Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Kulig: Wywalczyłam tę rolę

Magnetyzująca, wybitna, wspaniała... Tak o kreacji Joanny Kulig w "Zimnej wojnie" pisały największe światowe media. A my zadajemy aktorce trudne pytanie. Jak się buduje tak wyjątkową rolę, Joanno?

Jest jak wulkan. Mówi szybko, gestykuluje. Opowiada całymi obrazami, aż trudno przebić się z pytaniem, bo Joanna całą sobą wchodzi w każdy przedstawiany kadr, każdą scenę. Za chwilę skończy 36 lat, jednak w jej sylwetce, twarzy i osobowości drzemie wciąż mała dziewczynka. Urocza, z krotochwilnym uśmiechem. Ale gdy nie podoba się jej pytanie, szybko ucina: "Nie chciałabym o tym rozmawiać", i wtedy widać, że to charakterna góralka.

Reklama

Na ekrany 8 czerwca wchodzi "Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego, w której Joanna zagrała główną kobiecą rolę Zuli Lichoń. Spotykamy się kilka dni przed jej wyjazdem do Cannes. Joanna jest w biegu - wylatuje na plan serialu "Hanna" w reżyserii Sarah Adiny Smith dla Amazona, szyje smoking na galę w Cannes, w tym czasie musi też pójść do siłowni, spotkać się z przyjaciółmi... Serdeczna, pełna życia. Na przywitanie i pożegnanie mocno mnie ściska. Dziewczyna z sąsiedztwa? Nie, to przecież już wielka polska gwiazda kina.

Wzruszyłaś mnie totalnie rolą Zuli Lichoń w najnowszym filmie Pawła Pawlikowskiego "Zimna wojna". Śpiewasz, tańczysz, pokazujesz całą gamę swoich możliwości wokalnych, tanecznych i aktorskich. Rola życia?

Joanna Kulig: To na pewno jest dla mnie najważniejsza postać, jaką przyszło mi stworzyć w filmie. Wygranie castingu do "Zimnej wojny" to było spełnienie moich marzeń. Ale nie ukrywam, że o tę rolę bardzo długo walczyłam.

Paweł Pawlikowski powiedział ci szczerze, że ma cię z tyłu głowy, ale że rozpoczął poszukiwania, bo chce mieć pewność, że pasujesz do tej roli.

- Tak, to było bardzo uczciwe. Paweł jest perfekcjonistą. Chciał mieć pewność, że do głównych ról wybiera osoby, które spełnią wszystkie bardzo wymagające kryteria. Zakres poszukiwań był chyba największy w dziejach polskiej kinematografii. (śmiech) Sprawdzani byli nie tylko aktorzy, ale też muzycy, wokaliści i tancerze. Paweł tak ma. Pamiętam, jak przed laty opowiadał mi o scenariuszu "Idy" - wtedy jeszcze na etapie roboczym miała tytuł "Siostry" - i przyznał, że bardzo mu się podobam jako aktorka, ale nie pasuję do tej roli. Zaprosił mnie jednak do zagrania epizodu - piosenkarki występującej w scenie dansingu, na który trafiają główni bohaterowie.

- W przypadku Zuli Lichoń oczywistych barier nie było, czułam, że jestem naturalnie blisko tej postaci, ale wymagania, które mi postawił Paweł podczas zdjęć próbnych, były dosyć wysokie. Zula, gdy zostaje przyjęta do Zespołu Pieśni i Tańca "Mazurek", ma 18 lat. Na końcu filmu jest o 15 lat starsza. Chodziło o to, bym naprawdę wiarygodnie przeszła wizualną przemianę. Pomogła mi charakteryzacja Waldemara Pokromskiego, ale musiałam też schudnąć, co przy mojej figurze nie było wcale łatwe. Zmieniłam tryb życia, codziennie ćwiczyłam w siłowni, przeszłam na specjalną dietę. Ćwiczenia miały mi też zapewnić kondycję, bo kiedy już się okazało, że Paweł właśnie mnie powierzył tę rolę, od razu zaczęłam wielomiesięczne próby tańca z zespołem Mazowsze w Karolinie. Nie martwiłam się o stronę wokalną - skończyłam przecież średnią szkołę muzyczną w Krakowie w klasie śpiewu, znam nuty, od dziecka gram na pianinie - ale wiedziałam, że mogę polec na tańcu.

Cały wywiad znajdziesz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje