Przejdź na stronę główną Interia.pl

Katarzyna Figura: Będzie, co ma być

Sprzedała dom, wyprowadziła się z Warszawy, zniknęła. Dziś wraca silna, dumna, inna.

Słynna scena z kultowej komedii Juliusza Machulskiego "Kiler". Rysia Siarzewska (w tej roli Katarzyna Figura), żona gangstera Siary, romansuje z Kilerem (Cezary Pazura), który po romantycznym tête-à-tête wręcza jej zwitek banknotów. "300 dolarów? Kiler? Co ja sobie za to kupię? Waciki?". Figura ma na sobie krótką spódniczkę, gorset, pończochy, futro w panterkę. Taki wizerunek - seksownej blondynki z dużym biustem, o nieskomplikowanej osobowości - przylgnął do aktorki na długo.

Reklama

Po latach spektakularnych sukcesów w kraju wyjechała robić karierę za granicą. Nie udało się, za to ze Stanów wróciła z amerykańskim mężem. Był ślub jak z bajki, potem na świecie pojawiły się dwie córeczki: Kaszmir i Koko. Grała w filmach, spektaklach. Dla ciekawej roli nie wahała się oszpecić, postarzyć, ogolić głowę. Wtedy pokazała, że jest gotowa na duże wyzwania, choć reżyserzy nie do końca mieli pomysł na Figurę dojrzałą. Wydawało się, że znalazła spełnienie w życiu prywatnym.

Aż nagle wybuchł skandal. Cztery lata temu aktorka udzieliła wywiadu, w którym szczegółowo opowiedziała o przemocy fizycznej i psychicznej, jakiej doświadczała od swojego męża. Rozpoczęła się batalia sądowa, która trwa do dziś. Figura zniknęła. Wyprowadziła się do Gdyni, gra w Teatrze Wybrzeże. Rzadko bywa w Warszawie. Na sesję i wywiad dla PANI przyjechała specjalnie. Zatrzymała się w swoim ulubionym hotelu, blisko warszawskich Łazienek. Tam się spotkałyśmy.

Katarzyna Figura: Przepraszam, zanim zaczniemy, zadzwonię do córki. Kaszmir ma dzisiaj lekcję tenisa, muszę to wszystko zorganizować na odległość. Katarzyna Figura dzwoni do trenera, potem do pana, który ma odwieźć młodszą córkę na kort, wreszcie do Kaszmir. W trakcie wywiadu telefonów z córkami będzie jeszcze kilka. Aktorka stale komunikuje się z nimi, dopytuje o bieżące sprawy, sprawdza, czy wszystko w porządku.

Obie córki grają w tenisa?

- Tak, obie. A mój syn Aleks jest zawodowym trenerem w Warszawie. Kiedy przyjeżdża do nas do Gdyni, a dzieje się to dość często, bo jesteśmy w bliskim kontakcie, zawsze gra z dziewczynkami. To bardzo fajny sport. Nie tylko chodzi o ruch, który jest przecież ważny, ale też naukę dyscypliny i strategii. Aleks jako dziecko grywał na kortach w Sopocie. Często spędzaliśmy wakacje w Trójmieście. Zawsze dobrze się czułam nad polskim morzem.

Kiedy zdecydowała się pani przeprowadzić na Wybrzeże, wiele osób dziwiło się: dlaczego ona to robi?

- Faktycznie cztery lata temu zamieszkałam w Gdyni na stałe, ale dojrzewałam do tej decyzji długo. Pamiętam wieczór sprzed 16 lat. Przyjechałam do Sopotu, żeby wystąpić w Operze Leśnej. Miałam wolną chwilę. Wybrałam się na spacer wzdłuż morza. Był koniec sierpnia. Siedziałam na brzegu, patrzyłam na morze. I wtedy pojawiła się taka myśl, że byłoby cudownie pobyć tutaj dłużej. Nie mogłam się od tej myśli uwolnić. Wróciłam do Warszawy i w ciągu kilku dni dostałam propozycję gościnnych występów w serialu "Lokatorzy", który był realizowany w Telewizji Gdańsk. Przez kilka kolejnych miesięcy połowę tygodnia spędzałam na Wybrzeżu, a drugą w Warszawie. W tym samym czasie Maciej Nowak, który wówczas był dyrektorem Teatru Wybrzeże, zaproponował mi, bym wystąpiła w sztuce "Hanemann" na podstawie powieści Stefana Chwina w reżyserii Izabelli Cywińskiej. Zaczęły się próby. Byłam bardzo szczęśliwa, spełniona. Właśnie wtedy nad morzem pojawiła się we mnie Koko. W ciąży dużo pracowałam na Wybrzeżu, potem wyjechałam do Stanów, żeby urodzić córkę. A później mój mąż zadecydował, że jednak będziemy żyli w Warszawie.

Cały wywiad znajdziesz w odświeżonym magazynie PANI - w sprzedaży od 23 lutego!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje