Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dzieje grzechu

​Gdy w 1976 roku Michalina Wisłocka wydała "Sztukę kochania", Katarzyna Grochola była 19-latką. I pierwszy raz usłyszała, że kochanie to... "sztuka". A w niej ważna jest fantazja, czasem bezwstydność. Beata Sadowska mogła już brać wiedzę z książki Zbigniewa Lew-Starowicza "Seks partnerski". To był wielki krok. Profesor uczył, że w takim seksie on i ona mają to samo prawo do satysfakcji. Olga Frycz i Julia Kamińska wiedzy intymnej szukać nie muszą. Bo ona już nie jest intymna. Pełno jej wszędzie: w gazetach, w internecie. I każda dziewczyna wie, że to, co robi we własnej sypialni, to jej sprawa. Czy dzięki temu jesteśmy szczęśliwsze, a nasza miłość lepsza? Trzy pokolenia kobiet opowiadają nam o tym, czym jest dla nich seks i czy lepiej jest kochać się swobodnie i bez zahamowań, czy jednak znać granice.

Seks jest jak termometr, który mierzy temperaturę związku. Seksuolodzy mówią, że wystarczy spojrzeć na pary idące ulicą i od razu widać, które z nich łączy erotyczna więź. Relacja między nimi jest bliższa, cieplejsza. To dobrze, bo klimat sprzyja. Nowe badania profesora Lew-Starowicza "Seksualność kobiet", o których dalej rozmawiamy z autorem, są sensacyjne. Zaskoczyły przede wszystkim Polki dojrzałe. One nareszcie śmiało mówią: "Tak, seks jest dla mnie ważny". Przyznaje to ponad 70 procent 60-latek. I prawie co czwarta kobieta w tym wieku mówi, że ma ochotę kochać się kilka razy w tygodniu. A jednocześnie oczekuje, że seks będzie źródłem przyjemności. 

Reklama

Aż 65 procent Polek w tym wieku deklaruje, że ma orgazm podczas stosunku "zawsze" lub "zazwyczaj", a dla ponad 50 procent związek emocjonalny i fizyczny z mężczyzną jest "zdecydowanie lub bardzo satysfakcjonujący". To kobiety dojrzałe najwięcej wzięły z seksualnej rewolucji. Ale chociaż zmieniła się ona niemal w anarchię, bo wolno nam w zasadzie wszystko, to nie wszyscy mamy ochotę z rewolucyjnych zdobyczy korzystać. I to jest druga niespodzianka. Sprawiły ją najmłodsze badane. One jakby na przekór czasom zaczynają chronić swoją sferę intymną. 35 lat temu co trzecia 15-latka miała za sobą pierwsze kontakty seksualne. Dzisiaj... co trzydziesta! P

onad 70 procent dziewczyn czeka z inicjacją do 18., a nawet 20. roku życia. I większość z nich deklaruje, że był to seks nie z ciekawości, ale z miłości. Warto poczekać - mówią dziewczyny, wbrew temu, że teraz wszystko dzieje się szybciej i łatwiej. Bo seks jest jak jedzenie - ten "slow" smakuje lepiej. 

Na równych prawach. Olga Frycz, 30 lat, aktorka, w związku z Grzegorzem

Pokolenie "Bravo Girl" 

O tym, czym jest seks, nie dowiadywałam się w domu. Raczej na podwórku, na koloniach i obozach, gdzie przyglądałam się starszym dziewczynom i chłopakom. Pierwsze pocałunki kojarzą mi się z kolonijną dyskoteką. Czytałyśmy z koleżankami magazyny dla nastolatek: "Bravo Girl", "Popcorn". Z nich czerpałyśmy wiedzę. Nie z lekcji przysposobienia do życia w rodzinie, na których nauczycielka w ramach nauki antykoncepcji z obrzydzeniem nakładała prezerwatywę na banana. Pokazywała nam też jakieś okropne filmy z lat 80., gdzie wszystko było nieestetyczne, brzydkie. Chciałam zrezygnować z tych lekcji, bo pomyślałam, że jak się napatrzę na brzydotę, odechce mi się seksu na zawsze. 

Atrakcyjność rzecz względna

Obserwuję krytycznie swoje ciało, ale zawsze najbardziej liczyłam się z tym, co mówił mój partner. Jego "wszystko jest w porządku" wystarczało. W nowym mieszkaniu przez pierwsze dwa lata nie miałam dużego lustra, ale właściwie nie było mi potrzebne. Bo nigdy nie usłyszałam od partnera, że powinnam coś w moim wyglądzie zmienić, poprawić. Ale znam dziewczyny w moim wieku, które przejmują się uwagami: "Masz taki mały biust, może coś z tym zrobisz?". Dorastałyśmy w świecie, w którym powiększenie piersi nie jest czymś niezwykłym, ale czy warto? Bo potem często mężczyzna i tak odchodzi, a kobieta zostaje rozczarowana. Czuję się atrakcyjna, gdy jestem naturalna. Rzadko się maluję, nie noszę sukienek z dużym dekoltem. Lubię natomiast, kiedy moje ciało jest sprawne, wyćwiczone. Trenuję boks tajski, chodzę na siłownię. I dzięki temu wiem, że podobam się mojemu chłopakowi, nawet gdy jestem w dresie. 

Próba śmiałości

Rozbieraną scenę grałam raz, w filmie "Wszystko, co kocham". Basia, moja bohaterka, kocha się na plaży z chłopakiem, którego grał Mateusz Kościukiewicz. Gdy to kręciliśmy, miałam 22 lata i byłam potwornie skrępowana. Wiedziałam jednak, że to jest zadanie aktorskie, czułam się za nie odpowiedzialna. Na początku tej sceny nie było w scenariuszu. Ale wspólnie z reżyserem doszliśmy do wniosku, że warto pokazać prawdę - młodzi na wakacjach po prostu uprawiają seks. Uważam, że to jedna z najpiękniejszych scen miłosnych w polskim kinie. Czy kobieta, dojrzewając, staje się śmielsza, pewniejsza swojej atrakcyjności? Czy zagrałabym seks przed kamerą jako czterdziestolatka? Czasem się nad tym zastanawiam. Jeśli sytuacja byłaby uzasadniona - tak. Nie zgodziłabym się jednak rozebrać, gdyby nagość miała być tylko chwytem reklamowym: "Wdzieliście zwiastun? Aktorka pokazała cycki!". Czy to nie dziwne, że ja - wychowana w domu, gdzie nie musiałam zasłaniać oczu, kiedy w telewizji ludzie się kochali - miałam kłopot z tym, że w erotycznej scenie w kinie zobaczy mnie... mama? 

Stosunki partnerskie

Kobiety z mojego pokolenia między sobą swobodnie rozmawiają o seksie. Są śmiałe, nazywają rzeczy po imieniu. Myślę, że kobieta i mężczyzna, którzy chcą być ze sobą, też powinni być w tej sprawie otwarci. Bo warto na początku ustalić zasady, opowiedzieć o swoich potrzebach, fantazjach erotycznych. Wiem jednak, że nie zawsze tak jest. Niektóre dziewczyny wstydzą się okazywać emocji podczas stosunku, bo ktoś je kiedyś wyśmiał. Krępują się zaproponować seks, bo obawiają się usłyszeć od partnera, że w tej sprawie inicjatywa należy do faceta. Dla kobiet w moim wieku seks jest ważny, jest jedną z przyjemności życia. Nie zamierzamy z niej rezygnować. 

Mam koleżanki, które nie będąc w stałym związku, szukają partnerów na portalach randkowych. Niektórych to oburza, a ja uważam, że jeżeli są wolne i mają na to ochotę, dlaczego nie? To osiągnięcie mojego pokolenia, że kobiety mają takie samo prawo do seksu jak mężczyźni. Jeżeli facet, który podrywa dziewczyny, jest traktowany jak macho, nam też wolno. A i tak na koniec każda dziewczyna marzy o związku, w którym seks jest pełen miłości i szacunku do partnera. Wtedy może być najpiękniejszym doświadczeniem dwojga ludzi. 

Czy we mnie jest seks? Julia Kamińska, 29 lat, aktorka, od kilku lat w stałym związku

Gwałt przez oczy 

Młode kobiety dojrzewają w świecie zdominowanym przez erotykę. Seks jest wszędzie, nawet w reklamach napojów gazowanych. Warto jednak pamiętać o kulisach powstawania sesji zdjęciowych. Każde ujęcie to przecież efekt pracy stylistów i magików komputerowych. Trzeba mieć dystans, żeby nie nabawić się kompleksów. Kiedyś Maria Czubaszek spytała mnie, co w sobie lubię. Po długim namyśle odpowiedziałam, że... oczy. Teraz lista wydłużyła się o uśmiech, włosy i szyję. Ale nadal mam wiele krytycznych uwag wobec swojego ciała od szyi w dół i od łydek w górę. W dużej mierze przez to, że w telewizji i internecie eksponowane są głównie ciała idealnie piękne. A raczej odpowiadające współczesnemu ideałowi urody. 

Narodziny wampa

Prawie 10 lat temu bez specjalnych rozterek zdecydowałam się przyjąć rolę, która wymagała ode mnie pokazania się przed kamerą nago. To był film "Mniejsze zło" Janusza Morgensterna. Główny bohater grany przez Lesława Żurka pyta: "To co, idziemy do łóżka?". Moja postać, czyli Poetka, odpowiada: "Ja nie mogę, ojciec by się wściekł, dba o moralność, bardzo mnie pilnuje. Ale na trochę mogę, tak na dwa ruchanka...". Po czym zdejmuję sukienkę i naga paraduję przez korytarz. Wydawało mi się, że to nic takiego, to po prostu zdjęcie ubrania przy ludziach, jak pod prysznicem na basenie.

Na planie było jednak inaczej. Czułam się o wiele bardziej naga, niż naprawdę byłam. Nagle okazało się, że jestem wstydliwa. Kilka lat później, w musicalu Zorro w teatrze Komedia, byłam cyganką. Inez flirtowała na potęgę z całym taborem i wprowadzała młodego Zorro w tajniki życia erotycznego. Tańczyłam, śpiewałam i zastanawiałam się, czy gdzieś we mnie jest już cząstka tej rozbuchanej kobiecości. Nie jestem pewna, czy byłam sexy w roli Inez, ale na pewno tak się czułam. Na trzy godziny stawałam się kobietą osiągającą cele poprzez swoją seksualność, bardzo pewną siebie, onieśmielającą mężczyzn. To było ciekawe, ale też dziwne i trudne, szczególnie w kontekście tego, jaką byłam nastolatką. 

Lekcja trwa

Gdy miałam kilkanaście lat, pojechałam z koleżanką na wakacje. Poszłyśmy na spacer do lasu, spotkałyśmy dwóch chłopców. Przyjaciółka była zaczepna, dobrze bawiła się rozmową z nimi. A ja czerwona, z wbitym w ziemię spojrzeniem nie odezwałam się ani słowem. Byłam żenująco nieśmiała. Przez długi czas kompletnie nie potrafiłam sobie poradzić np. z chamskimi zaczepkami. A takie przytrafiły mi się w Londynie. Szłam z przyjaciółmi na imprezę. Miałam wysokie kozaki, krótką spódniczkę. Naprzeciwko pojawiła się grupa mężczyzn. Zaczęli wykrzykiwać wulgarne propozycje. Żaden mnie nie dotknął, ale czułam się fatalnie. Wtedy też nie odezwałam się ani słowem... Czuję się źle, gdy ktoś gwiżdże za mną na ulicy. Podryw jest okej, ale musi być mądry, finezyjny, pełen szacunku, a nie prostacki. 

Nasza sprawa 

Dziś potrafiłabym odpowiedzieć na zaczepkę. Jestem silniejsza, dziewczyny w ogóle są coraz silniejsze, a świat bardziej postępowy i tolerancyjny. Moja babcia powiedziała, że tego właśnie mi zazdrości - że już nic nie trzeba. Ani ślubu, ani dzieci, ani się tłumaczyć. Dlatego jestem szczęśliwa, że urodziłam się w roku 1987. Decyduję, jak chcę żyć, i nikt mi nie wmawia, że powinnam mieć z tego powodu wyrzuty sumienia. Ja też nikomu nie będę mówić, jakie życie i jaka miłość jest dobra. Bo każdy potrzebuje czegoś innego. Od kilku lat jestem w stałym związku i taka miłość kręci mnie najbardziej.

Rewoucja matek Polek - Beata Scibakówna, 49 lat, aktorka, mama 16-letniej Heleny, żona Jana Englerta

Brzydkie kaczątko?

Michalina Wisłocka mówiła, że udany seks to taki, który sprawia przyjemność i daje satysfakcję. Do tego niezbędna jest atrakcyjność i pewność siebie. Pochodzę z Zamościa i na początku szkoły teatralnej w Warszawie bardzo odczuwałam swoją prowincjonalność. Na moim roku studiowały piękne warszawianki: Anna Korcz, Magda Wójcik. Wiedziały, jak się ubrać, umalować, jak się podobać. Ja bałam się nosić krótką spódnicę. W zderzeniu z dziewczynami wpadłam w kompleksy. Poczułam się brzydkim kaczątkiem, ale... postanowiłam zawalczyć o siebie. Kupiłam w Baltonie pierwsze w życiu perfumy i zestaw cieni do powiek. A gdy na trzecim roku studiów zaczęłam pracować, sprawiłam sobie futro. Kosztowało majątek, ale gdy je włożyłam, poczułam się luksusową kobietą. 

Piękne czterdziestoletnie

Podobno seksuolodzy zbadali, że mężczyźni największą ochotę na seks mają w okolicy dwudziestego roku życia. Potem ich potrzeby zaczynają spadać. Z kobietami jest inaczej. Nasz apetyt rośnie przed czterdziestką. Dlaczego? Bo wtedy dobrze znamy swoją wartość. Wiemy, na co możemy sobie pozwolić, czego oczekiwać od partnera i co możemy mu zaoferować. Jesteśmy bardziej świadome i po prostu mądrzejsze. Kobiety spełnione zawodowo, które odniosły sukces i są doceniane przez innych, troszczą się o wygląd, formę fizyczną. Wiąże się to z poczuciem własnej atrakcyjności i satysfakcji, dzięki której to my decydujemy, z kim chcemy być i kogo kochać. Nie musimy być idealne, cokolwiek to znaczy. Dodatkowe kilogramy w niczym nie przeszkadzają. Każda kobieta, jeśli umiejętnie obniży głos, założy odpowiednio nogę na nogę, ma moc oddziaływania. Ważny jest błysk w oku, uśmiech i pewność spojrzenia. Kiedyś podczas rozmowy z mężczyzną miałam zwyczaj dotykania delikatnie, opuszkami palców, łokcia mojego rozmówcy. Któryś z nich powiedział, że to był elektryzujący dotyk, który powodował, że myśli biegły na inne tory. 

Szkoła mistrzyń

Jako kobieta dojrzała wiem, że mając przy sobie atrakcyjnego partnera, nie trzeba szukać dodatkowych doznań. Ale nie można liczyć na cud, jeśli nie będziemy tych emocji w sobie pielęgnować. Nie jestem zwolenniczką okazywania uczuć w miejscach publicznych. Chyba że... nikt tego nie widzi i wtedy napięcie rośnie. Gdzie jest powiedziane, że namiętny seks jest udziałem tylko młodych ludzi? Dojrzałość to doświadczenie, świadomość własnych potrzeb, poczucie swobody. Nie trzeba już myśleć o małych dzieciach płaczących za ścianą, o spłacaniu kredytów. Więcej czasu i energii można poświęcić sobie. Fizyczna atrakcyjność wciąż jest ważna, ale kochający się partnerzy uwodzą się również intelektualnie, dobrą rozmową, spojrzeniem. 

Nasza rewolucja

Kiedyś wpajano nam, kobietom, że mamy się poświęcać, rezygnować z własnych przyjemności dla dobra innych. Ideałem miała być matka Polka, dla której na pierwszym miejscu był dom, na drugim praca. A gdy zaczynała mówić o własnych potrzebach, nikt jej nie słuchał. My z pokolenia 40 plus wyrosłyśmy w kulturze, w której kobieta nie musi już udawać skromnej i powściągliwej, dla której seks to tylko droga do szczęśliwego macierzyństwa i wypełnienia roli żony. 

Uniezależniamy się od mężczyzn, domagamy się równych praw w pracy i domu, śmiało mówimy, jakiego życia erotycznego byśmy chciały. To nasza rewolucja. Uważam, że wzorem powinny być Francuzki, odważnie wybierające mężczyznę, z którym chcą spędzić miłe chwile. My często, ze strachu przed samotnością, decydowałyśmy się na bylejakość. Byle jaki związek, byle jaki seks. Dlatego jako kobieta dojrzała myślę, że czasem lepiej poczekać, być singielką albo nawet odejść od mężczyzny, z którym nie jesteśmy szczęśliwe, niż rezygnować z siebie. Już nie musimy.

Łóżko i stół - Beata Sadowska, 42 lata, dziennikarka, uczestniczka maratonów, autorka książek. Mama dwóch synów, partnerka Pawła

Narodziny Wenus

Byłam nieśmiałą dziewczyną, która nie umiała rozmawiać o seksie. Jestem z pokolenia kobiet, które jako dziewczynki nosiły kokardy i nie mogły się złościć. W moim domu seks był tematem tabu, sferą niedopowiedzenia. Pojawiali się pierwsi faceci, ale kontakty inne niż koleżeńskie wydawały się nieczyste. Zresztą nie ciągnęło mnie do tego za bardzo. Do wieku dwudziestu paru lat byłam chłopczycą. Nosiłam spodnie, które nisko wisiały na pupie, trampki, wielkie czapy. 

W końcu przyjaciele, dziennikarze piszący o modzie, zaprotestowali: "Sadzia, daj spokój, włóż coś kobiecego". Uznali, że muszą wziąć sprawy we własne ręce, przywieźli mi, chyba z Mediolanu, dziesięciocentymetrowe złote szpilki, kilka ołówkowych spódnic i zmysłowych bluzek. Odkryłam, że dobrze się w tym czuję. Od razu to było moje. Do rozmowy o seksie też dorastałam stopniowo. Z jednej strony fajnie, że świat się zmienił i dzisiejszym dwudziestolatkom o wiele łatwiej gadać o "tych" sprawach, ale z drugiej za dużo jest na wierzchu. A myślę, że najbardziej działa na wyobraźnię wszystko, co ukryte. Dlatego lubię mieć na sobie ładną bieliznę i nie pokazywać jej nikomu. Prawie nikomu. 

Siła dojrzałości

Jestem swobodna i atrakcyjna, kiedy dobrze czuję się w swojej skórze i nikogo nie udaję. Nigdy nie chciałam być typem wampa. Pamiętam, jak kiedyś do studia telewizji śniadaniowej, którą prowadziłam, przyszła Lidia Popiel. Poprosiła charakteryzatorkę: proszę mnie nie malować, tylko puder. Weszła, spojrzałam na nią i pomyślałam: ależ ona jest sexy! W spodniach i białej koszuli wygląda obłędnie. Pomyślałam, że musi bardzo kręcić facetów. 

Dzisiaj jestem pewna, że seksapil nie wynika z epatowania zmysłowością, a z naturalności, z braku reżyserii. Zamyka się w niedopowiedzeniu, w sposobie prowadzenia rozmowy, żartowania, odrzucania kosmyka włosów. Myślę, że to się podoba dojrzałym mężczyznom. Choć jako czterdziestolatka nie daję sobie wmówić, że nie podniecają ich długonogie blondyny z dużym biustem. To jest atawizm, siła wyższa

Seks - nowy wymiar

Myślałam, że kiedy zostanę matką, zmieni się moje podejście do własnej seksualności. Gdy już spodziewałam się dziecka, ale jeszcze nikt o tym nie wiedział, w studiu radiowym gościłam Marcina Bosaka. Zapytałam go, co jego zdaniem jest w kobietach najbardziej sexy. Wśród trzech rzeczy wymienił to, że "ona jest w ciąży". Pomyślałam: niezwykłe, że mężczyzna może myśleć w ten sposób. I czy naprawdę kobieta w takim stanie jest pociągająca? Przekonałam się, że tak. 

W ciąży czułam się bardzo atrakcyjna. Było w tym coś zmysłowego, sensualnego, pełnego. Będąc mamą dwóch małych chłopców, czasem mam momenty, kiedy myślę: wyglądam, jak stara, pomarszczona Indianka - podkrążone oczy, nieumalowane paznokcie, nie mam czasu wyjść na depilację ani do fryzjera. Ale szykuję się na spacer z dzieckiem i nagle przychodzi olśnienie: jestem mamą, ten wymiar kobiecości jest super, o co mi chodzi? Maluję paznokcie, tuszuję rzęsy i znów się czuję aniołkiem Victoria’s Secret. Ale do takiej świadomości kobieta musi dojrzeć. 

Co nas kręci?

Gdy byłam młodsza, uważałam, że facet musi być przede wszystkim przystojny. Dzisiaj też uważam, że wygląd ma znaczenie. Mnie kręcą sportowcy, którzy mają wyrzeźbione ciało, chociaż nie tacy, którzy pakują na siłowni, żeby wyrobić sześciopak. Gdy widzę faceta, który się wspina albo pływa, a na jego ciele można uczyć się anatomii, jest to dla mnie piękne jak sztuka. Za takim mężczyzną obejrzę się zawsze. 

Ale i tak za najseksowniejszy organ faceta uważam mózg. Doceniam więc, że mam mężczyznę, z którym chce mi się być nie tylko w łóżku, ale i poza nim. Sypialnia jest tylko jednym z miejsc damsko-męskiej akcji. Bo przecież siadasz też z mężczyzną do obiadu albo wieczorem na kanapie i wtedy ważne jest, że masz z nim o czym porozmawiać. A nie wyciągasz telefon i pykasz na fejsie.

Gdzie ta świętość? Katarzyna Grochola, 59 lat Pisarka, mama, ale i... babcia

W pogoni za orgazmem 

Z wypiekami na twarzy przeczytałam "Sztukę kochania". Książkę wyrywaliśmy sobie z rąk. Niedługo potem miałam okazję rozmawiać z Michaliną Wisłocką. Opowiedziała mi o ludziach, którzy przyszli do niej po poradę: "Wiesz, dziewczyno, kto u mnie był? Małżeństwo z głębokiej prowincji. Kochają się bardzo, mają troje dzieci, chodzą ze sobą do łóżka - szczęśliwi ludzie. Ale ona przeczytała w mojej książce o orgazmie i teraz zamiast cieszyć się sobą, będą się zastanawiać, jak ten orgazm zrobić. W głowach im się poprzewracało?!". 

Wisłocka, propagując seks jako coś pięknego, radosnego i przynoszącego satysfakcję, jednocześnie wbiła ludzi w poczucie niespełnienia. "Matko święta, ja nie mam orgazmu?! Jak teraz żyć? Kto jest winien?" Nagle wszystko przestało być proste. Słynny raport Alfreda Kinsleya otworzył nam oczy, że ponad 80 procent ludzi żyje w sprzeczności z kodeksem obyczajowym. To w latach 80. zapoczątkowało rewolucję seksualną. I seks przestał być świętością. Dzisiaj słyszę, że coraz więcej młodych Polek zaczyna cenić fakt, że seksualnego partnera nie tylko się pożąda, ale także kocha - i to jest wielkie halo. Ja miałam tak zawsze, dla mnie to żadna nowość. 

To nie jest mój świat 

Myślę, że kobiety z mojego pokolenia przeżywają trudne chwile, zderzając się z tym, co sama przeżyłam niedawno u fryzjera. Czekałam na swoją kolejkę, wzięłam do ręki gazetę dla nastolatek. A tam porady na temat... seksu oralnego. Pomyślałam sobie, że współczesny świat, w którym zwyczajnie idę ufarbować włosy, a jestem instruowana w sprawach wyzwolonego seksu, to nie jest mój świat. Seks wylewa się z telewizji, literatury, kina. I nie mówię o wspaniałych filmach, jak "Dziewięć i pół tygodnia", który oglądałam jako trzydziestolatka. Sceny erotyczne były tam ostre, ale piękne.

Dziś wszystko jest na pierwszych stronach gazet, a w telewizji znana osoba opowiada, co robi w sypialni. To nie jest otwartość, tylko zwykły ekshibicjonizm. Nie chcę tego słuchać. Nie muszę fascynować się "kuguarzycami", mocno dojrzałymi kobietami, które robią wielkie show z tego, że poderwały młodszego faceta. Aktywne seksualnie sześćdziesięciolatki, siedemdziesięciolatki? Świetnie. Ale nie wiem, czy chcę czytać o tym w kolorowych magazynach. Myślę, że gdybym miała cudownego, młodego kochanka, na pewno bym o tym nie powiedziała. 

Seks nie znaczy władza 

Podsłuchuję, co mówią o seksie młodzi ludzie. Oni nie uprawiają go po to, by być ze sobą blisko, intymnie. Tylko żeby pokazać władzę lub uległość, coś załatwić, rozładować napięcie, które wcale nie musi być napięciem seksualnym. Może wynikać z problemów w pracy, ze stresu - bo nie osiągnąłem sukcesu lub właśnie go osiągnąłem i emocje mnie przerastają. Próbuję zrozumieć młode kobiety. Znam dziewczynę, kapitalną dziennikarkę, która czasami, gdy się czuje samotna, "idzie w miasto" po chłopaka, zabiera go do siebie, a po wszystkim daje na taksówkę i odprawia. Używa go. 

Po co? Skoro, jak wiadomo, kobiety potrafią sobie sprawić przyjemność bez towarzystwa. Może chce coś udowodnić? Nie jestem specjalistką od seksu. Ja tylko wkładam bohaterów moich książek w sytuacje, które mają pokazać, że seks niekoniecznie jest zawsze uwieńczeniem, spełnieniem i radością dla obojga. Myślę, że zatraciliśmy poczucie, że seks to jest sprawa dwojga ludzi, że tego się nie robi przy innych. Mam znajomych, którzy uprawiają seks w grupach tantrycznych. Mówili mi, że kiedyś na jednym "spotkaniu" zabawiało się razem dwadzieścia osób! A ja pamiętam scenę z filmu "Cienista dolina" w reżyserii Richarda Attenborough. Bohaterowie składają sobie przysięgę małżeńską i są tam słowa: "Będę cię czcił ciałem swoim". Podobno te słowa do 1956 roku były częścią przyrzeczenia składanego oficjalnie w kościele. Szkoda, że je wykreślono... 

W pogoni za dreszczykiem 

Kobiety, także moje rówieśnice, zdają sobie sprawę, że dużo mogą. Mogą żyć lepiej, bogaciej, mądrzej, inaczej. Czasem mi się zwierzają: mam superfaceta, ale jesteśmy razem już tyle lat, czy to normalne? Czy nie warto czegoś zmienić, bo może jeszcze jest mi w życiu pisane coś ciekawszego, jakiś dreszczyk? A ja pytam: tylko po co zmieniać coś, co jest dobre? Fachowcy, jak i pisarze wiedzą, że - jak ktoś obliczył - ów "dreszczyk" trwa krótko, mniej więcej osiem miesięcy. A potem znów przychodzi zwykłe życie. To, o którym mówiła Michalina Wisłocka - niekoniecznie pełne orgazmów.

Nie zawsze w szpilkach - Katarzyn Butowtt, 60 lat Modelka i aktorka, mężatka

Seks znaczy bezpieczeństwo

Nie wyobrażam sobie życia bez przytulania i dotyku. Oczywiście inaczej patrzy się na tę sferę życia, kiedy ma się lat dwadzieścia i kiedy jest się sześćdziesięciolatką. Bo relacji nie można budować tylko na podstawie erotyki. Drugiego człowieka trzeba przede wszystkim lubić, szanować. Ta pewność przychodzi z wiekiem. Dziś rozumiem, że nie muszę udawać seksbomby czy króliczka w różowej spódniczce, którym zresztą nigdy nie byłam. Jestem sobą. Jednak gdy słyszę, że w moim wieku czegoś nie wypada, zawsze się buntuję. 

Szyfry miłości

Podczas pokazów mody i przymiarek byłam odbierana jako osoba bardzo kobieca, ale prywatnie nie lubię epatować ciałem. Mąż śmieje się, że po wybiegu płynęłam niczym królowa, a po chodniku maszeruję jak dragon. To dlatego, że oddzielałam życie prywatne od zawodowego. W mocnym makijażu, efektownej fryzurze i sukience wchodziłam w rolę. W domu wolę trampki i dżinsy. Jedna z koleżanek wyznała mi, że ona nie ma ani jednej pary kapci. Przy swoim mężczyźnie paraduje w szpilkach, zdejmując je tylko, gdy wchodzi pod prysznic. Myślę, że to smutne. Efekt "wow" nie trwa wiecznie, nie można bez końca grać kobiety idealnej. Jednak w stałym związku kobieta też może rozkwitać, czuć się pożądana. Mój mąż często zostawia mi na kuchennym stole karteczki pisane szyfrem zrozumiałym tylko dla nas. Flirtujemy ze sobą. 

Idealna, czyli jaka?

Kompleksy są grzechem młodości. Blokują nas, każą niepotrzebnie skupiać się na powierzchowności. Kiedy byłam młodsza, marzyłam o szczuplejszych kostkach, dodatkowych centymetrach wzrostu. Dziś, gdy patrzę w lustro, mówię sobie: hej, fajna jesteś! Musiałam jednak do tego dojrzeć, bo moja kobiecość i seksualność nie miały mocnych podstaw. Rodzice nigdy specjalnie mnie nie komplementowali. Nawet teraz, gdy skończyłam 60 lat, odczuwam tego skutki. 

Czy mam żal? Uporałam się z nim. Może właśnie po to skończyłam psychologię? Nie zmienia to faktu, że z domu wyszłam zakompleksiona. W odzyskaniu pewności siebie pomógł mi mąż, który codziennie mówi mi komplementy. Pamiętam jeden z pierwszych, jaki od niego usłyszałam. Opisywał mnie i moją koleżankę. Powiedział, że tamta jest jak otwarta książka, płytka i szybko można się nią znudzić. Ja natomiast jestem... nieodgadniona. 

Tajemnica zmysłów

Kiedyś o seksualności decydowała biologia. Mężczyzna podświadomie wybierał te partnerki, z którymi miał szansę spłodzić dzieci. Kobieta, która nie mogła już rodzić, przestawała go interesować. Ale czasy się zmieni- ły. Pamiętam scenę z filmu, który niedawno widziałam. Kilka kobiet robi w nim striptiz. Obok tych z idealną figurą tańczy jedna zdecydowanie niższa, okrąglejsza. I to ona skupia na sobie uwagę widzów. Porusza się z tak wielką gracją i erotyzmem, że deklasuje wijące się obok "wściekłe żylety". To dowód, że naszej zmysłowości nie można zaszufladkować. Na szczęście.

Twój STYL 3/2017
Wysłuchały: AGNIESZKA LITOROWICZ-SIEGERT i PAULINA NOWOSIELSKA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje