Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krystyna Janda. Przyleci supermenka

​Aktorka, reżyserka, pisarka, dyrektorka teatru... można tak długo. Ktoś taki powinien mieszkać na szklanej górze i stamtąd na wszystko patrzeć. Nie ona. - Przejmowanie się to moje natręctwo - mówi Krystyna Janda. No więc troska o dzieci, dorosłe, ale co z tego, i o starych aktorów, opieka nad zwierzakami, których nikt nie chce, i zamartwianie się, żeby teatry nie padły, no i codzienne wkurzenie: co z tą Polską!? I uczucie niedosytu, że trzeba dać z siebie więcej. - Wciąż zarzucam sobie egoizm, tyle mam zaniedbań - przyznaje. Bogate życie, ale jak tak żyć i nie zwariować?


Twój STYL: Mówi się, że artyści są egocentryczni, wsłuchani w siebie. Ty "masz inaczej" i troszczysz się o wszystkich dokoła.

Reklama

Krystyna Janda: To moje natręctwo. Uczę się nie wkładać rąk, gdzie nie trzeba, ale to trudna nauka, jeśli na wszystkim i na wszystkich mi zależy. Prowadzę dużą fundację, dwa teatry, pracuje tam sporo młodych ludzi, pewnie nie wszyscy potrzebują mojej pomocy w każdej sprawie. Ale ja mam chyba chorobliwe poczucie odpowiedzialności. Może za bardzo się wtrącam, nadgorliwa jestem? Często nie umiem nie reagować. Ostatnio dał mi do myślenia pewien mężczyzna. Zawołał na ulicy "Upuściła pani coś" i kopnął to w moją stronę. Szłam szybko i wypadł mi portfel. Byłam temu panu wdzięczna, że sobie go nie wziął. Ale zatkało mnie to kopnięcie, że nie podniósł, nie podał, ja bym mu zaniosła, gdyby coś zgubił.

Od zawsze byłaś taka odpowiedzialna?

+ Obowiązkowa tak, ale odpowiedzialna dopiero od śmierci męża, kiedy nagle wszystko spadło na moją głowę. To chyba los wszystkich wdów w tym kraju. Kiedyś w akcie rozpaczy zamieściłam na blogu wpis z pytaniem: "Jak wy radzicie sobie z tymi hasłami i PIN-ami do wszystkiego?". Opisałam moje potyczki z próbą opłacenia prognozowanych rachunków za prąd, o tym, jak płaciłam je hurtowo i po trzy razy, a oni mnie co miesiąc upominali, że mam niedopłatę 15 groszy, bo coś się w naliczaniu zmieniło. Posypała się lawina wpisów kobiet, które są tak samo bezradne i zagubione jak ja.

Kiedyś tak nie było? Na kogo zawsze mogłaś w życiu liczyć?

- Na rodziców. Bez nich byłoby mi trudno. Nie zrobiłabym wielu filmów, przedstawień, gdybym po urodzeniu synów nie zamieszkała znowu z nimi. Mama przeszła na wcześniejszą emeryturę, żeby zająć się moimi dziećmi i domem. No i mój mąż, to on przede wszystkim, był zawsze wsparciem. Nie wiedziałam, co znaczy organizacja codziennego życia, płacenie rachunków, co to remont, na którą odwieźć dziecko do szkoły. Zwykle pracował pół roku w Polsce, pół roku za granicą, ale przed wyjazdem na zdjęcia do filmu wszystko organizował i zostawiał mi tylko instrukcje, co i kiedy mam zrobić. Pewnego dnia go zabrakło. Zostałam sama... Jestem mniej więcej inteligentna, sprawnie poruszam się po internecie, a nie jestem w stanie zrozumieć, o co chodzi firmom, które przysyłają mi coraz to nowe tabelki. Zastanawiam się, jak daje sobie radę moja znajoma, pewna pani z Milanówka, która mieszka sama w dużym domu, prowadzi firmę po mężu i mimo że tyle jest nowych przepisów, zmian, ona nie obsługuje komputera. 

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu Twój STYL - już w sprzedaży!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje