Przejdź na stronę główną Interia.pl

Karolina Gruszka: Moja Maria

Kontrowersyjna? Owszem. Zmysłowa? Też. Karolina Gruszka w roli Marii Skłodowskiej-Curie zmienia nasze wyobrażenia o tym, co wiemy o kobiecie, która w męskich czasach wybiła się na naukowy geniusz. Ale nie ma w tym szarży, raczej minimalizm. „Chciałam zagrać tak, żeby ona nie poczuła się skrzywdzona” – mówi aktorka. I dodaje, że pierwszy raz w życiu tak zależało jej na roli.

Przyznam się, że w pierwszej chwili pomyślałam: Ee, za młoda pani na Skłodowską. Ale oglądając film, zdałam sobie sprawę, że ona w tym czasie, kiedy dzieje się akcja, jest mniej więcej w tym wieku, co pani teraz, 35 plus.

Reklama

Karolina Gruszka: - To bardzo "filmowy" czas w jej życiu. Pierwszy Nobel, narodziny drugiej córki, tragiczna śmierć męża w wypadku, potem romans... I znowu Nobel.

Francuska reżyserka Marie Noëlle aż dwa lata szukała aktorki do tej roli. To łechce ego?

- To na pewno bardzo miłe, zwłaszcza że na pierwszy rzut oka wcale nie jestem oczywistą kandydatką. Producenci sugerowali, żeby obsadzić znaną Francuzkę, bo wtedy film będzie miał inny start na rynku. Marie "przepróbowała" różne aktorki. Miała swoją wizję - jak się okazało, spójną z moją, którą pokazałam na castingu. Chociaż nie obyło się bez zawirowań. Mnie - chyba po raz pierwszy w życiu - tak bardzo zależało na roli. Po spotkaniu reżyser powiedziała, że da znać w ciągu dwóch dni. Czekałam dzień, dwa, tydzień. I bardzo się denerwowałam. Potem się okazało, że ona napisała do mnie już nazajutrz. I była zdziwiona, że nie reaguję.

Świetnie wyszło, że taka pani wyluzowana.

- No właśnie. (śmiech)

Zaskoczył panią scenariusz? Pytam, bo znamy raczej Marię Skłodowską-Curie z podręczników. Długie suknie, powściągliwość i praca. A tu sceny romantyczne, wielkie namiętności.

- Tego, że Maria miała życie intymne, można się spodziewać. (uśmiech) To, że było tak bogate, faktycznie zaskakuje. Chociaż opinie o niej bywały sprzeczne. Einstein, z którym się przyjaźniła...

W filmie gra go Piotr Głowacki...

- ...w liście do narzeczonej podaje, że Maria jest "zimna jak ryba". No, ale on to pisał ze wspólnych wakacji ze Skłodowską, więc może komentarz musiał taki być. (uśmiech) Bo w innym liście zauważa, że tyle erotyzmu, co u Marii, nie widział w oczach żadnej kobiety. Ale romans Skłodowska miała nie z nim, tylko z Paulem Langevinem. Przyznam, że wcześniej nie znałam tej historii...

Wyjaśnijmy: on był uczniem i przyjacielem Piotra Curie, jego następcą w Szkole Fizyki i Chemii. Żonaty, czworo dzieci. Kiedy - będąc od kilku lat wdową - Maria się z nim związała, jego żona opublikowała ich listy miłosne. A prasa pisała o Curie: "porywaczka mężów".

- Przed filmem nie wiedziałam, że tam dochodziło do tak dramatycznych scen. Był nawet pojedynek. I paparazzi przed jej domem. Cały ten wątek jest w ogóle dość kontrowersyjny. Czytałam listy Marii - też kontrowersyjne. Ona tam w sposób otwarty namawia go, żeby odszedł od żony. I jest w tym bezkompromisowa. Widać, że targają nią namiętności, że bywa zazdrosna. Po pierwszych pokazach rozmawiałam z widzami - nie wszyscy akceptują taką postawę.

Bo się kłóci z wyobrażeniami o noblistce.

- Maria obserwowała Paula od lat i widziała, że jego związek jest toksyczny. Nie rozumiała, jak można tkwić w czymś, co nie daje szczęścia ani tej kobiecie, ani jemu. Jeanne w atakach szału biła Paula, on zdradzał ją i wcześniej, i później. Wreszcie odszedł i zamieszkał z asystentką. A Maria już się z nikim nie związała.

Ona w tym związku chyba chciała mieć choć namiastkę tego, co przeżyła z mężem.

- Kiedy czytałam korespondencję małżonków, urzekło mnie, jak pięknie i głęboko umieją określić to, co ich łączy. Zarówno jako męża i żonę, jak i partnerów w pracy. Widać, że to był związek dusz. Z Paulem tego modelu powtórzyć się nie udało. Trudno było mężczyźnie w tamtych czasach żyć z tak silną kobietą. Dzisiaj jest trudno, a wtedy... Pytała pani o scenariusz - on rzeczywiście zaskakuje. Ale mnie to ucieszyło. Zastanawiałam się wcześniej, jak grać ikonę. A okazało się, że to postać pełna pasji, niezwykle kobieca. Miała też wyjątkową więź z córkami.

Wzruszyła mnie scena, kiedy w filmie karmi tę młodszą piersią.

- To był mój pomysł. Zależało mi, żeby pokazać ją po prostu jako kobietę.

Maria Curie nie bez kozery jest też gwiazdą memów, np. o tym, że wynalazła rad i polon i jeszcze zdążyła urodzić dzieci.

- Tak. Ona wzbudza mój ogromny szacunek. Przy ciężkiej - również fizycznie - pracy naukowej potrafiła być uważną matką. Zachował się tom korespondencji z córkami. Pisała do nich z podróży, nawet gdy były jeszcze małe. Nie ceniła systemu szkolnego, więc organizowała im prywatną edukację, gdzie było więcej doświadczenia niż teorii. Zachęcała do sportu, konstruując w ogródku coś na kształt minisiłowni. Kiedy były już duże, pisała im, że najważniejsze jest doceniać chwilę. Być jej świadomym, wewnętrznie wolnym i pełnym miłości. Jest mi to bardzo bliskie.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu magazynu "Twój Styl". W sprzedaży od 14 lutego.

Dowiedz się więcej na temat: Gruszka Karolina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje