Przejdź na stronę główną Interia.pl

Agnieszka Suchora: Życie to nie teatr

Artystą się bywa. Sukces zależy od tylu rzeczy. Dojrzałość aktora polega na cierpliwości, tyle gwiazd zabłysło późno, po latach pracy w innych zawodach. Agnieszka Suchora jest z aktorskiego domu. Jej droga na scenę była przetarta, ale też nigdy nie myślała: "muszę". Po prostu żyła. Dość namiętnie. Aż zdarzył się sukces. Zagrała wybitną rolę w nagrodzonej Cichej nocy. - Nie będę ukrywać, że to przyjemne - mówi skromnie. Czekamy na ciąg dalszy.

Spotykamy się w kawiarni w centrum Warszawy. Agnieszka Suchora sprawia wrażenie osoby, obok której czas przepływa obojętnie. Wygląda jak nastolatka. Szczupła sylwetka, dżinsy, sportowe buty. Spontaniczna, bezpośrednia, sporo mówi o córce osiemnastolatce, z której jest dumna. W trakcie wywiadu wypija trzy kawy. Stawiają ją na nogi, bo krótko sypia. W jej życiu dużo się teraz dzieje.

Reklama

Wróciła pani na ekran z fanfarami. Do kin weszła "Cicha noc", najlepszy film festiwalu w Gdyni. Krytycy o pani roli piszą "genialna". Spodziewała się pani takiego sukcesu?

Agnieszka Suchora: Nie. Czułam, że robimy coś dobrego, scenariusz był świetny, słyszeliśmy, że to udany film, ale nikt się nie spodziewał Złotych Lwów. Nie zabrałam nawet sukienki na festiwalową galę. W piątek już się powoli pakowałam, a tu nagle telefon, żebyśmy zostali. "Oho! Coś się może zdarzyć", pomyślałam.

A pani nieprzygotowana, bez sukienki.

- Poradziłam sobie, bo jestem zadaniowa, szybko coś zorganizowałam, sukienka była najmniej ważna. Mój pierwszy festiwal w życiu i taka historia?! W piżamie bym poszła.

Jest grupa aktorek, które do wielkich ról dojrzewają powoli. Myśli pani: "To przełom, będzie tylko lepiej"?

- Nie wiem, czy moja kariera się rozpędza. Po prostu miałam szczęście zagrać w dobrym filmie. Nie będę ukrywać, że to, co spotyka mnie teraz, jest przyjemne. Po to uprawiam ten zawód, by usłyszeć: "dobrze zagrałaś". Lubię, gdy widzowie czekają na mnie po spektaklu, chcąc powiedzieć coś miłego. Ale za długo jestem aktorką, by zachłysnąć się jednym momentem. W naszym zawodzie nie należy za dużo oczekiwać, ponieważ rozczarowania są frustrujące. Ja nie lubię być sfrustrowana. Zaproszono mnie na casting do "Cichej nocy". Gdy kończyły się zdjęcia próbne, pomyślałam: "Fajna ekipa, miło byłoby z nimi popracować", ale nic więcej. Tydzień później zadzwonił reżyser Piotrek Domalewski i zapytał, czy zagram. Bardzo się ucieszyłam. Dostałam szansę, a moja rola okazała się na tyle duża, że pierwszy raz w życiu jestem na plakacie.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu Twój STYL - już w sprzedaży!


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje