Przejdź na stronę główną Interia.pl

A w głowie? Już dawno się przewróciło

Jak odmawiałem pierwszy raz, to myślałem, że coś mi się zawala. Ale nie mogłem nie odmówić, bo jak bym nie odmówił, to nie mógłbym spojrzeć sobie w oczy. To było ryzyko, bo po tej odmowie mogło już nie być następnej propozycji - mówi Robert Więckiewicz.

Małgorzata Domagalik: Słyszałam, że nie przepada pan za dziennikarzami.

Reklama

Robert Więckiewicz: Nie mam nic przeciwko dziennikarzom, mogę z nimi rozmawiać. Najlepiej o czymś.

Tak przy okazji, to po panu mistrzem w tym cyklu będzie Joe Cocker. Bardzo się cieszę, bo to fantastyczny artysta. Lubię bohaterów, którzy dostają od życia po głowie, a mimo to potrafią się odbić od dna.

- Rzeczywiście, wydostał się na powierzchnię, a nawet wyżej. A przy okazji dziękuję za ten wstęp, bo to precyzyjnie ustawia mnie w tym gwiazdozbiorze.

To prawda, a co z tymi dziennikarzami?

- Ja już wszystko powiedziałem, co jeszcze mogę dodać? Tak naprawdę to wolę słuchać. Możemy jeszcze przyjąć opcję: tak - nie. To moja ulubiona (śmiech).

Moja nie.

- Pani Małgorzato, to rozmawiajmy.

Wie pan, jak mam na imię?

- Tak, jest pani znaną osobą.

Pamięta pan moment: dzwoni telefon i ktoś chce zrobić z panem ten pierwszy wywiad?

- Za pierwszym razem, to było w Poznaniu, jakaś dziennikarka z lokalnej gazety chciała ze mną porozmawiać. Wtedy jeszcze wydawało mi się, że mam coś do powiedzenia. Zgodziłem się, było bardzo miło, krótki wywiad, taki pach-pach.

Był pan już rozpoznawalny?

- Spędziłem tam pięć lat, zagrałem parę ról w teatrze, sądzę, że w niewielkim stopniu tak, ale to nie było to, co teraz.

Teraz to siedzi przede mną Robert zawodowiec.

- Staram się.

A jak bym powiedziała, że dla mnie jest pan bardziej aktorem w amerykańskim stylu niż tym znad Wisły, to co?

- To jest komplement?

Tak.

- No to dziękuję. Jeśli pomyśleć w kategoriach profesjonalizmu, to jest komplement, i na tym chyba kończą się nasze podobieństwa.

Edward Norton to pana ulubiony aktor. Dlaczego?

- Jeden z ulubionych.

Co Więckiewicz widzi w Nortonie?

- To, czego sam nie ma (dzwoni telefon). Przepraszam, nie będę odbierał.

A jak to z Hollywood?

- To zadzwonią jeszcze raz.

Słusznie.

- To proste: jak pani idzie do kina i ogląda film albo wystawę, to albo panią bierze, albo nie. Norton mnie bierze. Nie ma znaczenia dlaczego. Może dlatego, że na pierwszy rzut oka on ma to, czego ja nie mam, czyli taki delikatny, subtelny wygląd.

Ma w sobie przede wszystkim tajemnicę. Jest Norton, który gra, ale jest też ten drugi plan, ten prywatny, i to dla widza jest fascynujące. Więckiewicz ma podobnie.

- Owszem. Ale odwołując się jeszcze do Nortona, on jest dokładnie moim przeciwieństwem. Kiedy sobie wyobrażę siebie i to, jak jestem postrzegany - teraz już na szczęście trochę rzadziej - to rzeczywiście mam jeszcze drugą stronę i chciałbym, żeby to było czytelne. Na przykład ten delikatny Norton w filmie "American history X" ("Więzień nienawiści") Tony'ego Kaye'a gra nazistę, brutalnego człowieka. Widzimy chłopca, który nagle staje się potworem. Chciałbym przejść taką drogę, żeby zagrać faceta z blizną, który wciela się w kogoś niezwykle subtelnego.

Jeżeli chodzi o Seana Penna, też pana ulubieńca, to jest znak równości?

- Są aktorzy, którzy bardzo mocno na mnie działają, lubię patrzeć na to, co robią, i podziwiam w nich wszystko. Widzę warsztat i osobowość, i to mi wystarczy.

Ja miałam długą fascynację Gene'em Hackmanem.

- Lata 70. tak naprawdę do niego należą.

Niestety, ktoś mi niedawno powiedział, kto gra z nim w golfa, że jest nudnym facetem. A dlatego mówię o Hackmanie, bo kiedy oglądałam film "Zero" Pawła Borowskiego, w którym pan gra, to miałam skojarzenia z "Rozmową" Francisa F. Coppoli. I rolą Hackmana.

- Miło mi. Tutaj trzeba ukłonić się Pawłowi Borowskiemu, bo to on spowodował, że ta rola wygląda tak, a nie inaczej. Myśmy sporo czasu spędzili nad scenariuszem i to, co mnie zafascynowało, to fakt, że mój bohater mówi tylko tyle, ile jest to konieczne. W ogóle w aktorstwie najfajniejsze i najistotniejsze jest to, żeby coś zakrywać, a nie odkrywać.

Znowu ten Norton.

- I ta rola właśnie taka była. Zadanie reżysera polegało na tym, żeby mnie trzymał na uwięzi, nie dał mi się rozpędzić. To było interesujące doświadczenie. Jestem bardzo ekspresyjny w pracy. A tu chodziło o to, aby więcej upakować do środka, a mniej pokazać na zewnątrz. I skoro pani mówi, że jej się podobało, to chyba się udało. Im dalej w las, tym bardziej interesują mnie subtelniejsze rzeczy, nie takie łopatologiczne, czarno-białe sytuacje. Jestem już w stanie uwierzyć, że człowiek może być taki, a nie inny.

Że wszystko, co w scenariuszu, jest wymyślone?

- Tak, jako aktor jestem w stanie zagrać kogoś totalnie odmiennego od siebie.

To jest rajcujące?

- Tak. Na jakiś czas do pewnego stopnia staję się kimś innym. Dwa tygodnie temu skończyłem film z reżyserem Gregiem Zglińskim. Gram faceta, który przez całe życie się boi - nie tylko agresji, ale i dokonywania wyborów. W gruncie rzeczy to człowiek strasznie zakłamany, dopiero pewne zdarzenie sprawia, że skorupa pęka. Musi przeżyć śmierć brata, żeby zobaczyć, że tak naprawdę to on nigdy nie żył. To było wyzwanie, bo w wielu sytuacjach ze scenariusza zareagowałbym zupełnie inaczej niż Alfred, którego grałem. To jest mięso tego zawodu. To nie jest tak, że wchodzę i to jestem ja. Kto chciałby mnie oglądać prywatnie?

To też nie do końca tak, bo kiedy pójdę na "Śluby panieńskie" w reż. Filipa Bajona, to się cieszę, że to akurat Więckiewicz gra Radosta.

- Nie widziałem jeszcze tego filmu. Przed premierą jest gigantyczny stres. Po prostu się boję.

Można przecież zawsze sobie powiedzieć: "To nie ja się mylę, mylą się ci, którzy nie widzą tego co dobre, albo ci, którzy nie potrafią o tym napisać".

- Żeby nie być tak skromnym, to jest i tak, i tak. Ale wiem, kiedy się mylę. Bo ja się często mylę. Do końca nigdy nie wiadomo. Może się wydawać, że coś żeśmy zepsuli, a właśnie to okaże się dobre, a to, co myśleliśmy, że było super, będzie średnie.

Przypominam sobie, jak pan mówił, że w "Vinci" Juliusza Machulskiego sprawdzał pan, czy kosmyk na głowie aby dobrze wygląda.

- Wtedy bardziej zwracałem uwagę, jak wyglądam przed kamerą. Teraz, oczywiście, też chciałbym wyglądać odpowiednio dla danej postaci, ale nie zastanawiam się nad jakimś kosmykiem. Idealna sytuacja byłaby wtedy, gdybym grał taki, jaki jestem. Mówię o wyglądzie zewnętrznym - żebym nie musiał myśleć, czy coś jest tak, czy tak.

Gdybyśmy np. siedzieli teraz w studiu telewizyjnym, to ludzie by patrzyli na pana takiego, jakim pan jest.

- Dawno już nie byłem w studiu telewizyjnym w takim charakterze.

Nie przyjmuje pan zaproszeń?

Gdyby pani mnie zaprosiła... to inna sytuacja. Bo kiedy ktoś dzwoni i prosi, żebym coś powiedział na temat: "Kiedy mężczyzna płacze?", to ja nie idę, bo nic o tym nie wiem.

Chyba nieraz zdarzyło się panu popłakać?

- …

Jak pan uderzył się młotkiem w palec, to chyba pan się popłakał?

(śmiech)

Widzowie lubią w granej postaci, ale i w Więckiewiczu, tym prywatnym, odnaleźć cząstkę siebie.

- Po pierwsze, traktuję swój zawód jako misję. Natomiast dlaczego tak długo trwało, zanim w końcu przyjechałem na to dziesiąte piętro do pani… Już mogę powiedzieć, że rozmowa z panią jest fantastyczna, jak sobie tak siedzimy…

Będzie pan autoryzował, nie lubię zmian, więc?

- Wiem, że pani nie znosi zmian, a ja właśnie je lubię.

I?

- Tego, że fantastycznie się z panią rozmawia, nie wyrzucę, proszę się nie bać. I Nortona też zostawimy. Natomiast czym innym jest rozmowa, którą sobie tu w kameralnym gabinecie przeprowadzamy, a czym innym świadomość, że pani to wydrukuje w kilkuset tysiącach egzemplarzy. I to mi się mniej podoba. Chciałbym być znany z tego, co robię, a nie z tego, kim jestem prywatnie. Murarz domy buduje, piekarz…

…dziennikarz zadaje pytania, rozmówca nie zawsze odpowiada. Ale nie rozmawiajmy tak.

- Mam za dużo problemów z jednej strony, a z drugiej radości sam ze sobą, ze swoim i moich bliskich życiem, żebym jeszcze próbował obdzielać tym innych. I jeszcze jedna kwestia. Mój problem w relacjach z dziennikarzami polega na tym, że jestem dość bezbronną osobą.

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Domagalik | Rafal Wiąckiewicz | wywiady | aktor | gwiazda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje