Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dziewczyny nie do pary

Atrakcyjne kobiety marzą o partnerskim związku, świętach we dwoje, wspólnych wakacjach. Ale zdarza się, że do tej wspólnoty brak dobrego kandydata. Co wtedy? Iść na kompromis, obniżyć wymagania czy czekać, licząc upływający czas. Opowiadają Karolina Szostak i Marta Manowska, dziennikarki, oraz szefowa kuchni Ewa Olejniczak.

Romantyczna

Marta Manowska - 32 lata, dziennikarka, autora książek, prowadzi program "Rolnik szuka żony"

Reklama

Nie deklaruję, że wolę być singielką. Choć jestem otwarta na poglądy innych i rozumiem kobiety, które wybrały życie bez mężczyzny albo nie chcą mieć dzieci. Sama czekam na miłość, jednak jej nie szukam. Na tym etapie życia tak ułożyłam priorytety, że najważniejsza jestem teraz ja - mój rozwój, budowanie poczucia wartości. Nie uważam, że to egoizm. Po prostu wierzę, że kiedy człowiek siebie lubi i dobrze czuje się ze sobą, miłość znajdzie go sama.

Mam za sobą kilka związków

I staram się każdy wspominać dobrze. Nie zacięłam się, nie nabrałam negatywnego stosunku do mężczyzn, ponieważ relacje się skończyły. Czy wyciągam wnioski, analizuję błędy z myślą: w następnym związku zrobię to czy tamto inaczej? Nie. Kalkulowanie w miłości się nie sprawdza. Być może z takim podejściem skazuję się na kolejne nieudane próby, ale nie zamierzam tworzyć jakiejś sztucznej wersji siebie po to, żeby jak najszybciej zdobyć i zatrzymać przy sobie mężczyznę. Wolę poczekać. I tu jest pewna trudność, bo z natury jestem... niecierpliwa.

Desperacja?

Absolutnie nie. To nie jest tak, że po nocach śni mi się biała ślubna sukienka. Ale jestem romantyczką. Nie chcę porzucić myśli, że istnieje miłość na całe życie. Mam w rodzinie przykład wspaniałego związku i on jest dla mnie busolą. To dziadkowie, para z długim stażem. Kiedy patrzę, jak trzymają się za ręce, jak dziadek głaszcze babcię po policzku, a ona stosując fortele, humorem rozładowuje każdą jego złość, jestem pewna, że takiego związku chcę. Czasem łapię się na tym, że myśląc o konkretnym mężczyźnie, wybiegam myślami w przyszłość.

Wyobrażam nas sobie na starość. Jakbym chciała przewidzieć, czy on i ja moglibyśmy być razem "do końca świata". Nie wiem, czy z tego powodu podświadomie nie odrzucam potencjalnych kandydatów.

Kobiety biorą sprawy w swoje ręce

Wiem to i rozumiem. Ale ja jestem z innej epoki. Mogę mu i bez tego pokazać, że jestem zainteresowana, ale to mężczyzna powinien zdobywać. Z tego nie zrezygnuję. Nie wieszam więc ogłoszeń na portalach randkowych, nie poznaję na siłę nowych ludzi. To nie moja bajka. Na razie więc żyję w pojedynkę, ale widzę także zalety swojej sytuacji. Jestem jak dobrze funkcjonująca jednoosobowa firma.

Wiadomo, raz na jakiś czas, jak każdemu, zdarzają mi się kłopoty, ale generalnie sobie radzę. Jestem niezależna, sama za siebie odpowiadam. A gdy potrzebuję, mam coś nieosiągalnego w związku - absolutną ciszę. A ja bardzo lubię ciszę. Lubię pobyć sama ze sobą. Co nie zmienia faktu, że bez problemu wpuszczę kogoś w moją przestrzeń. Podobno jestem dziwna - nie denerwują mnie porozrzucane gazety, części męskiej garderoby, niezakręcona pasta do zębów. Ale proszę nie traktować tego jak autoreklamy!

Praktyczna

Ewa Olejniczak - 34 lata, pierwsza kobieta szef kuchni w hotelu Sheraton

Nie mam mężczyzny, bo wyciągnęłam wnioski z lekcji od życia. Byłam w poważnym związku, zakładaliśmy rodzinę, zaszłam w ciążę. Ale w pewnym momencie zaczęło się psuć. Może dlatego, że miałam zbyt duże oczekiwania, chciałam mieć wszystko: miłość, rodzinę, ukochaną pracę. Do końca wierzyłam, że uda mi się uratować związek z tamtym mężczyzną. W końcu oboje uznaliśmy, że lepiej się rozstać. Po takim doświadczeniu można powiedzieć: koniec z facetami, poradzę sobie sama, ale... serce szuka szczęścia dalej.

Po pewnym czasie pojawił się ktoś, kto zaopiekował się mną i dzieckiem, dzięki jego pomocy stanęłam na nogi. Byliśmy razem pół roku. I wtedy zadzwonił ojciec mojego synka Vincenta. Prosił, żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Dałam mu kolejną szansę. I co się okazało? Klasyka - nie wyszło po raz drugi. Wtedy postanowiłam: koniec z mitem, że największym szczęściem kobiety jest mężczyzna u jej boku. Stwierdziłam, że nie będę się napinać. Nie ma przy mnie mężczyzny? Trudno. Zajmę się dzieckiem, które jest dla mnie najważniejsze na świecie, i moją pasją - gotowaniem.

Rozkochałam się w życiu i w niezależności. Nie mylić z samotnością.

Samotność

Nie jest komfortem, ale nie musi być zła. Zresztą znam takie związki, w których niby jesteśmy z kimś, ale żyjemy osobno. Nie ma wspólnych spraw, zainteresowań, śmieszą nas inne rzeczy. Fizyczna fascynacja wypala się i zostaje pustka. Ja wiem, że nie chcę takich relacji, bo one nie wnoszą nic oprócz łez i rozczarowania. Wybrałam świadomie - nic na siłę. Jeżeli więc spotkam kogoś, kto będzie dla mnie partnerem, i zakocham się, to zaryzykuję kolejny raz. Bo życie, jak dobra potrawa, musi mieć smak. Jeśli nikt taki się nie trafi, wolę być sama.

Teraz nie jest mi łatwo godzić pracę i macierzyństwo, ale w trudnych momentach myślę, że dostaję coś w zamian - sama o sobie decyduję, a to niezmiernie miłe. Skończyłam 34 lata i już wiem, że szukam mężczyzny, który uszanuje moją autonomię. Moje zdanie i pasje.

Poprzeczka w dół?

Nie, w moim przypadku wymagania z wiekiem rosną. Kiedy byłam młoda, wystarczyło, że chłopak mnie zauroczył, a już byłam gotowa na związek. Dziś doceniam swoją wartość, przyzwyczajenia, poglądy. I nie chcę ich zmieniać dla kogoś. Znałam kiedyś mężczyznę, który tak mną manipulował, że doprowadził do tego, że odcięłam się od znajomych, ponieważ nie byli "z jego świata". Zrobiłam to, ale przez to nasz związek nie stał się lepszy. Teraz już wiem swoje. Mam sprawdzone patenty na relacje damsko-męską.

Po pierwsze, nigdy nie rezygnuj z siebie, nie zgadzaj się, by facet stawiał warunki nie do zaakceptowania. Obserwuj jego relacje z własną mamą, patrz, jak traktuje twoje dziecko. Nie obiecuj, że będziesz z nim do końca życia, spokojnie czekaj, pozwól się rozpieszczać i koniecznie sprawdź, czy lubi twojego kota. Dziś nie wyobrażam sobie, żebym bez sprawdzenia pozwoliła mężczyźnie wprowadzić się do mojego domu i życia. Teraz, jeśli bilans "za i przeciw" wypada niekorzystnie, mówię: panu już dziękuję.

Silna w życiu, czyli...

Mam wymagający, męski, zawód, musiałam poświęcić wiele, by zyskać pozycję szefa kuchni w dużym hotelu, i to w młodym wieku - miałam 28 lat. W pracy bywałam zdecydowana, ostra i superprofesjonalna. Pewnie dlatego "w cywilu" mężczyźni postrzegają mnie tak samo i myślą, że jestem za bardzo samodzielna. Sądzę, że wiele silnych kobiet, które są same, ma ten kłopot - mężczyźni boją się ich. Nie rozumieją, że skórę tygrysicy nosimy, żeby się przebić, osiągnąć sukces, zrobić karierę. A prywatnie odsłaniamy miękkie podbrzusze i dajemy facetom szansę, żeby się wykazali.

Ja jestem ciepłą babką. Owszem, bywam krytyczna, ale i świadoma, że nie ma na świecie ideałów, choć pewnie ktoś może zarzucić, że czekam na mężczyznę z górnej półki. Pewnie tak, ale to nie oznacza, że on musi mieć dom, samochód i pełne konto w banku. Wystarczy, żeby był czuły, dobry i cenił życie pełne kolorów oraz smaków.

Wymagająca

Karolina Szostak - 41 lat, dziennikarka sportowa telewizji Polsat

Jestem singielką, ale nie z wyboru. Tak się ułożyło życie. Mój pierwszy poważny związek trwał jedenaście lat. Ale coś się wydarzyło. Od kilku lat jestem więc wolna. Do tej pory nie trafiłam na odpowiedniego człowieka. Nie jestem przecież feministką, nie identyfikuję się z ideologią "kobiety na traktory". Przeciwnie, mam potrzebę bycia zaopiekowaną. Brakuje mi przytulania, tego, żeby posiedzieć na kanapie, pogadać, zwyczajnie pobyć razem. Lubię napięcie w związku, ścieranie się, adrenalinę. Nawet szczyptę zazdrości. Dlatego szukam mężczyzny silnego, stanowczego. Musi mieć charyzmę i wiedzieć, czego chce. A jednocześnie szanować moją niezależność.

Nie jestem modliszką, która przyczepia się do pleców faceta, więc w zamian wymagam tolerancji. Tego, żebym mogła pójść do kina tylko ze znajomymi albo wyjechać gdzieś sama. Jestem pewna, że po mojej orbicie krąży mężczyzna, który spełnia te oczekiwania. I czekam. Bliscy to szanują i nie dołują mnie tekstami w stylu: "czas płynie, kiedy wyjdziesz za mąż?". Natomiast często słyszę od obcych: "dlaczego pani jest sama, nie ma dziecka?". Zdarza mi się, że w końcu nie wytrzymuję i mówię coś ostrzejszego. Więcej taktu, wyczucia, przecież w ten sposób łatwo kogoś urazić.

Dystans

Wobec singielek istnieje, przyznaję. Nikt nie mówi głośno o ostracyzmie, ale z moich obserwacji wynika, że singielki czasem bywają niepożądanymi gośćmi na imprezach, na których są same pary. Być może inne kobiety odbierają je jako zagrożenie. A nuż zaczną podrywać ich partnerów? Staram się to rozumieć, ale takie zachowanie bywa przykre.

Obserwuję też singielki, które twardo deklarują, że nie chcą być z mężczyzną. Na ogół trzymają się razem, tworzą swoisty klub. Wystarczy, że któraś pozna fajnego faceta - zmienia poglądy, stuprocentowo angażuje się w związek i znika. Dlatego moim zdaniem nie istnieje samotność z przekonania. Nie wierzę zapewnieniom: wolę być sama. Myślę, że ludzie są stworzeni do życia w parze.

Wielkanoc w pojedynkę

Nie spędzam świąt sama. Mam przyjaciół, a przede wszystkim rodzinę. Mamę, która jest moją przyjaciółką, i ojczyma, z którym tworzą od lat superparę. Nie czuję więc pustki w te dni, kiedy lepiej mieć wokół siebie bliskich. Ale przyznaję, że raz na jakiś czas samotność dopada mnie bez okazji i znienacka. Wtedy się zatrzymuję, zastanawiam: "ile to jeszcze potrwa?".

Generalnie jestem optymistką, staram się widzieć pozytywne strony bycia samą. Lubię swój dom, przyjemność sprawia mi powrót do niego po całym dniu pracy. Fajnie jest poleżeć z książką na kanapie, pooglądać Wspaniałe stulecie. I nie przeszkadza mi, że stworzyłam gniazdko tylko dla siebie. Samodzielnie wymieniam żarówki, skręcam meble. Ława w salonie, stół w kuchni, krzesła - wszystko było w częściach, w nocy je zmontowałam.

Lubię się rozpieszczać, nawet próbowałam dla siebie gotować. Niestety, nie mam do tego zdolności, nigdy nie smakowało mi nic, co przygotowałam. No, może raz wyszła mi całkiem niezła pizza z kalafiorem. Nie schrzanię też zupy z mrożonek i jajek na miękko. Nie będę udawała, że w kuchni jestem mistrzynią. Po co retuszować swój obraz? Wcześniej czy później cała prawda i tak wyjdzie na jaw.

Ogłoszenia matrymonialne?

Mówię otwarcie o tym, że chciałabym być w związku. Czasem znajomi się śmieją: "Karolina, twoje wywiady są jak ogłoszenia matrymonialne". Ale czy mam udawać, że nie czekam na miłość? Przecież ja jej pragnę, czuję, że jestem gotowa na bycie w związku. Gorzej, że o ile w wywiadzie potrafię się otworzyć, w normalnym życiu jestem wstydliwa. Zawsze tak miałam. Kiedy byłam nastolatką, na ogół w relacjach z chłopakami zachowywałam się jak kumpela, brat łata. Ale wystarczyło, że pojawił się przystojniak, który okazywał mi zainteresowanie, w jednej chwili wycofywałam się i spinałam. To mi zostało.

Kiedy czuję, że mężczyzna, który mi się podoba, chciałby się zbliżyć, chowam się za niewidzialnym murem, usztywniam. Sama tworzę barierę. Może to wynika z lęku przed odrzuceniem? Przed rozczarowaniem, że ja wyślę sygnał, a on go zlekceważy? Rozumiem, że takie zachowanie nie jest dla facetów komfortowe. Jednak trochę się dziwię, że odpuszczają sobie przebijanie się przez mur. Moim zdaniem mężczyzna, któremu zależy na kobiecie, powinien o nią walczyć, nie zrażać się. No więc w efekcie - choć niektórzy tak sugerują - nie jestem księżniczką, która ma wielbicieli na pęczki.

Chociaż zdarza się, że po miesiącach pustki jednocześnie chce się ze mną umówić kilku mężczyzn. Nie mogę spotkać się ze wszystkimi, więc wybieram jednego. Okazuje się, że to "pudło", ale tamci już odpłynęli, więc znowu zostaję sama. Może mam po prostu złą strategię... Ale się nie zamartwiam. Naprawdę wierzę w teorię "dwóch połówek pomarańczy". Jeśli ktoś jest komuś przeznaczony, to się w końcu znajdzie.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój Styl 4/2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama