Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kora cz.2

Druga część rozmowy Małgorzaty Domagalik z Korą.

Tu przeczytasz pierwszą część wywiadu z Korą.

Reklama

Czy takie pojęcie jak "grzech" istnieje dla ciebie?

- Istnieje. Oczywiście. Jesteśmy w tym duchu wychowywani od dziecka, a ja jestem wychowana w kulturze katolickiej. Ochrzcili mnie, potem chodziłam na religię, nauczyli mnie siedmiu grzechów głównych. Nie uważasz, że siedem grzechów głównych to jest grzech?

Uważam, że siedem grzechów głównych to rzeczy, których nie należy robić.

- Eskalować. Ale teraz jest taki grzech internetowy. Jak czytam o tym wszystkim, co tam wypisują, to doznaję wstrząsu.

Że co?

- Że dzisiaj możesz tak zaszczuć dzieci w szkole, że podejmują próby samobójcze, że to się dzieje na każdym poziomie, tak jak ta cudowna siatkarka, która się załamała. Dorota Świeniewicz.

Wycofała się z grania.

- To jest grzech, to jest podłość, zawiść, nad którą się nie panuje. Złe, fałszywe świadectwo to jest grzech ciężki.

Czym można cię dotknąć?

- W kategorii grzechu? To jest właśnie ta zawiść. Że jak mogę sobie po cichu, bezkarnie pozwolić na wyrządzenie komuś krzywdy, bo jestem anonimowy i mam odpowiednie medium, to się nie zawaham. Nazywa się to internet i dzięki niemu to ja wszystko mogę.

Anonimowy zawistnik może cię dotknąć?

- Myślę, że człowieka można bardzo łatwo wszystkim dotknąć. Nawet pisaniem prawdy o nim, bo nie chcemy, żeby każdy rodzaj prawdy, każdy epizod był szeroko poznany, tak jak się to teraz dzieje w moim przypadku. Internet, paparazzi - przepłaca się ludzi... Gdyby można było na przykład przepłacić panią, która u mnie sprząta - bo wątpię, żeby można to było zrobić z moimi przyjaciółmi - to dopiero byłoby o czym "pisać". Chociaż zdarzali się nam też tak nieprawdopodobnie nielojalni przyjaciele.

Kiedyś dulszczyzna oznaczała, że wszystko było chowane pod dywan, a dzisiaj dulszczyzna to wszystko na dywan.

- Kamil mi ostatnio przeczytał z jakiegoś forum o mnie: "Ta żydowica tak się pier..., że dostała od tego raka jajnika" (mimo drastyczności postanowiłam zacytować, bo to oddaje podłość anonimowego zawistnika, o którym mówi Kora). Reakcja ludzi na moją chorobę jest w większości bardzo serdeczna. Ale zdarzają się i takie wypowiedzi. Ktoś umieszcza taki wpis - powiedz, jak to jest możliwe?

Odpowiem pytaniem: jak to jest możliwe?

- Ktoś powiedział, że to wszystko jest winą mediów, i ja bym się z tym zgodziła. Dlaczego? Dlatego że dzisiaj normalne, prawe życie człowieka, który idzie do pracy, na spacer, ma swoje rozrywki, spotkania, nie ma już żadnej wartości. Dzisiaj wartością jest to, że jakaś "panna nikt" zrobi sobie sztuczny biust, usta, i nie ma znaczenia, że nie ma nic do powiedzenia. A ponieważ u nas jest taki, a nie inny poziom życia, ta pani oprowadza nas po swoim mieszkaniu w hollywoodzkim stylu. I nawet nie wie, że kontakt nazywa się kontakt. A ja nie wiem, i nie chcę wiedzieć, jak ona się nazywa. Na piłce nożnej czy na czymś innym zrobiła karierę...

Usłyszałam kiedyś, że każde złe słowo, które o sobie przeczytasz, to przede wszystkim problem tego, który je napisał...

- Ale oczywiście. Dlatego nie wchodzę w to. Wzięłam udział, po raz pierwszy i ostatni, w wyborach prezydenckich. Dla prezydenta Komorowskiego przygotowałam koncert. Wyobraź sobie, że zaczęłam otrzymywać SMS-y, rozbudowane i bardzo dobre tekstowo - czyli nie idiota, nie idiotka to pisali - ale o tak strasznej treści, że się przeraziłam. To było tak ohydne. I pytasz, czy można człowieka obrazić? Można. Musiałam zmienić numer telefonu.

Kiedyś w jakimś programie zapytali cię: "Co w pani jest najfajniejsze?". Nie chciałaś odpowiedzieć.

- Mówią, że śmiech, że jak się śmieję, to ma to sens.

Wtedy nie chciałaś odpowiedzieć.

- Dzisiaj mi się wydaje, że jak ktoś się śmieje, to jest to miłe zjawisko. Chociaż nie mam olśniewającego hollywoodzkiego uśmiechu, to mam własne zęby, tyłozgryz i jak się śmieję, odsłaniam dziąsła... Ogólnie człowiek jest fajny, jak jest easy, a już tacy jak ja, to na pewno powinni dużo się relaksować. Już dawno stwierdziłam, że tak jest. Gdzie więc przebywam najczęściej? W domu, i czytam.

Zazdroszczę...

- Ale całe życie tak miałam. Zawsze miałam czas, żeby czytać książki. Niewątpliwie więcej tego czasu mam dzisiaj, i głowę do czytania. Książka ciągle była moim przyjacielem. Ja się nigdy bez niej nie ruszyłam.

Jak byłaś mała, to podobno chciałaś być jak Audrey Hepburn.

- Moja siostra jest ode mnie starsza o siedem lat i jakie myśmy miały przyjemności? Na lalki nas nie było stać, chyba że szmaciane, jak matka je zrobiła.

Siatki też robiła, takie nylonowe, z żyłek?

- Tak, ja też umiem takie robić. Po matce mam ten talent. I siostra miała taki zeszyt A4, a w tym zeszycie wszystkie aktorki wklejone i podpisane. Też wklejałam. Wtedy hitem kinowym była "Wojna i pokój", ale w wersji amerykańskiej z Audrey Hepburn. Miałam około 12 lat i w tym okresie życia moje podobieństwo do niej było ponoć uderzające. Sąsiedzi zaczęli do mnie mówić "Nataszka". I moja siostra, która zresztą miała takie same przeżycia jak ja teraz, też widziała wtedy we mnie to podobieństwo.

Zachorowała na to samo?

- Nie do końca, ale miała raka. Przeszła przez piekło, ale wyszła z tego. Podziwiam ją. Bo ona jest do podziwiania.

Byłyście z sobą zawsze blisko?

- Niestety, nie. Nawet w domu dziecka nie. Pierwsze okrucieństwo, jakie nas tam spotkało to takie, że nie mogłyśmy się widywać. Zakonnice czuły, że nas krzywdzą, ale jakby ta nasza krzywda sprawiała im przyjemność. Rodzaj sadyzmu zastępczego. To w gruncie rzeczy dobre kobiety, ale żyjące w warunkach, które sprzyjają narastaniu okrucieństwa, bo one są kompletnie niezrealizowane. Matka Boska ani Bóg nie dadzą im tego, co dałby dobry facet, z którym miałyby dzieci, rodzinę. I one nawet nie były sadystyczne, tylko okrutne w taki najprostszy sposób. Straszyły nas, kłóciły się, nawet te wykształcone były mistrzyniami w nieokazywaniu dobrych emocji. A mimo to tak lubię kobiety. Ale wiesz, co ja bardzo lubię w ludziach, bez względu na to, czy to mężczyzna, czy kobieta? Lubię ludzi, którzy przychodzą na świat z jakimś określonym talentem. To jest specjalne namaszczenie.

Podziwiam tych, którzy rodzą się pod tzw. krzakiem agrestu, a potrafią w życiu wywalczyć to, co dla nich ważne. Najmniej imponuje mi, że ktoś jest markizem i będzie nim do końca życia. Ale chirurg to już jest ktoś...

- Dla mnie chirurg to Bóg, a nie jakiś leniwy stary dziadek. A jaki jesteś znak zodiaku?

Ostatni dzień Wodnika albo pierwszy Ryb.

- Nasz znajomy mieszka w Portugalii, teraz urodziło mu się dziecko i tak kombinowali z żoną, żeby było Wodnikiem. Ja mam brata Wodnika, i co z tego? Beznadzieja.

Dla mężczyzn to nie jest dobry znak. Byk jest niezły, Kamil chyba jest Lwem?

- I mój starszy syn, a młodszy jest Koziorożcem.

Kiedyś też pewien mechanik samochodowy...

- Też ci zaimponował?

Ustawił mi nawet życie. W odpowiednim momencie udanie ośmieszył kogoś, kto był niemęski (śmiech).

- Myślę, że my jesteśmy bardzo "wolnościowe" typy, a z drugiej strony, jesteśmy jeszcze wychowane tradycyjnie. Czyli że kobieta jest do wszystkiego, plus zajmuje się domem. Z naszego pokolenia znaleźć faceta ze świadomością, że wszystko się robi wspólnie, to wielka rzadkość. Nic nie potrafią, bo matki za nich wszystko robią, a z kolei ich kobiety nie chcą tego robić, bo mają to w d...e. I sytuacja jest patowa.

Powiedziałaś: "Niczego w życiu nie stworzyłam zawodowo sama". Nie rozumiem...

- Bo są takie fenomeny. Ktoś, kto sam pisze, sam komponuje, aranżuje, sam nagrywa i zgrywa. Czyli sam jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Są ludzie, którzy nagrywają w ten sposób płyty, i to jest bardzo popularne. Dzisiaj mamy możliwości, żeby stworzyć siebie samego od początku do końca.

A ty?

- Ja nie, ja zawsze z ludźmi, zawsze w jakimś kontekście, zawsze z drugą osobą.

"Osiągnęłam w życiu dużo więcej, niż marzyłam" - to aktualne?

- Oczywiście. Moje marzenia były tak skromne. Jedno z nich to takie, że mieszkam w pokoju, w którym jestem oddzielona od drugiego łóżka parawanem. I za tym parawanem jest mój maleńki świat. Mam w ogóle słabość do parawanów i je kocham. I żeby jeszcze ktoś uszanował mój maleńki świat, moją małą autonomię. I wszystko, co lubię, czyli spokój, książki. 

Dowiedz się więcej na temat: KORBANK-PDA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje