Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kinga Preis: Lubię nie mieć planu

Może być młoda i stara, seksowna i odpychająca, delikatna i wulgarna, prostacka i mądra. Jej bohaterki bywają gruboskórne albo nadwrażliwe. Są różne, ale zawsze kryją tajemnicę. Jak to się robi, Kingo Preis?

Spotykamy się we Wrocławiu w kultowej kawiarniogalerii. Kinga Preis pojawia się punktualnie, ubrana w niebieskie dżinsy, szary sweterek. Wita się serdecznie. - Już od tygodnia zastanawiałam się, gdzie panią zaprosić - uśmiecha się. Znam Wrocław od dzieciństwa, ale każde miejsce wydawało mi się niewystarczająco dobre, bo za głośno, za tłoczno, za daleko. Dopytuje, jak minęła podróż, gdzie się zatrzymałam. Bezpośrednia, życzliwa.

Reklama

"Jak ja ci zazdroszczę, że spotkasz się z Kingą Preis - usłyszałam od znajomej dziennikarki. - Ona musi być wyjątkowa". Faktycznie jest. Aktorska ekstraklasa. O talencie i osiągnięciach zawodowych Preis można napisać habilitację. Jak Meryl Streep potrafi wszystko, choć wygląda jak jedna z nas. Twarz usiana piegami. Normalna kobieta. Ale tylko pozornie się nie wyróżnia. Kamera ją kocha. Ktoś powiedział, że oczywista uroda wcale nie pomaga aktorstwu, za to przeszkadza odważnym decyzjom. A Preis, tak jak Streep, jest odważna i gotowa do poświęceń. Nieustannie szuka kolejnych wyzwań.

Mam poczucie, że spotykam się z prawdziwą gwiazdą.

Kinga Preis: No, nieźle się zaczyna...

Ale nie miałam na myśli wszystkich świetnych ról i nagród, które pani dostała. Tylko że jak z prawdziwą gwiazdą trudno się z panią bezpośrednio skontaktować. Nikt nie zna pani numeru telefonu.

- Rzeczywiście go ukrywam. Wręcz bronię pazurami. (śmiech) I jak widać skutecznie. Ja po prostu nie chcę, żeby każdy o dowolnej porze mógł do mnie zadzwonić. Mam ograniczoną liczbę osób, które się ze mną kontaktują i vice versa. Zresztą jak komuś uda się "zdobyć" mój numer, to i tak niewiele z tego wynika, bo z zasady nie odbieram telefonów, których nie znam.

Może umknie pani jakaś ciekawa propozycja.

- Nie sądzę. Uważam to za zupełnie naturalne, że moimi sprawami zawodowymi zajmuje się agent. Tak jest na całym cywilizowanym świecie, do którego przecież dążymy. Poza tym ufam Lucynie (Kobierzyckiej, legendarna właścicielka agencji aktorskiej - red.) całkowicie. Pracujemy razem już od prawie 20 lat. Ona zajmuje się terminami, umowami, ale decyzję artystyczną staram się podejmować sama. Działamy na zasadach absolutnie partnerskich. I jest to dla mnie bardzo uczciwe. Nie chciałabym spędzać godzin z telefonem, z gorącym uchem przy słuchawce.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazyny PANI - już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje