Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dorota Wellman: Nadrabiam wdziękiem

Ona do telewizji?! Dziwili się złośliwi. A Dorotę ludzie polubili. Bo jest prawdziwa, szczera, a wygląda... jak wiele kobiet. Nie katuje się więc dietą, a gdy reklamuje biustonosz, to bez kompleksów. Potem zdała drugi test: co zrobić z popularnością? Pomaga ludziom, motywuje do leczenia, część pieniędzy za reklamy oddaje fundacjom. I nie waha się walić prawdy w oczy, gdy chodzi o in vitro czy inne ważne sprawy, na przykład ofiary gwałtu. To dlatego Dorota Wellman została Kobietą Roku 2015 „Twojego STYLU”.

Wiosna na wsi. Poranek. Dorota nie śpi już dawno, niewykluczone, że w podwarszawskiej Iwicznej to ona wstaje pierwsza, przed piątą. Bierze lornetkę, popatrzy trochę na sójki. Zna gatunki ptaków, rozróżnia głosy. Pies też chce na spacer, w porządku. Sąsiad macha z drogi, idzie po bułki: "Dzień dobry, pani Dorotko!". Tu jest jej świat.

Lewkonie i sushi

Reklama

O domu mówi: stodoła. Jest drewniany i w nocy stęka, trzeszczy - tak miało być, znak, że żyje. Więcej tu regałów z książkami niż szaf. Książek jest ponad 12 tysięcy. Na półkach szklane drobiazgi, metry płyt. Dużo obrazków, pledów, poduszki. W domu musi pachnieć. Raz w tygodniu Dorota jeździ na giełdę kwiatową, przywozi naręcza narcyzów, lewkonii, bzu. Najbardziej lubi róże. Pachnąca jest pościel, którą przygotowuje dla gości. Gość z daleka w drodze dostaje telefon: jakie wino wolisz do kolacji? Ona oblicza porę jego przyjazdu, szykuje wannę, żeby kąpiel z pianą była gotowa na czas. Zapala świece, a potem idzie przed dom czekać.

Za bramką najpierw jest ogród. Po kątach stoją rzeźby wyszukane na Allegro albo kupione od znajomych artystów. Na drzewach kilka karmników, ptaki u Wellmanów dokarmia się obowiązkowo. Również dzieci, które pukają do drzwi, wołając "cukierek albo psikus!". Dla nich Dorota wystawia kosz ze słodyczami, a w Wielkanoc wpuszcza dzieci sąsiadów do ogrodu, żeby szukały czekoladowych jajek. Wokół szwenda się leciwy wilczur Baruś. Dorota wypiera myśl, że stary pies niedługo odejdzie. Wozi go do weterynarzy, walczy o każdy miesiąc. Baruś szczeka na sójki, ona idzie doprawić zupę.

Obiad powstaje o piątej rano - Dorota jest z rodziny, gdzie kobiety gotowały zawsze i dużo. Babcia, kresowiaczka (rodzina mamy ma korzenie w Nowogródku), robiła genialne bliny i tort z razowego chleba, do którego dodawała orzechy z własnego ogrodu. Dorota potrafi zrobić faszerowanego szczupaka, wyrafinowane sushi. Ale do stołu zaprasza nielicznych. Ma opinię otwartej i kontaktowej, jednak nie przyjaźni się z całym światem.

Siostra-łata

Najdłuższy staż wśród przyjaciół ma Zygmunt - poznali się jako dzieci na wakacjach w Urlach. Mama Doroty, piękna kobieta o wyrazistych oczach, i ojciec pracujący w handlu zagranicznym wypoczywali tam na wczasach razem z rodzicami chłopaka.

- Czterdzieści cztery lata się znamy i nigdy się na Dorze nie zawiodłem - mówi dziś Zygmunt. - Najpierw widziałem w niej wyłącznie kobietę. Była błyskotliwa, mądra. Słaliśmy sobie listy pełne zwierzeń, a potem "listy mówione" - wielogodzinne nagrania na taśmie z kaseciaka. Dzisiaj Dora dzwoni: "Coś się u ciebie dzieje, gadaj". Wyczuwa, ma jakiś zmysł - opowiada.

Kiedy na początku lat 90. Wellman wsiąkała w środowisko ludzi z telewizji, dostała przezwisko "Matka Ziemia". Na Woronicza w bloku D był wtedy popularny pokój 110, gdzie pracowała grupka młodych dziennikarzy robiących pierwsze publicystyczne programy na żywo. Dorota szybko została uznana za siostrę-łatę od wszystkiego. Przepis na bitki, patent na chrypkę, numer do fryzjera, do premiera, do wróżki - miała zawsze. Dziś jest znana z tego, że gdy dzwoni dawno niesłyszany znajomy, zamiast "cześć" mówi: "W czym mogę ci pomóc?". Lubi ludzi, sprawia im drobne przyjemności.

Basia Szczepan, od lat makijażystka Doroty, opowiada: - Mieliśmy niedawno nagranie daleko od Warszawy i w przelocie padło zdanie, że córka kolegi ma urodziny, a chciałaby dostać specjalnego misia. Po zdjęciach Dorota uparła się, że misia zdobędziemy. Krążyłyśmy po nieznanym mieście, ale udało się, miś pojechał do dziewczynki - mówi. Marcin Prokop, telewizyjny partner Doroty, wskazał kiedyś na przegub gościa DDTVN: "Zobacz, jaką ma fajną bransoletkę". Kilka dni później Dorota wręczyła mu paczuszkę z identyczną: "Masz, podobała ci się". Przed Bożym Narodzeniem 50 członkom ekipy programu podarowała po butelce dobrego wina. Pożycza innym pieniądze i nie ustala daty zwrotu. Dlaczego jest taka? I czy zawsze taka? Nie. Bywa osobna, niedostępna. Marcin Prokop mówi: "nieprzysiadalna".

- Jest jak elektrownia, która wytwarza prąd wysokiego napięcia. Czasem musi odpocząć, sama naładować akumulatory. Wtedy wyłącza telefon albo udaje, że jej nie ma - tłumaczy. I ludzie są zaskoczeni: ona nie chce ze mną rozmawiać? Interpretują to jako zarozumiałość. Nie jest tajemnicą, że w TVN są osoby, które deklarują wprost: "z Wellman pracować nie chcę". Punktują: jest pewna siebie, zadziera nosa. Zarzucano jej, że wykorzystuje mocną pozycję, lobbując, by jej kolega Jarosław Kuźniar został prowadzącym program X-Factor. Taki miał być odwet za to, że Kinga Rusin zabiegała o tę pracę dla swojego "kandydata". Wiadomo, że obie za sobą nie przepadają. Kiedyś Dorota skrytykowała jej książkę, Kinga miała żal. Nie chcą fotografować się razem, balon się nadyma, ale Dorota nie odwołała opinii.

Zwierzę telewizyjne

"Jeszcze trzy minuty i przestaję nagrywać, wychodzę" - Wellman jest wściekła. Coś nie gra ze światłem albo są źle ustawione mikrofony. A ona jest przygotowana, zapięta po kołnierzyk. Zna temat, gości, w odpowiednich miejscach scenariusza przykleiła żółte karteczki z notatkami. Jeśli coś wali się z powodu braku profesjonalizmu, dostaje szału.

- Nie ma zachcianek gwiazdy, po prostu nie cierpi bylejakości - mówi Agata Jakóbczak, która zajmuje się organizacją jej spraw pozatelewizyjnych (wykłady dla studentów, szkolenia z wystąpień publicznych itp.), bo Dorota to człowiek orkiestra, często wykorzystuje swoją popularność. Niedawno Agata była z nią w miejscu, gdzie dla Doroty nie przygotowano garderoby. A przecież musi się gdzieś przebrać, przygotować, potrzebuje krzesła, lustra i wieszaka. Wellman wezwała organizatora, wygarnęła mu. I zdziwienie: to ta miła pani Dorota jest taaka? Przyzwyczaiła widzów do wizerunku ciepłej "kumpeli", która ma do siebie dystans. Wypracowała wizerunek antygwiazdy. O show-biznesie wypowiada się z rezerwą, o celebrytach - co najmniej z przekąsem. Drwi z tych, którzy gonią za pustą sławą. Choć w jej karierze był taki moment, kiedy "Wellman wyskakiwała nawet z lodówki" i stała się królową okładek. Niekonsekwencja?

Karolina Korwin Piotrowska mówi: - Ona po prostu umie używać mediów, żyje z nimi w symbiozie. Ale nie chodzi do nich po to, żeby "rozkładać nóżki", opowiadać o dziurach w zębach. Za jej pojawieniem się w gazecie czy telewizji zawsze stoi przekaz. I ludzie czują, że w Wellman nie ma fałszu - komentuje.

Trudno złapać Dorotę na "rozjechaniu się" deklaracji i życia. Chociaż... Powtarza, że nie interesują jej ścianki i nagrody.

- Wyraża się o nich lekceważąco, ale jak każdy z nas, uprawiający ekstrawertyczny zawód, potrzebuje wyrazów uznania, świadectwa sensu swojej pracy - mówi Marcin Prokop. - Jeśli tego nie dostaje, zaczyna wątpić w siebie. Kiedy spływa na nią uznanie widzów, szefów, rozkwita - opowiada.

Widzowie nie zawodzą. Na jakimś spotkaniu dopadła ją miła starsza pani. Koniecznie chciała ją wycałować, przytulić się. - "My się znamy? - dopytywała Dorota. - Oczywiście! Przecież kilka razy w tygodniu przez trzy godziny jest pani w moim domu".

Lubią ją za spontaniczność. Dorota przez lata nauczyła się panować nad językiem, ale czasem ją ponosi. Nagranie programu Miasto kobiet (przez 11 lat produkował go TVN Style), temat: in vitro. W studiu specjaliści, między innymi lekarka, która obraźliwie wyraża się o kobietach, które korzystają z tej metody. I ich dzieciach. Dorota bębni palcami po oparciu kanapy, Paulina Młynarska, współprowadząca, wie, że to ostrzeżenie przed wybuchem. Próbuje łagodzić, ale Wellman wypala: "I to ma być lekarz?!". Zagotowała się, przerywa nagranie. Po chwili przeprasza gościa, wracają do pracy.

Nie wytrzymuje znowu, kiedy jest mowa o lekarzach doradzających bezpłodnym mężczyznom spokojniejsze życie: "Najbardziej mnie wkurza, kiedy lekarz, k..., mówi, że mam żyć bezstresowo!". Tekst idzie na antenę, hejterzy reagują natychmiast: "Wellman jest wulgarna i arogancka!". Dorota komentarzy nie czyta, ale swoich reakcji się nie wstydzi. Taka jest - impulsywna, szczera. "Choćby skały srały, nie wyjadę z tego kraju, nie jestem obywatelem gorszej kategorii" - powiedziała niedawno w programie Tomasza Lisa.

Minimalne wyroki sądowe dla ratowników medycznych z Elbląga, którzy zgwałcili chorą koleżankę podczas wyjazdu służbowego, komentuje: "Powinni trafić do więzienia, gdzie zrobiono by im z d... jesień średniowiecza".

Za ostra? Niemedialna? Czy gdy z amatorskiej telewizji NTW przed laty przenosiła się do profesjonalnej TVP, redaktorzy magazynu kulturalnego Goniec ryzykowali, że zatrudniają osobę nieobliczalną?

- Nie. Ona nigdy nie była telewizyjnym chuliganem. Mimo zadziorności miała charyzmę i talent. A przede wszystkim własne zdanie - wspomina Andrzej Horubała, wtedy szef kultury w Jedynce. Gdy Dorota przeniosła się na Woronicza, dostała pseudonim "kałasznikow". Przez długi czas definiował ją jako kobietę.

Zaczarowana dorożka

"Weźmy dorożkę. Kupimy wino i pojedziemy na Kazimierz", mówi do Zygmunta albo któregoś z przyjaciół. Noc w Krakowie spędzają, włócząc się po pustych ulicach. Romantyczna? Tak. Kobieca? Tak. Babcia jej powiedziała: "Ładna to ty, Dorotko, nie jesteś, ale uroku masz tyle, że oczarujesz każdego faceta". Dorota o swojej niefilmowej urodzie mówi: "W telewizji jestem kontrapunktem". Czytaj: dla typowych ślicznych pań o wąskiej talii. Ona ma piękną skórę, zęby i wyćwiczone mięśnie. Podczas jednego z programów powiedziała do gościa: proszę uderzyć w mój brzuch, podciągnęła bluzkę. "Kaloryfer", z uznaniem zdziwił się tamten.

Dorota dba o siebie, choć - jak mówi Basia Szczepan, jej makijażystka - sztyftować się nie lubi. Głowę myje nawet dwa razy dziennie, ma fioła na punkcie paznokci. Chomikuje flakony perfum, choć najbardziej lubi jedne, Chloé EDP. Bez opamiętania kupuje T-shirty, ale kocha także sukienki. Kiedyś nie kochała. Uważała, że spodnie i sweter lepiej się łączą z jej zaczepnym sposobem bycia i mówienia. To był właśnie pierwszy okres na Woronicza. Wcześniej, po studiach, była inna, więc o jej kobiecości można powiedzieć: ewoluująca.

Andrzej Domalik, reżyser filmu "Schodami w górę, schodami w dół", w którym Dorota pracowała jako asystentka reżysera, pamięta ją tak: - Nic z chłopaka. Uśmiechnięta, urocza, zabawna. Arsenał brzydkich słów o połowę mniejszy niż dziś. Nosiła sukienki, była pełna wdzięku - opowiada.

"Kałasznikow" powstał z potrzeby pokazania, że Dorota jest nie tylko inteligentna, ale i twarda. Że mimo niemedialnej powierzchowności może zajść wysoko. I szła. Poczuła, że naprawdę coś osiągnęła, kiedy została prowadzącą program "Raport. Emisja na żywo", poważne tematy, w studiu duża publiczność. Panowała nad tym, była zadowolona. I wtedy poproszono ją do gabinetu kogoś ważnego, kto zakomunikował: musimy skończyć współpracę. W korytarzach powtarzano: "Wellman wyleciała, bo jest za gruba". I to był dla niej cios. Do ostatniego programu przygotowywała się w zacisznym dziale dokumentacji prasowej. Czytała wycinki prasowe i płakała. To był jedyny raz, kiedy załamała się tak otwarcie. I ostatni, kiedy strzelał kałasznikow.

W pierwszym odcinku DDTVN wystąpiła w bluzce z dużym dekoltem, umalowana, kobieca. Kilka lat temu pokazała się w odważnej sesji reklamującej bieliznę. Autorem zdjęć był Łukasz Pik. - Nigdy nie spotkałem kobiety tak świadomej swojej wartości, oswojonej z ciałem. Przed obiektywem była lepsza niż młode modelki. Zrobiliśmy pięćdziesiąt zdjęć, każde dobre. Na koniec Dorota powiedziała: nie chcę żadnego retuszu! Uważam, że ona urodziła się do pracy przed kamerą - mówi Łukasz.

Nawet jeśli ma rację, sama Dorota zupełnie inaczej rozumie swoją życiową misję.

Dowiedz się więcej na temat: Dorota Wellman

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama