Przejdź na stronę główną Interia.pl

Domagalik i Vega

​Patryk Vega - reżyser, scenarzysta i pisarz. Absolwent socjologii w Collegium Civitas w Warszawie. Zadebiutował scenariuszem filmu i serialu "Pierwszy milion" (1999). Jego pierwszym wyreżyserowanym filmem był "Pitbull" (zrealizowany także jako serial). Nakręcił seriale: "Twarzą w twarz", "Instynkt", oraz filmy: "Last minute", "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", "Służby specjalne" (także serial). W tym roku do kin wszedł "Pitbull. Nowe porządki", a 11 listopada będzie miała premierę kontynuacja serii - "Pitbull. Niebezpieczne kobiety". Vega pisze też książki będące uzupełnieniem jego scenariuszy. Ukazały się dwie części opowieści o policji: "Złe psy..." i "Służby specjalne" - o działaniu polskiego wywiadu, oraz "Niebezpieczne kobiety. Cała prawda o kobietach w polskiej policji". Ma 39 lat.

Małgorzata Domagalik: Przytyłeś?

Reklama

Patryk Vega: Muszę się odchudzać. Mam z jedzeniem dramatyczną sytuację, siedzenie na kanapie przy scenariuszach...

Dziękuję, że mogłam obejrzeć twój film w takiej jeszcze nie 100-procentowej wersji.

- Ja się tego wystrzegam, bo to jednak duży dyskomfort. Potem ludzie oglądają film z muzyką, koloryzacją, z dialogami i są przekonani, że zobaczyli inny film. Wydaje im się, że coś przemontowałem. Różnica jest totalna. Kiedyś robili takie testy - różnicowali ludziom kopie od tzw. żylety do VHS i się okazało, że nie przeszkadza im obraz, ale przez to, że ucho o trzy milisekundy łapie szybciej dźwięk niż oko obraz, to kiepski dźwięk powodował u nich dyskomfort. A jak jeszcze nie słychać części dialogów...

...ale słychać ciebie. Jesteś zaskakująco miły na planie. Tak ładnie zwracałeś się do aktorek, żadnych wrzasków...

- Do każdego człowieka trzeba znaleźć klucz i niekiedy jest tak, że są ludzie, którzy potrzebują dyscypliny, i czasem krzyk, zdenerwowanie kogoś powodują, że on wchodzi na taki poziom adrenaliny, że to służy scenie. Uważam, że nie wolno poniżać aktorów. Są reżyserzy, którzy się pompują samym faktem bycia reżyserem, co nie służy filmowi. Generalnie z biegiem lat coraz mniej krzyczę.

A jednak...

- No, czasami się nie da, są rozmaite sytuacje, czasami 100 osób czeka przez jakąś bzdurę kompletną, bo na przykład ktoś nie pomyślał, żeby kupić dwie strzykawki - jedna się stopi i cała ekipa czeka, bo nie mamy rekwizytu. To są sytuacje, które rzeczywiście potrafią mnicha buddyjskiego wyprowadzić z równowagi. Niemniej przy każdym filmie widzę coraz więcej. Przy pierwszym prowadzenie aktora było dla mnie bardzo skomplikowane.

Byłeś nieśmiały czy nie wiedziałeś jak?

- Nigdy wcześniej nie byłem na planie filmowym, i jak tam mnie już puścili...

Pierwszy program na żywo zrobiłam bez próby z kamerą.

- Gratuluję. Ja nie wiedziałem, czy wydaję profesjonalne komendy, skupiłem się na psychologii, na wydobyciu prawdy z człowieka - aktora, co było takim wysiłkiem, że nie byłem w stanie na niczym innym się skoncentrować. Przy kolejnych ogarniałem coraz więcej, dzisiaj sam wybieram obiektywy, a robiąc film, od razu słyszę zdania, których użyję w zwiastunie.

Cały wywiad znajdziesz w listopadowym numerze PANI - już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje