Przejdź na stronę główną Interia.pl

Co pani powie?!

W mediach to fenomen. Nie ma już audycji, dzięki którym Krystyna Czubówna zaistniała w radiu, w telewizji od lat nie prowadzi "Panoramy", a jednak zna ją cała Polska. Nie widać jej, a wciąż jest niezwykle popularna i lubiana.

Naprawdę, nie jestem typem gawędziarza - broni się Krystyna Czubówna, gdy próbuję namówić ją na rozmowę. Zarzeka się, że od dawna nie udziela wywiadów, wymawia się brakiem czasu. Wciąż dużo pracuje, często wyjeżdża. W wolnych chwilach załatwia sprawy rodziców i opiekuje się trzyletnią wnuczką Zosią. - W moim domu trwa niekończący się remont - wymienia kolejną przeszkodę. - Fachowcy znów nie zrobili tego, o co prosiłam. A ja nie z tych, co będą żyli z usterkami i udawali, że wszystko jest w porządku. Jak coś mi się nie podoba, nie odpuszczam.

Reklama

Zawsze była perfekcjonistką. Kiedy słucha dzisiejszych audycji radiowych, rażą ją niekompetencja i brak kultury słowa. - Teraz przed mikrofonem siadają ludzie, którzy dawniej mieliby zamkniętą furtkę w radiu i telewizji. Zasad wymowy w językach obcych uczyłam się jeszcze z przedwojennej biblii spikerów, tzw. miłoszówki. Jestem chyba ostatnią, która ją ma i zna. Nie ma w niej zgody na bylejakość, ale nie prowadzi z nikim wojny. Wie, że nie zmieni świata, może tylko skupić się na tym, co sama robi.

Krysia była "gotowcem"

Po miesiącach umawiania się w końcu siedzimy w jej ulubionej cukierni na Mokotowie. - O tym, że mam dobry głos, dowiedziałam się późno, dopiero na studiach - zaczyna wspomnienia.

Jako dziewczyna marzyła o aktorstwie i mieszkaniu w Krakowie, ale jej mama nie chciała o tym słyszeć. Była posłuszną córką, obiecała, że zdobędzie poważny zawód. Poszła na handel zagraniczny, ale to okazało się niewypałem, dostała się więc na prawo. Studiowała w Warszawie, opiekowała się babcią i dorabiała jako ankieterka. Tak trafiła do radia. Tam ktoś zwrócił na nią uwagę i spytał, czy nie poszłaby na przesłuchania mikrofonowe. Była zaskoczona propozycją. Czuła się szarą myszką, nie sądziła, że coś z tego wyniknie. Wkrótce stanęła przed komisją złożoną z reżyserów radiowych. Dali jej różne teksty do przeczytania. Okazało się, że mikrofon ją lubi, nawet bardzo. - Ma wrodzony talent - wyjaśnia Joanna Luboń, która wyszkoliła wielu polskich spikerów. - Krysia była "gotowcem", kimś, kogo nie trzeba uczyć. W jej ustach każdy tekst ożywał. Ma bezbłędną intuicję. Wśród tych, dla których głos jest instrumentem, ona jest prawdziwym wirtuozem.

Komisja przesłuchująca Czubównę była pod wrażeniem. Od razu dostała odręczną zgodę na występowanie na antenie. - Mam ją do dziś. To jeden z nielicznych dokumentów, który przechowuję. Z reguły niczego nie zbieram, nawet zdjęć. Nie lubię wracać do przeszłości - mówi. Prawo jednak skończyła. Właściwie tylko po to, żeby mieć dyplom. Wiedziała już, że prawnikiem nie zostanie. Odnalazła zawód, była lektorem.

Kłamstwa doskonałe

Do "Lata z radiem" trafiła przypadkiem. Pracowała tam koleżanka. Szef obiecał, że puści ją na urlop, jak przyprowadzi kogoś w zastępstwie. Do redakcji przychodziły całe worki z listami, Krystyna Czubówna miała je czytać. Potem ktoś powiedział szefowi, że ona ma kartę mikrofonową. Postanowił sprawdzić, co potrafi . Rzucił ją na głęboką wodę i… nie utonęła. W nagrodę dostała dwa antenowe kąciki: "Koncert spełnionych marzeń" i "Kącik złamanych serc". - Redakcyjni koledzy doznali szoku - opowiada. - Było dla nich nie do pojęcia, że siadłam przed mikrofonem i od razu czułam się swobodnie. Nie peszyła mnie obecność ludzi w reżyserce ani tym bardziej słuchaczy.

Brak tremy zawdzięcza występom w dzieciństwie. Zaczęła już w przedszkolu u sióstr felicjanek w Nowym Sączu. W podstawówce dawała popisy gimnastyki artystycznej, grała w szkolnym teatrzyku, śpiewała, recytowała wiersze. Wszechstronnie uzdolniona, świetna uczennica, angażowała się społecznie, ale mimo wielu sukcesów rzadko słyszała pochwały. - Nikt mi nie powiedział, że mam jakiś talent - wspomina.

Mama robiła wszystko, by jej nie rozpieścić. Była surowa i wymagająca, bo tak pojmowała dobre wychowanie. Będąc prymuską, Czubówna nie mogła pozwolić sobie na złapanie dwói. Gdy nie zdążyła przygotować się do klasówki, wykazywała się wielką pomysłowością. Koncertowo mdlała albo dzwoniła do szkoły i wymyślała niestworzone historie. W jednym z wyimaginowanych wypadków "ranna" została jej przyjaciółka. Skrupulatnie obliczyła, jak długo goi się taka rana i przez cały ten czas smarowała jej rękę gencjaną, zakładając świeże opatrunki. - Gdybym została przyłapana, spaliłabym się ze wstydu. Moje kłamstwa musiały być doskonałe.

Na uznanie w oczach mamy trudno było zasłużyć, jej ulubiony zwrot brzmiał: "Ciebie na to stać". - Ten zimny wychów miał swoje złe i dobre strony - ocenia Czubówna. - Czasem się nad sobą rozczulę, że nie byłam dowartościowywana. Ale są też plusy tej sytuacji. Nigdy żaden sukces nie przewrócił mi w głowie. Mnie po prostu nie można było popsuć.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje