Przejdź na stronę główną Interia.pl

Hanna Lis: Trzeba iść dalej

Tylu pytań nie można zadać Hannie Lis, że rozmowa z nią wydaje się wręcz niemożliwa. Ale do odważnych świat należy! Co u pani słychać, pani Lis?

Umówiłyśmy się na rozmowę kilka miesięcy temu. I nagle, pod koniec stycznia, pojawiła się wiadomość, że rozstała się ze swoim mężem Tomaszem Lisem i wyprowadziła z ich wspólnego domu w Konstancinie. Próbowałam się do niej dodzwonić, zapytać, czy nasze ustalenia są nadal aktualne, ale przez dwa tygodnie nie odbierała telefonu.

Reklama

W końcu sama oddzwoniła. "Możemy robić ten materiał. Ale z góry uprzedzam, że nie będę komentowała doniesień na temat mojego życia prywatnego". Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować. Hanna Lis zaprosiła mnie do swojego warszawskiego mieszkania w kamienicy na Powiślu.

"Tak będzie najwygodniej, przynajmniej nikt nie będzie nam przeszkadzał, fotografował", tłumaczyła. W ostatniej chwili dwa razy odwołała spotkanie. Tłumaczyła, że młodsza córka ma problemy zdrowotne, że musi z nią jechać do szpitala, że nie zdąży... Przeszło mi przez głowę, że jednak postanowiła się wycofać. Po raz kolejny ustaliłyśmy nowy termin. Kiedy kilka godzin wcześniej zadzwoniła, byłam już niemal pewna, że to się nie uda...

Pomyślałam, że jeśli dziś znowu odwołasz spotkanie, to już się w ogóle nie zobaczymy.

Hanna Lis: Wiem, dlatego zamiast "dzień dobry" od razu powiedziałam, że na pewno się spotkamy, tylko trochę później. Ostatnio się nie wyrabiam. Kilka tygodni trwały przygotowania do mojego nowego programu "Między słowami" w Polsat Café, a teraz jesteśmy w trakcie zdjęć.

- Niby kameralne rozmowy w cztery oczy, ale ponieważ kręcimy je w domu, to logistyka tego przedsięwzięcia jest skomplikowana i czasochłonna. Na plan wjeżdża kilka samochodów dostawczych, zdjęcia trwają od rana do wieczora. A ja chciałabym jeszcze raz czy dwa przywieźć Ankę ze szkoły i spędzić z nią trochę czasu, więc mój kalendarz jest w ostatnim czasie dość napięty.

Przywozisz córkę ze szkoły? Ile ona ma lat?

- Siedemnaście, jest w pierwszej klasie liceum. Wspominałam ci, że ostatnio chorowała. Na dworze mróz, nieprzyjemnie i kiedy pomyślę sobie, że kurczaczek zmarznie, to zwyczajnie jest mi jej żal. To nie jest jakieś wielkie poświęcenie odwieźć dzieciaka do szkoły. Ale bez obaw: nie robię codziennie na taksówce. (śmiech) Radzi sobie sama. Nigdy swoich córek w niczym nie wyręczałam - nie było pisania za nich wypracowań, szukania wymówek, kiedy nawaliły. Myślę, że dzięki temu wyrosły na samodzielne, rozsądne dziewczyny.

- Starsza, Julka, od września studiuje na uniwersytecie w Amsterdamie i doskonale sobie radzi, mimo że w dorosłość wkroczyła nie tylko wyprowadzką z rodzinnego domu, ale także z kraju. Ona jest bardzo poukładana. Ma ten rodzaj autodyscypliny, który podziwiam, zwłaszcza że niedawno skończyła dopiero 19 lat.

Ty w jej wieku byłaś już mężatką.

- I kiedy porównuję siebie z tamtego okresu, to byłam od niej dużo mniej dojrzała. Pomysł z małżeństwem był kompletnie nieprzemyślany, a mówiąc dosadnie - głupi. Julka, podobnie jak ja, jest szalenie rodzinną młodą kobietą. Ona celebruje bycie w domu - zapala świeczki, żeby ładnie pachniało, rozstawia wazony z kwiatami i tak jak ja uwielbia gotować. Dla niektórych gotowanie to banalna czynność i strata czasu, a dla nas dzielenie się miłością, wyobraźnią, obdarowywanie kogoś atencją. Julka uwielbia dzieci i wie, że chce mieć dwójkę, taki ma plan. Ale to - jak sama mówi - "potem", na razie ma konkretny pomysł na swoje życie zawodowe i ciężko pracuje, by ten pomysł realizować.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje