Przejdź na stronę główną Interia.pl

Katarzyna Bosacka: Jem modnie

Badacze przyszłości twierdzą, że za kilkadziesiąt lat będziemy jeść dania wyłącznie ze specjalnie wyhodowanych roślin bogatych we wszystkie składniki odżywcze.

A niektórzy są nawet zdania, że jedzenie będziemy drukować sobie sami w domu, na specjalnych drukarkach 3D, które już dziś testowane są w futurystycznych cukierniach czy manufakturach czekolady. Zanim jednak dożyjemy tego kulinarnego science fiction, sprawdźmy, co będzie modne na naszych talerzach w 2018 roku.

Reklama

Przede wszystkim coraz częściej nie będzie to talerz, ale rożek z bekonu wypełniony wspaniałościami (tzw. bacone), krążek taco, wrap, gofr, zawijaniec... Jedzenie szybkie, jednogarnkowe, do ręki nadal będzie święcić triumfy. Przyzwyczailiśmy się już do hamburgerów, chlebków pita z falafelem i humusem, wrapów z burrito czy kebabów z warzywami, czyli jedzenia, które nie wymaga siadania, czekania, zmywania. Bierzesz i jesz. Modniej będzie jeść w misce, najlepiej coś japońskiego, bo ta kuchnia od czasów inwazji sushi pod koniec ubiegłego wieku nadal jest w Polsce na topie. Jednak w 2018 roku w tej misce nie będzie już ramenu, japońskiego rosołu z różnoraką wkładką, tylko udon - japoński makaron z krewetkami, tofu, tempurą i koniecznie drobno posiekaną szalotką. To będzie trendy! 

W nowym roku coraz rzadziej będziemy chodzić na zakupy - nie tylko dlatego, że sklepy w dwie niedziele w miesiącu będą zamknięte, ale także dlatego, że coraz więcej Polaków docenia kupowanie w sieci, również jedzenia. Zakupy przez internet mają ogromne zalety: nie dźwigasz, nie tracisz czasu, nie płacisz za dojazd do sklepu, nie zmagasz się z psią pogodą i - co najważniejsze- produkty zamawiane w internecie są często dużo tańsze niż w konwencjonalnym sklepie. Nic dziwnego, że już 54 proc. Polaków choć raz w roku zamawia artykuły spożywcze w ten sposób. Poprawia się też zaufanie klientów. Już tylko 38 proc. rodaków uważa kupowanie w sieci za niebezpieczne. 

Co jeszcze będzie modne? Dania gotowe. Także te dobrej jakości. Kiedy kilka miesięcy temu pisałam odcinek programu poświęcony daniom gotowym z dyskontów, w oczy rzucił mi się ich ogromny wybór. Polacy mogą dziś kupić nie tylko gotowe pierogi, naleśniki, kotlety schabowe, ale też wietnamskie sajgonki, chińskie pierożki dim sum, włoskie lasagne czy meksykańskie tortille. Z badań sieci niemieckich dyskontów w Polsce wynika, że już prawie jedna czwarta Polaków je posiłki gotowe co najmniej raz w tygodniu. Ta liczba będzie rosła, zwłaszcza gdy producenci zaproponują gotowe posiłki smaczne i dobre jakościowo, a także - co ma znaczenie szczególnie w dużych miastach - dopasowane do modnych diet, pełne topowych składników, o których opowiadają celebryci w telewizjach śniadaniowych i które promowane są na portalach społecznościowych. Chcemy próbować tego, co zachwalają inni. Często żywot takich modnych diet i hitowych produktów jest bardzo krótki, ale zawsze będzie jakaś grupa, głównie młodych Polaków, którzy zamiast po świetny polski rosół będą sięgać po japoński ramen czy udon. 

Rozszerzać się też będzie trend na niejedzenie mięsa. Takie są tendencje światowe, taka jest - słuszna zresztą - polityka prozdrowotna. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca jedzenie najwyżej pół kilograma czerwonego mięsa tygodniowo, bo jest ono rakotwórcze (zwłaszcza w połączeniu z konserwantami E250,E251 - azotynem i azotanem sodu). W Polsce ten styl jedzenia rozprzestrzeni się poza granice Warszawy, która już dziś przez wegański portal HappyCow jest uznawana za stolicę światowego weganizmu. Czy wiecie, że Warszawa po Los Angeles i Berlinie to trzecia stolica świata, w której jest najwięcej wegańskich knajp?

Kolejna rzecz to etykieta. Będzie ważna dla wielu klientów. Z badań Federacji Konsumentów wynika, że z roku na rok coraz więcej Polaków czyta etykiety. W 2014 - 20 proc., w 2016 - już 30 proc. Ci, którzy czytają i analizują, widzą, jak duży wpływ na ich zdrowie ma dobrze wybrany produkt spożywczy. Jak ważny jest prosty skład. Świadomi konsumenci czują się dużo lepiej po zjedzeniu chleba bez chemii, keczupu bez konserwantów, wędlin bez sztucznych poprawiaczy smaku. Ba, często okazuje się, że takie produkty są trwalsze i dużo smaczniejsze. Dlatego czeka nas dalsze poszukiwanie smaków regionalnych, tradycyjnych i ekologicznych. Kto raz spróbował dobrej jakości jedzenia, będzie wolał zjeść mniej, ale zdrowiej. Tej rewolucji nie da się zatrzymać. I dobrze! :)

Zobacz także:

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje