Przejdź na stronę główną Interia.pl

E-pomoc dla zapracowanych

Mam problem i poradziłabym się psychoterapeuty, lecz na myśl o umawianiu się i dojazdach rezygnuję. Czy można zaufać psychologowi online i czy to nie jest psychoterapia dla naiwnych?

Myślałam, że kiedy dzieci podrosną, nie będę ciągle zmęczona. Ale tak nie jest. Szybko się denerwuję. Rodzina coraz częściej schodzi mi z drogi. A ja krzyczę. Ostatnio z powodu kanapki, która spadła ze stołu, użyłam wobec dziecka słów niecenzuralnych. Nie chcę taka być. Wiem, powinnam pogadać z dobrym terapeutą. Ale nie mam czasu. Gdyby można było umówić się po 22, najlepiej w domu, to byłaby opcja dla mnie - mówię. Przyjaciółka radzi: - Poszukaj internetowego gabinetu. Terapia online. To nowe zjawisko, zapoczątkowane w latach 90. XX w. w USA. Miała mieć charakter jednorazowej porady, jednak rozrosła się do wyspecjalizowanych usług. Najczęściej odbywa się przez komunikatory takie jak Skype lub Viber, dzięki czemu obie strony nie tylko się słyszą, ale też mogą się widzieć na monitorze. Teoretycznie różnica pomiędzy terapią stacjonarną i tą na odległość polega tylko na tym, że ta druga odbywa się na dystans. Może jednak spróbować?

Reklama

Dla kogo psycholog w internecie?

Rozpuszczam wici po znajomych. Pytam: czy ktoś z was korzystał, jakie macie doświadczenia? Odzywa się daleka znajoma z Wrocławia. Wirtualnie wyszła z dołka po stracie pracy. Nie chciała iść do psychologa na miejscu. Bała się, że ktoś się dowie, pomyśli o niej: "kobieta z problemami", a to utrudni jej znalezienie nowej posady, bo pracuje z młodzieżą. Zdaniem prof. Bassama Aouila, psychologa i seksuologa z Katedry Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, właśnie w takich przypadkach najlepiej sprawdzają się sesje online - człowiek ma zapewnioną większą dyskrecję. Profesor pracuje w ten sposób z pacjentkami onkologicznymi. Po ciężkich operacjach,np. mastektomii, muszą na nowo znaleźć odpowiedź na pytanie, co dla nich znaczy być kobietą. - To zmartwienia tak intymne, że często nie mają one odwagi pójść do gabinetu, czekać z innymi na korytarzu. Internet daje większą anonimowość i ułatwia przełamanie barier - twierdzi prof. Aouil. - Drugą zaletą jest to, że psycholog online to wsparcie na wyciągnięcie ręki. Bo jeśli mieszka pani 30 km od terapeuty, to trzeba dojechać, dostosować się do godzin przyjęć... A tu wystarczy kliknięcie.

Wirtualne gabinety to dobre wyjście dla tych, którzy mają czas w niestandardowych porach, a także dla niepełnosprawnych i... emigrantów. Mówi o tym Kinga Kocjan, psycholog i psychoterapeutka z CentrumPsychoterapii w Krzeszowicach pod Krakowem. - Mam klientów z różnych części świata, takich jak Grenlandia, USA, Chiny, a nawet z tajskiej wyspy, której nazwy nie potrafię powtórzyć. Terapię online prowadzi już siódmy rok. Często pracuje w nocy, bo musi uwzględniać różnice czasu. Joanna Boj, była wykładowczyni z SWPS, obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Równolegle prowadzi terapię stacjonarną i online. Ona także ma wiele pacjentek emigrantek. Dlaczego nie korzystają z terapii na miejscu? - Różnice kulturowe - przekonuje Joanna Boj i przytacza historię. - Zgłosiła się do mnie ostatnio kobieta, Polka mieszkająca w Anglii. Miała problem dotyczący związku. Trafiła do psychoterapeuty, który miał korzenie afrykańskie. Ich wyobrażenia dotyczące ról w związku były zupełnie inne! Jeśli terapeuta pochodzi z tego samego kręgu, łatwiej się zrozumieć, łatwiej pracować. Odległość geograficzna to nic w porównaniu z dystansem kulturowym.

Przepraszam, czy tu naciągają?

Wchodzę do sieci w poszukiwaniu fachowca dla siebie. Wyszukiwarka "wypluwa" milion opcji. Czuję się tak, jakbym szukała lekarza na eBayu. Większość witryn mi się nie podoba. Albo wyglądają jak strony prowadzone przez domorosłych mędrców po dwóch warsztatach psychologicznych, albo oferty brzmią jak "usuwanie zębów całodobowo". Wiele stron zachęca do kontaktu, dając zniżki przy wykupieniu serii spotkań lub rabaty dla stałych klientów. Telefonów kontaktowych często w ogóle nie ma. Jak mogę mieć pewność, że po drugiej stronie nie siedzi dentysta? Czy to nie jest terapia dla naiwnych? Jak w tym gąszczu znaleźć kogoś, komu mogłabym zaufać? Dzwonię do Rzecznika Praw Pacjenta. Dowiaduję się, że niestety nie ma żadnych rejestrów, ani jednej listy rekomendowanych psychoterapeutów - ani stacjonarnych, ani online. Pacjent musi sobie radzić sam. Jolanta Mierzwa jest psychoterapeutką Gestalt. Prowadzi terapię stacjonarną w Krakowie oraz gabinet online. Podkreśla, że aby terapia była skuteczna, konieczne jest zaufanie do prowadzącego. 

- Dlatego zawsze powinno się sprawdzić kompetencje terapeuty - mówi i wymienia, co jest ważne. - Czy ma na swojej stronie skany dyplomów? Certyfikaty? Jakie jest jego doświadczenie? Czy podlega superwizji? Czy jego nazwisko widnieje w rejestrach towarzystw, które je wydają? Choć brak jest jednej witryny, gdzie można byłoby wyszukać fachowca, to dobrzy specjaliści są zwykle umocowani w jakimś towarzystwie, np. Europejskim Stowarzyszeniu Psychoterapii (EAP) czy Polskiej Federacji Psychoterapii. Brak telefonu, zdaniem Jolanty Mierzwy, nie jest czymś podejrzanym. To specyfika internetowego świata. - Wiele osób wybierających taką formę spotkań woli wpisać się do kalendarza lub wypełnić formularz. Albo zgłaszają się z polecenia i nie widzą potrzeby wcześniejszej rozmowy - opowiada terapeutka. Jestem jednak staromodna, zaczepienie w rzeczywistym świecie jest dla mnie ważne. Dlatego decyduję się na terapeutkę polecaną przez znajomą z Wrocławia. Na stronie dyplomy, informacja o superwizji oraz równoległej terapii w gabinecie. Na zdjęciu psycholożka pozuje z takim kotem jak mój. Chyba to mnie przekonuje. Umawiamy się, tak jak chciałam, późnym wieczorem. Rozsiadam się w moim telewizyjnym fotelu, zaczynamy. Rozmowa się rozwija, niestety po kwadransie wraca z treningu mój mąż. Robi raban, odrywam się. Potem syn, który zwykle śpi o tej porze, przychodzi napić się wody. To wybija mnie z rytmu. Nie mogę się skupić, nawet gdy opowiadam o tym, jaki mam rozkład dnia. Płaska jest ta nasza rozmowa. Mam wrażenie, że spotkanie jest niepełne. 

Jakbym była na nim połowicznie. Może to nie dla mnie? Profesor Bassam Aouil przekonuje, by się nie poddawać. - Przecież i podczas terapii w realu nie zawsze relacja "zaskoczy". Wiele osób rezygnuje po pierwszej wizycie. Kinga Kocjan przyznaje, że w terapii online czasem brakuje intymności. - Bo mąż siedzi za ścianą, dzieci hałasują. Ale w większości przypadków, o ile terapeuta zadba o warunki do rozmowy, pacjent też szybko się uczy, jak o siebie zadbać - pociesza. I dodaje. - Jeśli ktoś notorycznie odrywa się w czasie sesji, to jest to temat do rozmowy. Może nieświadomie tak ustawia jej termin, aby zewnętrzne okoliczności zakłócały relację terapeutyczną? Czasami to taktyka obronna. Zastanawiam się nad tym. Ale nie brak chemii jest tu problemem. Terapeutka mi się podoba. Jej pytania dają do myślenia. I nie, nie boję się tych spotkań. Po prostu nie umiem stworzyć sobie właściwej atmosfery do rozmowy. - Komfort terapii w domu, we własnym fotelu paradoksalnie też może być przeszkodą - mówi Joanna Boj. - Jeśli umawiamy się w gabinecie, już sama wyprawa na miejsce jest częścią sesji. Człowiek nastraja się odpowiednio, przygotowuje, skupia na tym, co będzie za chwilę. A potem wchodzi i zamykając drzwi, dosłownie odcina się od wszystkiego na zewnątrz. Ten rytuał przechodzenia w bezpieczne miejsce ma pewną moc.

Postanawiam dać sobie jeszcze jedną szansę. Stworzyć rytuał bezpiecznego miejsca. Proszę męża, żeby nie wychodził, gdy mam sesję, tylko w razie czego zajął się dziećmi (to dla mnie nowość, bo zwykle nie proszę o pomoc). Zamiast przebrać się w dres, w którym zazwyczaj jestem po 22, ubieram się jak do wyjścia. Parzę herbatę dla joginów, bo to kojarzy mi się ze skupieniem. I zamykam się w pokoju. Rozmawiamy o tym, co czuję tuż przed wybuchem złości. Czy umiem rozpoznać te sygnały? Terapeutka pyta także, ile czasu mam tylko dla siebie. Nie na sport czy obejrzenie filmu, ale na autorefleksję. Odkrywam ze zdumieniem, że właściwie nie mam go wcale. W pracy często analizuję poczynania innych, ale nigdy swoje. A tu przez godzinę skupiamy się tylko na mnie. Dostaję dwie prace domowe: pierwsza - obserwować swoje reakcje tuż przed wybuchem złości. Druga: znaleźć codziennie kwadrans na rozmyślanie, autorefleksję.

Co można wyleczyć wirtualnie?

Tydzień później mam kolejne zadanie: nie tylko rozpoznać sygnały ostrzegawcze, ale też starać się wyjść do drugiego pokoju, zanim będzie za późno. Udaje mi się raz, ale to już progres. Poza tym po tygodniu z autorefleksją mam dużo obserwacji na swój temat. Podoba mi się ta domowa terapia. Myślę o tym, komu mogłabym ją polecić. Szukam informacji, jakie problemy można wyleczyć sieciowo. Nałogi? Nie. Choć korzystanie z różnych forów dla abstynentów bardzo pomaga. Depresję? Nie każdą. - Stany okołodepresyjne jak najbardziej, ale w prawdziwej depresji to już niemożliwe. Pacjent nie ma nawet siły, by zasiąść przed ekranem - ocenia prof. Bassam Aouil. - Psychoterapia online sprawdzi się najlepiej u osób potrzebujących prostej konsultacji w nieskomplikowanej i precyzyjnie określonej sprawie - mówi Jolanta Mierzwa, która często łączy spotkania offline i online. - Doraźnie w niektórych sytuacjach kryzysowych, gdy potrzebujemy wsparcia lub informacji. Czy jeśli jestem nieśmiała, to pomogą mi spotkania online? Stuprocentowo. A czy terapia małżeńska online zda egzamin? Teoretycznie tak. Ale w praktyce... to nie działa. - Bardzo trudno pracuje się z parami - mówi Joanna Boj i wyjaśnia: - Inny jest kontakt, gdy dzieli się wspólną przestrzeń. Ekran "spłaszcza". Nie można od razu zauważyć tylu szczegółów, co na żywo: mowy ciała, gestów... W relacji dwojga ludzi zwykle aż iskry lecą. Część tego iskrzenia umyka przez mały monitor. Trudniej też pracować z ciałem, wchodzić w jakąś rolę czy odgrywać sceny, co czasem jest przydatne w psychoterapii par.

Pytam jeszcze moich ekspertów o koleżankę. Mieszka w Szwecji. Czuje się tam bardzo samotna. Z każdą kolejną pogawędką na Skypie widzę, że jest coraz smutniejsza. Żałuje przenosin, lecz nie ma siły, żeby wrócić. Ostatnio była tak przybita, że wyrwało się jej: "Czasem myślę, by już się nie obudzić". Czy psycholog online może jej w tej sytuacji pomóc? Jolanta Mierzwa stanowczo odradza: - Terapia bez kontaktu bezpośredniego nie jest dla osób w bardzo dramatycznej sytuacji. Silne emocje wymagają spotkania z terapeutą twarzą w twarz. Tak samo pogłębiona praca, uzyskanie większych zmian życiowych. Na odległość nie dokonuje się cudów. Co nie oznacza, że człowiek w kryzysie, który skontaktuje się online, nie otrzyma pomocy. Jolanta Mierzwa rozmawia nie tylko przez Skype’a, ale i przez telefon, WhatsApp, a nawet SMS-owo. - Proponuję różne formy kontaktu, aby klient mógł wybrać najbardziej komfortową - wyjaśnia. - Niektórym przez telefon łatwiej się skupić. Jeszcze inni wolą pisać. Nie mogę ich wtedy zobaczyć ani usłyszeć, więc z jednej strony nasz kontakt jest ograniczony, ale z drugiej - pełniejszy, bo mogą czytelniej wyrazić myśli. A czasem ktoś nie ma w sobie siły, by przyjść do gabinetu. Po wymianie SMS-ów być może nabierze jej na tyle, by zadzwonić i porozmawiać... A potem może przyjdzie na spotkanie. Takie małe kroki są czasem potrzebne.

Różnice w terapii, czyli efekt klamki 

Znajoma, która korzystała z terapii online, twierdzi, że bardzo pomogło jej nagrywanie rozmów i ich odtwarzanie. Dzięki temu mogła zobaczyć, jak reaguje na różne pytania - co wywołuje poruszenie czy spięcie. Dało jej to do myślenia. Prof. Bassam Aouil nazywa to uniknięciem efektu klamki. Efekt ten pojawia się często podczas terapii na żywo. - Z moich badań wynika, że większość pacjentów nie pamięta połowy z tego, co było powiedziane w trakcie sesji - tłumaczy. - I już zaraz po, z ręką na klamce, zaczynają mieć wątpliwości: "Właściwie wszystko wiem, ale jeszcze chciałbym się dopytać...". Jeśli człowiek może odtworzyć sesję, zwykle nie musi już pytać. A dodatkowo może sam przeanalizować nagranie. Zdaniem profesora to właśnie dlatego pacjenci online często mają dobre wyniki w terapii. Nie do końca związane jest to z tym, że ona sama w sobie jest skuteczniejsza. - Chodzi raczej o to, że osoby zgłaszające się do psychologów online są inne - mówi prof. Aouil. - Często bardziej wyedukowane, świadome siebie, mające większą motywację do samodzielnego szukania wiedzy, rozwiązań. Łatwiej im zdefiniować swój problem. Zresztą nierzadko przed pierwszą sesją są proszone o to, by go opisać. Werbalizacja tego, co nam doskwiera, to pierwszy krok do pracy nad sobą. Tymczasem pacjenci offline po prostu "oddają się w ręce specjalisty" - porównuje psycholog. 

Minął miesiąc od mojego pierwszego spotkania z wirtualnym psychoterapeutą. Efekty? Wiem, kiedy tracę cierpliwość, jakie są tego zwiastuny i jak mogę temu zapobiec. Uczę się nowych nawyków. Nauka egzekwowania czasu i przestrzeni dla siebie to dla mnie nowość. Odkryłam, jakie cuda daje kwadrans na myślenie - z kieliszkiem wina w wannie. Jest lepiej. I choć nie wiem, czy uda mi się zastosować do porad, to mam instrukcję działania. Potrzebowałam kogoś, kto lekko mnie ukierunkuje. A że znalazłam go w sieci? No cóż, pół mojego życia toczy się właśnie tam.

5/2016 PANI

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje