Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Kulig: A dlaczego nie?

Jak ją opisać? Z jednej strony, to energia, optymizm i wiara w siebie. Z drugiej – wieczne rozedrganie i brak organizacji. Może właśnie te sprzeczności sprawiają, że każda rola Joanny Kulig to prawdziwa perełka. Wszystko jedno, czy gra gwiazdę disco polo, czy zakonnicę.

Nie odbierasz telefonów, nie oddzwaniasz. Można się z tobą umówić tylko przez agentkę.

Reklama

Joanna Kulig: - Ale to nie dlatego, że uważam się za nie wiadomo kogo. Po prostu za kilkanaście dni mam premierę w teatrze Ateneum. To będzie spektakl muzyczny z piosenkami Wojciecha Młynarskiego zatytułowany "Róbmy swoje". A jak w teatrze mam wolne, to od rana do wieczora jestem na planie serialu "O mnie się nie martw". Podczas pracy muszę się skupić, nie potrafię inaczej, jestem bardzo emocjonalna, trochę rozedrgana, łatwo się rozpraszam. Dlatego komórkę zostawiam w domu. Ja nawet lubię wywiady, bo wtedy jest okazja do tego, żeby trochę zastanowić się nad swoimi wyborami, coś podsumować.

Twój bilans zawodowy wypada świetnie. Ostatnio kręcisz film za filmem. A do tego jeszcze serial, teatr, koncerty.

- Teraz jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Ale w moim zawodzie występuje albo niedobór, albo nadmiar pracy, nie ma złotego środka. Po nagrodzie za "Sponsoring" (w reż. Małgorzaty Szumowskiej - red.) przez osiem miesięcy nie miałam żadnej propozycji. A potem nagle posypały się jedna za drugą. Zrobiłam spektakl "Niech no tylko zakwitną jabłonie", jeden serial, drugi, filmy "Disco polo", "Niewinne". Żałuję, że musiałam zrezygnować z roli u Paula Verhoevena, bo zdjęcia wypadały w tym samym czasie co do "Niewinnych" (reż. Anne Fontaine - red.). Z jednej strony, cieszy mnie ten nadmiar, z drugiej, brakuje mi równowagi. Chciałabym tyle i tyle godzin pracować, a potem tyle i tyle godzin odpoczywać. A tak się niestety nie da. Nie ma chyba bardziej nieprzewidywalnego zawodu niż aktorstwo. Wydaje ci się, że już masz pracę, bo wygrywasz casting, a tu nagle wszystko się przesuwa w czasie albo w ogóle nie dochodzi do skutku. Z najróżniejszych powodów. Miałam zagrać w "Excentrykach..." Janusza Majewskiego, przed zdjęciami złamałam nogę, no i rola przepadła. Zawsze gdy muszę wybierać, mam wątpliwości. A może powinnam jednak zdecydować się na coś innego, może coś stracę, coś mi umknie? To trochę jak z wyborem dań w restauracji - nigdy do końca nie jesteś pewien, czy twoje jest najlepsze.

Rozmawiałam kiedyś z Agatą Kuleszą, która powiedziała, że rezygnacja nie jest prostą umiejętnością. Wielu także bardzo dobrych aktorów ma z tym problem, zwłaszcza kiedy propozycje wydają się interesujące.

- Jest coś takiego. Fajnie jest umieć powiedzieć "nie" i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Ale to trudne, bo w tym zawodzie czasem pracuje się "na zapas". Nie wiadomo, czy jak zrobię sobie wolne, to pojawi się kolejna propozycja. Z drugiej strony, bardzo trudno jest przewidzieć efekt końcowy. To naturalne, że chce się grać wyłącznie w bardzo dobrych rzeczach, ale porażki też są wpisane w ten zawód. Zdarzyło się, że wzięłam udział w przedsięwzięciu, które okazało się totalną klapą. Chociaż był świetny reżyser, aktorzy, dobry tekst, odpowiedni budżet.

Co poszło nie tak?

- Już w trakcie pracy czułam, że wszystko się sypie. Recenzje były fatalne, z tego powodu nawet mój udział w innej produkcji był zagrożony - bo zagrałam w czymś tak niedobrym. W końcu udało się przekonać reżysera, że to było tylko potknięcie, że mam przecież wiele dobrych ról w dorobku, nagrody. Ale nie było to proste.

Aktor jest tyle wart, ile jego ostatnia rola.

- Tak się mówi i sporo w tym prawdy. Presja, to ciągłe udowadnianie, że się potrafi, że da się radę, są dla wielu nie do zniesienia. Ale nie ma wyjścia. Dziś gdy wspominam tamto zdarzenie, to widzę, że dużo z niego wyciągnęłam dla siebie. Dobrze, że dobrnęłam do końca, w tym też była jakaś moja odwaga. Zrozumiałam, że nieprzestrzeganie pewnych zasad prowadzi do katastrofy. Niestety, czasem nie można jej zapobiec.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu magazynu "PANI". W sprzedaży od 21 kwietnia.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani
Dowiedz się więcej na temat: Joanna Kulig

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje