Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ina Rybarczyk: Moja kuchnia wciąż samą mnie zaskakuje

Największym odkryciem, które było przełomem dla mnie i mojego bloga, było stworzenie ptasiego mleczka z chia, które funkcjonuje w książce pod nazwą "ptasia lekkość z chia". Z kilku składników stworzyłam deser, który od ponad trzech lat jest jednym z popularniejszych w sieci, kopiują go nawet restauracje - mówi Ina Rybarczyk, autorka książki "Łowca smaków".


W ciągu kilku lat twoje życie zmieniło się nie do poznania. Przeistoczyłaś się z nieznanej szerokiej publiczności studentki ASP w rozpoznawalna i poważaną blogerkę propagującą zdrowy styl życia i dietę roślinną. Jak doszło do tej przemiany? Co ją wyzwoliło?

Reklama

Ina Rybarczyk: Byłam jednym z was, którzy starają się żyć zdrowo i aktywnie. Początkiem był sport - siłownia, bieganie, dziś ashtanga joga. Naturalnie, jak u wielu ludzi aktywnych, moje myśli zaczęły skupiać się wokół zdrowego odżywiania. Na początku pojmowałam je zupełnie inaczej. Ufałam temu, czego nauczono mnie w domu i wmówiono w reklamach. Jako wegetarianka stawiałam na duże ilości nabiału, by zapewnić ciału jak największej ilości białka. Pomimo aktywności fizycznej i "zdrowego jedzenia" mój organizm nie funkcjonował perfekcyjnie, choć wtedy tego nie czułam... 

- Kluczowym momentem była poważna choroba taty mojego Marka, następnie w krótkim odstępie czasu zachorowało wielu naszych bliskich. Kilku straciliśmy. Jak każdy człowiek w takiej sytuacji, zaczynasz szukać odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". W księgarni wpadła mi w ręce książka "Nowoczesne zasady odżywiania" dr. Campbella. Ona była kamieniem milowym, który rozpoczął wielką rewolucję w moim życiu...

Wykluczenie mięsa, wszelkich produktów odzwierzęcych, glutenu i cukru - to spore wyzwanie. Opowiesz, jak ci się to udało?  Działo się to stopniowo, czy była to jedna, radykalna decyzja? I przede wszystkim, co ta decyzja zmieniła w twoim życiu?

- Tak, to spore wyzwanie, choć mnie było łatwiej, bo wraz z Markiem stanowiliśmy wspierającą się drużynę. Pierwszy krok, czyli decyzję o przejściu na dietę roślinną, podjął on. W moich najbardziej zwariowanych myślach nie pojawiłaby się idea, że osoba uwielbiająca mięso zechce podjąć się takiego wyzwania. A że od dawna czułam, że też chcę pójść tą drogą, zgodziłam się. Po roku wykluczyliśmy gluten. Z rafinowanym cukrem było najłatwiej, bo zawsze go unikaliśmy.

- I tak zaczęła się nasza przygoda. Poszliśmy drogą, z której nie ma odwrotu, gdyż więcej zyskaliśmy, niż musieliśmy poświęcić. Zmieniło się wszystko, począwszy od jakości snu, wyglądu naszej skóry i włosów po np. zlikwidowanie bólów stawów. Gdy innych dopada grypa, my czujemy się jedynie osłabieni. Nasze organizmy są silniejsze niż były kiedykolwiek wcześniej. 

Osiągnęłaś wiele, opowiedz jednak, czy spotkałaś się również z przeszkodami. Co było największą trudnością  i jak ją pokonałaś?

- Przeszkody pojawiają się cały czas. Nauczyły mnie one wytrwałości. Jako smakosz twarogu walczyłam z moją słabością kilka lat... Jestem tylko człowiekiem i wiem, że czytelnik mojego bloga i książki też nim jest. Może dlatego łatwiej jest nam się porozumieć.

Prowadzisz sporo warsztatów z gotowania, podczas których z dużą cierpliwością podchodzisz do ich uczestników. Z tego, co wiem, nie jesteś też ortodoksyjna w swoich żywieniowych poglądach i potrafisz zainspirować do zmian żywieniowych  nawet prawdziwych  mięsożerców. Jak to robisz, że tak skutecznie zarażasz swoją pasją innych?

- Wydaje mi się, że powoduje to właśnie moja otwartość. Na moich warsztatach każdy spotyka się ze serdecznością. Nieważne, czy na co dzień je mięso czy nie. Wspólnie gotujemy, żartujemy, jemy... Pragnę nauczyć tym ludzi, że spędzanie czasu w kuchni może być wielką przyjemnością, i zainspirować ich, by wspólnie gotowali w domu. Co do zagorzałych mięsożerców, uważam, że najgorszą formą edukacji jest atak, pouczanie i wymaganie, że nagle ktoś przestanie jeść to, co kocha. Wielu ludzi nie zna prawdziwego smaku kuchni pozbawionej produktów zwierzęcych, więc zamiast gadać, warto im po prostu ją pokazać.

- Masz mięsożernych przyjaciół? Zaproś ich do siebie i zamiast pouczać, że powinny jeść więcej warzyw i owoców, podaj im swoje roślinne danie popisowe. Nie musi być ono skomplikowane. Może to być prosty w wykonaniu, pyszny orientalny krem marchewkowy, pieczona dynia podana z rukolą i soczewicą albo powalające każdego na kolana daktyle nadziewane masłem orzechowym. Sukces murowany!

Kolory, smaki, nietypowe połączenia i niekończące się eksperymenty - tak właśnie wygląda twoja kuchnia. Co było dla ciebie największym kulinarnym odkryciem (może mistrzowskie połączenie, sekretny składnik)?

- Moja kuchnia wciąż samą mnie zaskakuje i ekscytuje. Czuję się jak przy płótnie, tworząc nowe, abstrakcyjne dzieło. Największym odkryciem, które było przełomem dla mnie i mojego bloga, było stworzenie ptasiego mleczka z chia, które funkcjonuje w książce pod nazwą "ptasia lekkość z chia". Z kilku składników stworzyłam deser, który od ponad trzech lat jest jednym z popularniejszych w sieci, kopiują go nawet restauracje. Po tym, jak stworzyłam ten przepis, blog ruszył w szalonym tempie. Pojawili się jego wierni fani, a ja uwierzyłam, że prowadzenie go ma sens.

Jedną z obaw, które mogą powstrzymywać przed kuchnią roślinną jest ta, że przepisy są skomplikowane. Na swoim blogu i w wydanej książce przekonujesz, że wcale tak nie jest.  Od których przepisów powinni zacząć laicy?

- Tak, czytelnika może przestraszyć długa lista składników potrzebnych do wykonania przepisu. Część produktów to jednak przyprawy, które wspaniale wzbogacają danie, nadając mu głębokości smaku. Nie musimy się też obawiać, że czegoś nie mamy w domu. We wstępie dokładnie objaśniłam, co i czym można zastąpić. Nie masz syropu klonowego? Nie ma sprawy! Użyj syropu daktylowego, a nawet i miodu, jeśli nie jesteś weganinem. Nie musisz też mieć wszystkich mąk bezglutenowych. Wystarczą trzy ulubione, którymi według wskazówek będziesz zastępować te przeze mnie proponowane.

- Na moje warsztaty często przychodzą kompletni laicy i świetnie radzą sobie ze wszystkimi daniami. Bo problem nie tkwi w braku umiejętności, ale niedokładnym czytaniu przepisów. No a jeśli ktoś się wręcz boi gotowania, niech zacznie od carpaccio z buraka i pistacji, spaghetti z awokado i suszonymi pomidorami czy trufli chałwowych z ciecierzycy. To banalnie proste dania, które zaskakują swym smakiem. Raz, dwa, trzy - i trzydaniowy obiad gotowy!

Jak narodził się pomysł na książkę i czym się ona różni od innych książek kucharskich dostępnych na rynku? Przepisy, które się w niej znajdują, można też znaleźć na blogu, czy są wśród nich nowości?

- Książka kulinarna była moim marzeniem, odkąd zaczęłam prowadzić bloga. Było to jednak marzenie nierealne, odległe, bo przecież osób, które dzielą się swoimi przepisami w internecie są tysiące. Od razu wiedziałam, jak moja książka będzie wyglądać i do kogo ją skieruję. Nie chciałam, aby była to jedna z podobnych pozycji na rynku i szybko na nim zapomniana. Co ją różni? Po pierwsze, nie jest to książka tylko dla wegan, ale dla ludzi chcących odżywiać się zdrowo, a także dla tych zmagających się z różnymi alergiami pokarmowymi. Przepisy są w 100 % roślinne, pozbawione glutenu i rafinowanego cukru. W książce skupiamy się przede wszystkim na zdrowotności jedzenia i pokazujemy, że może iść ona równolegle z jego wybornym smakiem.

- Smakiem, który bez obaw możesz zaserwować gościom czy krytycznej teściowej. Połowa książki to najlepsze i najpopularniejsze przepisy z bloga, tzw. perełki, druga część to same nowości. Poza tym czytelnik dowie się czym są np. karob czy nieaktywne płatki drożdżowe, a także jak zamiennie stosować mąki bezglutenowe, tak by móc swobodnie poruszać się w przepisach.

Komu zadedykowałabyś swoją książkę? Czy jest ktoś, kto Cię zainspirował? I komu byś ją poleciła najbardziej?

- Moją książkę dedukuję każdemu, gdyż moim marzeniem jest przemycić potrawy kuchni roślinnej do czterech ścian kuchni wszystkich, nawet tych, którzy nie chcą rezygnować z mięsa. Będę szczęśliwa, jeśli czytelnik choć w niewielkim stopniu zmieni swój sposób odżywiania i zwiększy ilość produktów roślinnych w swojej diecie i diecie swoich dzieci. Jeśli chcesz zmienić jakość swojego życia, poczuć się lepiej we własnym ciele - to książka właśnie dla ciebie!

Czy gotowanie i pieczenie przy unikaniu tylu składników jest wyzwaniem - co byś powiedziała komuś, kto bardzo chciałby przeprowadzić taką zmianę w swoim sposobie odżywiania, ale zastanawia się, czy da radę? Jaki jest twój przepis na wytrwałość?

- Oczywiście, jest to w pewien sposób wyzwanie, ale takie wyzwania podejmujemy zawsze, kiedy uczymy się czegoś nowego. Porównuję to często do nauki pływania, gdyż wchodzimy w obce dla nas środowisko, które wydaje się nam nienaturalne. Szybko jednak przekonujemy się, że woda jest nam przyjazna, a przebywanie w niej daje więcej frajdy, niż nam się przedtem wydawało. Przepisem na wytrwałość jest otwarcie umysłu i rozejrzenie się wokół siebie. Często nieznane nam składniki są tak naprawdę do dostania w większych marketach, tylko nigdy ich nie szukaliśmy. I nie przejmujmy się, jeśli nam coś nie smakuje.

- Przecież nie musimy lubić czegoś tylko dlatego, że jest zdrowe. Próbujmy, eksperymentujmy, obserwujmy siebie i to, jak zmienia się nasz smak. I najważniejsze -bądźmy przygotowani na to, że jakieś danie nam nie wyjdzie. Na tym polega nauka gotowania. Napisałam książkę tak, aby ją jak najbardziej ułatwić. By była swoistymi dmuchanymi rękawkami pomocnymi w nauce pływania.


Styl.pl/materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje