój status finansowy bardzo się obniżył. Wkrótce jednak znów była w grze, bo została agentką Edyty Górniak.

- Nie da się pracować w tej branży, gdy nie jest się ze sobą blisko - twierdzi. - Dzięki temu zdobywa się zaufanie. W Polsce to ono jest podstawą działania, tu menedżerowie są wciąż niedoceniani i uważani raczej za asystentów artystów. Na świecie jest inaczej, agent to autorytet, decyduje za gwiazdę. Ja nie umiałam stawiać granic. Podczas pracy z Górniak dostała propozycję, by zasiąść w jury programu "X Factor". Namawiał ją do tego szef programowy TVN Edward Miszczak, który dostrzegł w niej potencjał. Długo się wahała, wiedziała, że nie ma doświadczenia w występach przed kamerą. W końcu się zdecydowała. Chciała oceniać młode talenty profesjonalnie, nie umiała robić show. Marzyła o kreowaniu artystów takich jak w latach 90., kiedy muzyka znaczyła dużo więcej, nie była tylko wykonywaniem chwytliwych przebojów. Jednak współpraca z Kubą Wojewódzkim okazała się bardzo trudna: docinał jej, gasił, podważał kompetencje. W końcu podobno postawił stacji telewizyjnej warunek, że w następnej edycji nie chce z nią zasiadać w jury.

- Teraz, gdy o tym myślę, wiem, że zabrakło w tym wszystkim naszej rozmowy - mówi. - Żadne z nas nie próbowało się porozumieć. Animozje narastały, a wiadomo było, że stacja postawi na niego, a nie na debiutantkę. Dziś, gdy się gdzieś z Kubą widzimy, mówimy sobie "cześć". Zaprosił mnie do show. Na razie odmówiłam, ale może kiedyś... Nie jestem pamiętliwa, uważam, że to tylko rodzi frustracje. Podczas trwania programu rozstała się też z Edytą Górniak. Po "X Factorze" zdecydowała, że przestaje być jej menedżerką. Nie było jej łatwo, bo była już rozpoznawalna i oceniana przez ludzi, którzy jej nie znali.

Pomyślała, że mogłaby zająć się wizerunkiem i metamorfozami zwykłych kobiet. Założyła blog, wtedy jeszcze to nie było tak popularne, ale szybko znalazły się dziewczyny, które zaczęły doceniać jej styl. Dostała też lukratywną propozycję napisania książki o pracy z Dodą. Odmówiła, to nie było zgodne z jej zasadami. Jednak podczas spotkania wydawca zaczął się interesować tym, jak dba o linię. Wpadł na pomysł poradnika o stylu życia. Wkrótce od jednej z telewizji dostała kolejną propozycję - prowadzenia programu. Jej praca miała polegać na krytykowaniu czyjegoś stylu. Na to nie chciała się zgodzić, nie znosi podcinania skrzydeł. Wie, jak to boli.

Zwierzę telewizyjne

- Gdy spotykałam Kaśkę Frydrych, powtarzała: "Umów się z Mają Sablewską, ona ma fajny pomysł na program" - wspomina Małgorzata Łupina. - Nie chciałam, kojarzyła mi się z jakimiś awanturami z Wojewódzkim. W końcu zgodziłam się na spotkanie. Zaskoczyła mnie, bo okazała się fajną dziewczyną z konkretnym pomysłem na program. Chciała zmieniać kobiety, pomagać im w pracy nad sobą, nad strojem, stylem życia. Kiedy zaczęliśmy robić "Sablewskiej sposób na modę", znów byłam zszokowana. Teraz wiem, że Maja to po prostu świetna dziewczyna. Nigdy nie strzela focha, co niektórym gwiazdom zdarza się już po dwóch sezonach prowadzenia programu.

- Majka nie jest prezenterką ani dziennikarką, za to ma ten plus, że jest sobą - mówi Jacek Grzelak, reżyser. - Nie ma przygotowanych wypowiedzi, a jej program to w 75 proc. ona, to, jak się zachowuje, reaguje. Choć była debiutantką na planie, to okazała się zwierzęciem telewizyjnym. Czy jest w tym prawdziwa? Każdy z nas ma dwie twarze: jedną na swój użytek, drugą dla innych, ale myślę, że Maja nikogo nie udaje. Szybko zaczyna żyć życiem swoich bohaterek, szuka sposobu, jak im pomóc.

W grudniu Maja weźmie udział w pokazie La Manii, firmy modowej Joanny Przetakiewicz. Wystąpi też w sesji Mateusza Stankiewicza i filmie reklamowym zrobionym przez Xawerego Żuławskiego.

- Poznałyśmy się kilka miesięcy temu na jakimś pokazie mody - mówi Przetakiewicz. - Porozmawiałyśmy i zaiskrzyło. Obie jesteśmy doświadczone życiowo, mamy dużo tematów do przegadania. Dzięki spotkaniu stworzyłyśmy wspólny projekt modowy. Lubię takie kobiety jak Maja. To pasjonatka, oddaje się pomysłom całym sercem.

Sablewską lubi się lub nie. Można powiedzieć, że to po prostu stylistka, dziewczyna od ciuchów. Ale dzięki swojej ambicji, gotowości na zmiany oraz radości z pomagania ludziom jest dla wielu pozytywnym przykładem. Tylko że najpierw - jak sama mówi - trzeba nauczyć się radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, a wtedy kryzys może stać się trampoliną. Bo jeśli naprawdę się chce, to można wszystko.

Monika Głuska - Durenkamp

PANI 1/2017

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje