Przejdź na stronę główną Interia.pl

Chłopak na opak

Tradycyjny model, w którym mężczyzna dominuje w związku, pracuje i utrzymuje dom, a kobieta jest przy dzieciach w kuchni, zdaje się przechodzić do lamusa. I nie ma się tu o co spierać. Pozostaje pytanie, jaki będzie nowy podział ról?

Centrum handlowe, Warszawa. Sklep za sklepem zalicza rodzinna wycieczka. Z przodu Monika Piątkowska, dziennikarka. Drobna, w ciemnej bluzie i dżinsach, idzie energicznym krokiem. Tuż za nią córeczka, sześcioletnia Pola, potem ośmioletni Jeremi. Za nimi na końcu mąż Moniki Leszek Talko, pisarz i felietonista. – Najpierw ubrania, potem buty, a na końcu karuzela – decyduje mama. Wie, że odwrotny plan przyniesie katastrofalne skutki. – Jestem przewodnikiem stada, w domu nawet psy i koty, których mamy pięć, tak mnie traktują – mówi ze śmiechem. Trochę rozumie niechęć dzieci do zakupów. Sama nie może się przekonać do kupowania butów.

Wolę być Jankiem

Reklama

Rodzina Talków mieszka w środku lasu, trzydzieści kilometrów od Warszawy. Duży ogród, a w nim drewniany dom. W środku przytulnie: drewniane podłogi, indyjskie meble, ogień w kominku.

– Mamy inną pracę niż rodzice kolegów naszych dzieci – mówi Piątkowska. – Poli i Jeremiemu trudno wytłumaczyć, dlaczego mama nie wychodzi rano do biura i co właściwie robi, gdy siedzi przed komputerem. Kiedy w przedszkolu mieli opowiedzieć o zawodach rodziców, okazało się, że mama jest sprzątaczką, a tata kucharzem. Pola rywalizuje z bratem i chce być Batmanem.

Monika Piątkowska też taka była. – Koleżanki marzyły o tym, by być Oleńką Billewiczówną z „Potopu” albo Marusią – mówi. – A ja zawsze wybierałam rolę Janka z „Czterech pancernych i psa”. Marusia czy Lidka wcale mnie nie interesowały.

– Byłam buntowniczką i rozrabiaką, bynajmniej nie grzeczną dziewczynką. Już w przedszkolu rządziłam grupą chłopaków – śmieje się, wspominając swoje dzieciństwo w Trójmieście aktorka Daria Widawska. W liceum nosiła koszule i sprane, wyciągnięte z szafy żeglarskie swetry ojca, do tego wąskie dżinsy, które sama przerabiała. „Jedyny facet na roku”, tak nazwała ją koleżanka z warszawskiej Akademii Teatralnej.

To ona, zamiast kolegów, najczęściej ustawiała przed sceną w szkole widownię i przenosiła kilkadziesiąt ciężkich krzeseł. Dziś nikogo nie dziwi, że kobiety wykazują cechy przywódcze, są silne, wykonują męskie zadania. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu różnice zachowań dotyczące płci były jasno określone, panowały nienaruszalne zasady. Mężczyzna zdobywał świat, robił karierę, był żywicielem i opiekunem rodziny.

Ale kobiety zaczęły przekraczać tę niepisaną granicę, wyszły z domów, pracują równie ciężko i sięgają po wysokie stanowiska. Kiedy siedzimy na kanapie przy kominku w domu Talków, to Leszek podaje nam herbatę i ciasteczka. Ich kuchnia została zaprojektowana zgodnie z jego pomysłem, bo to on przygotowuje śniadania, obiady, kolacje. – Uwielbia gotować, jest mistrzem w robieniu tajskich potraw, umie się na tym skupić i ma do tego talent – mówi Monika Piątkowska. – Kiedy wstaję rano, pyta, co chcę na śniadanie. Gdy wyjeżdża i zostaję sama z dziećmi, jemy głównie frytki i kanapki, bo ja nic innego nie umiem zrobić.

Niedawno odwiedziła mnie przyjaciółka. Leszek naprawiał samochód, potem przyszedł i podał nam zrobiony przez siebie obiad. Ona przecierała oczy ze zdumienia i na koniec powiedziała: „Monika, żyjesz w raju”. Piątkowskiej wydaje się to naturalne, bo w ich domu nie ma podziału na role damskie i męskie, są tylko zadania, które należy wykonywać, i każde z nich specjalizuje się w czymś innym. On robi zakupy, wynajduje meble oraz gadżety do mieszkania. Ona natomiast sprząta, a ostatnio uwielbia prace ogrodowe. To zamiłowanie odkryła całkiem nieoczekiwanie dopiero po przeprowadzce na wieś. Teraz jeździ do sklepu ogrodniczego i kupuje naraz kilkadziesiąt roślin, które potem sadzi w ogrodzie.

Daria Widawska lubi remonty. Niedawno szef ekipy budowlanej, która pracowała u niej w domu, powiedział: „Pani Dario, pani zawsze dokładnie wie, czego chce. Nie zastanawia się długo, tylko mówi wprost. I po męsku podejmuje decyzje”.

– Myślenie techniczne i kombinowanie sprawia mi przyjemność, bo wiem, że będzie fajny efekt – mówi aktorka. – Ale wbicie gwoździa w ścianę zostawiam mężowi. W drodze kompromisu wyznaczamy domowe ścieżki – tak mówi o swoim małżeństwie z operatorem Michałem Jarosińskim. Są ze sobą kilka lat i cały czas uczą się wspólnego życia. Widawska przyznaje, że stara się stosować zasadę babci, która mówiła: „Męża chwal! Nie bądź małostkowa. Doceniaj to, co robi, i nie krytykuj”. W domu to ona najczęściej sprząta, ale nie znosi gotowania. Zdarzają się im więc spory.

– Michał chciałby, żebym coś zrobiła, a ja się wymiguję, mówiąc, że najlepszymi szefami kuchni są mężczyźni – dodaje. – Ale każde z nas, gdy zostaje w domu z dwuletnim synkiem Iwem, jest przygotowane na zrobienie mu obiadu. Życie jest zbyt krótkie i zbyt fajne, żeby zawracać sobie głowę sporami – podkreśla Widawska.

- Michał chciałby, żebym coś zrobiła, a ja się wymiguję, mówiąc, że najlepszymi szefami kuchni są mężczyźni - dodaje. - Ale każde z nas, gdy zostaje w domu z dwuletnim synkiem Iwem, jest przygotowane na zrobienie mu obiadu. Życie jest zbyt krótkie i zbyt fajne, żeby zawracać sobie głowę sporami - podkreśla Widawska.

Jak nas wychowano

Z badań społecznych wynika, że Polska nie jest wyemancypowanym krajem. Mężczyźni nie biorą dużego udziału w obowiązkach domowych. Pranie i gotowanie pozostaje wciąż domeną kobiet. Trochę częściej mężczyźni deklarują swój udział w zmywaniu naczyń i sprzątaniu domu, jednak i te czynności wykonują głównie panie. Tylko cztery na 10 tysięcy kobiet obarczonych rodziną i dziećmi przyznaje, że nie wykonuje żadnych prac domowych - wynika z sondaży Centrum Badania Opinii Społecznej. Równocześnie aż 11 mężczyzn na 100 deklaruje, że w żaden sposób nie uczestniczy w pracach związanych z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje