Przejdź na stronę główną Interia.pl

Domagalik i Simlat

Łukasz Simlat - aktor telewizyjny, filmowy i teatralny. Absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej. W 2000 roku zadebiutował w serialu "Dom". Ma na koncie wiele ról, m.in. w serialach "Pakt", "Belfer" oraz takich filmach, jak "Statyści" (reż. Michał Kwieciński), "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (reż. Marek Koterski).

Ostatnio zagrał w trzech głośnych produkcjach: "Zjednoczonych stanach miłości" (reż. Tomasz Wasilewski), "Szatan kazał tańczyć" (reż. Katarzyna Rosłaniec) i "Amoku" (reż. Kasia Adamik). Jest laureatem wielu nagród: za najlepszą drugoplanową rolę męską w filmie "Zjednoczone stany miłości" (na festiwalu w Gdyni, 2016), za tytułową rolę w spektaklu telewizyjnym "Karski" w reż. Magdaleny Łazarkiewicz (na festiwalu Dwa Teatry w Sopocie, 2015). Za etiudę "Magma" (reż. Paweł Maślona) dostał w 2015 roku m.in. nagrodę Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego w kategorii najlepszy aktor. Grał na deskach warszawskich teatrów, m.in.: Narodowego (w "Dożywociu" Fredry, reż. J. Englert), Polonia (w "Trzech siostrach" Czechowa, reż. N. Parry i K. Janda), Studio ("Rewizor" Gogola, reż. Nikołaj Kolada). Teraz możemy go oglądać w sztuce "Z biegiem lat, z biegiem dni [gdzie jest Pepi]" w reż. Agnieszki Glińskiej w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego. W grudniu skończy 40 lat.

Reklama

Małgorzata Domagalik: Jest pan znany?

Łukasz Simlat: A co to znaczy?

Gdybym zapytała teraz przypadkowego przechodnia, czy zna Simlata, to wiedziałby, o kim mówię?

- Nie penetrowałem tego kompletnie, bo mnie to nie interesuje.

Chociaż oczy ma pan "penetrujące", to komplement.

- Tak? Bo mnie świat ciekawi... Jest to też część mojego zawodu. Jak człowiek więcej obserwuje, więcej analizuje i na przykład zaczynają go przerażać pewne rzeczy, na które patrzył dotąd jakby przez szybę, to wtedy warto spojrzeć uważniej. Ale wracając do pani pierwszego pytania, nic złego z powodu rozpoznawalności mi się nie przydarzyło (śmiech).

Czyli gdybym teraz zapytała o pana...

Tutaj, na Krakowskim Przedmieściu?  Myślę, że 80-85 proc. osób spytałoby panią, kto to.

Widocznie trafiłam na te 15 proc., bo jak przyjechałam na spotkanie z panem, to pewien młody człowiek zapytał: "A z kim pani dzisiaj rozmawia?". "Z Simlatem, zna pan?". "No, oczywiście".

Miło. Jakbym stanął obok pani, to ludzie by powiedzieli: o, to ten. Ludzie często nie pamiętają nazwiska, ale nie smuci mnie to, chyba nawet cieszy. Bo to też wpisuje się w to, jak postrzegam swój
zawód i siebie w nim. Zresztą unikam takich sytuacji jak wywiady...

To może dlatego dziś pytająca nie ma zapisanego ani jednego pytania do pana na karteczce przed sobą.

No, nie ma. Ale to dobrze, bo w trakcie wywiadu, jak już się taki zdarzy, staram się bardziej schodzić na terytorium rozmowy. Wywiad zakłada pewną sztuczność, taki rozpisany podział "ról". Czyli wychodzi na to, że ja chyba nie pracuję, bo jeżeli rozmawiam, a nie "wywiaduję", to co to za praca (śmiech).

To ja też nie pracuję, bo lubię mówić. W sensie wypowiadać słowa. W rozmowie najfajniejsze są te wszystkie kluczyki, którymi można otworzyć w drugim człowieku zamknięte szufladki i "penetrować" jedną po drugiej.

To się okaże...

Obejrzałam wszystkie filmy, w których pan grał.

Po co?

Z ciekawości, jakaś baza musi być. I tak mi teraz przyszło do głowy, że nie znam innego aktora w Polsce, który rozbierałby się na ekranie w tak naturalny sposób jak pan. Co więcej, jako widz nie mam poczucia, że pana podglądam, takie jest to "normalne" rozbieranie się (śmiech).

Cały wywiad przeczytasz w najsznowym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama