Przejdź na stronę główną Interia.pl

Domagalik i Seweryn

Jeśli chodzi o mnie, to wierzę w Boga, na pewno jestem grzesznikiem, ale znalazłem swoje miejsce w życiu - mówi w rozmowie z Małgorzatą Domagalik Andrzej Seweryn.

Małgorzata Domagalik: Nie męczą cię już te wywiady?

Reklama

Andrzej Seweryn: - Oj, męczą (śmiech). Mam poczucie, że się powtarzam. Że mówiłem rzeczy, które nie mają dzisiaj szczególnego sensu. Świat ewoluuje, ja ewoluuję i tyle.

Sama coraz częściej łapię się na tym, że my wszyscy ewoluujemy w kierunku rzeczywistości wykreowanej m.in. przez literacki świat Houellebecqa. To, co czytaliśmy u niego, staje się faktem. Zagubiliśmy się w informacyjnym chaosie, w tym, co ma znaczenie, i w tym, co sensu nie ma.

- To jest pewien problem, rozumiem, co mówisz, i to jest głos, który słychać dziś często w świecie: "Europa zagubiona, nie wie, co ma robić, nie ma Boga, nie ma wartości, brak autorytetów...". To są zdecydowane tezy uogólniające. Jest pewnie taka potrzeba, żeby porządkować coś, co wydaje się chaotyczne, ale...

Na przykład chcemy czuć się bezpiecznie...

- Tak, warto popatrzeć na to z indywidualnego punktu widzenia. Jeśli chodzi o mnie, wierzę w Boga, na pewno jestem grzesznikiem, ale dzięki Kasi, mojej żonie, znalazłem swoje miejsce w życiu osobistym, mam wartości, które zawsze były dla mnie ważne, były moimi drogowskazami, dzielę się nimi z moimi dziećmi i wnukami.

Jednak nie żyjesz na bezludnej wyspie, wokół ciebie są też inni, którzy...

- Nie, nie żyję. Pracuję w swoim zawodzie, staram się go wykonywać jak najlepiej. Kiedy rozmawiam z ludźmi poza sceną, czuję, że mamy wspólny język. Dzielą ze mną podobne poglądy. Sto lat temu nikt nie myślał o tym, żeby stawiać tezy dotyczące całego świata, a dzisiaj poprzez technologię my się na to odważamy. I nie mówię, że to niesłuszne, ale my dajemy sobie prawo mówić o Indonezji, Hiszpanii czy Nowej Zelandii. To jest zastanawiające, bo co my tak naprawdę wiemy...

Mówię trochę o czymś innym. Jesteś ukształtowanym, dorosłym już człowiekiem, który ma za sobą wiele życiowych wyborów, między innymi po to, żeby to wszystko było w jakimś sensie spójne. Ale w życiu potrzebna jest też zwrotna, a dziś coraz częściej słyszysz: nie chcę czytać, nie interesuje mnie to, a po co to?

- A to teraz mówimy o czymś innym. Ja nie przepytuję ludzi, czy czytali, nie przepytuję ludzi, czy widzieli. Ja coś im przekazuję, jeżeli jest okazja do dialogu o tym, to mam poczucie, że ten dialog ma miejsce. Nie wygłaszam żadnych wielkich prawd, mówię tylko o tym, że spełnia się wtedy funkcja teatru. Ma miejsce dialog społeczny w teatrze. Być może jestem minimalistą, może realistą, ale uważam to za bardzo ważne i za dowód na to, że ten obraz świata jest bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje.

Ale ja z dziennikarskiego punktu widzenia obserwuję i opisuję świat na przykład poprzez newsy, zdarzenia itd., i słyszę: chcemy jechać na wakacje, ale już nie wiemy dokąd, bo gdzie na przykład będziemy bezpieczni?

- Rozumiem. Przepraszam cię bardzo, ale instytucję "wakacji" wymyślono stosunkowo niedawno. Ludzie kochani, ja mówię to z punktu widzenia Japończyka, Chińczyka, biednego Rosjanina, spotkanego kelnera w hotelu w Hurghadzie czy Włocha, który dba o to, żeby mieć swoją kawiarenkę na Sycylii i móc tam spokojnie egzystować, i on nawet nie myśli o wakacjach.

Ale na pewno chce, żeby przed tą kawiarenką nikt nie strzelał, nie wybuchały ładunki, tak jak to miało miejsce w Londynie. Żeby 80 tysięcy młodych ludzi nie wychodziło w szeregu z rockowego festiwalu, który się nie odbył ostatnio w Niemczech, bo nagle się okazało, że jest zagrożenie terrorystyczne. Może zaraz nastąpi powrót do tego, co stabilne, właściwe, do wartości, a te na razie układają się jak w kalejdoskopie...

- To po prostu cykliczność świata. Oczywiście nie będziemy rozmawiali o polityce. Ale ja wiele lat temu mówiłem, że mam swoją flagę polską, mam swój hymn, który szanuję, i wzruszam się przy nim, i kiedy słyszę język polski i tę ziemię kocham, i że to wcale nie znaczy, że gwiżdżę przy hymnie niemieckim czy rosyjskim. Mój patriotyzm nie jest patriotyzmem skierowanym przeciwko komukolwiek. Nie jest też bezmyślną, ślepą akceptacją wszystkiego co polskie.

Posługujesz się piękną polszczyzną. Czy u ciebie w domu mówiono językiem literackim?

- No skąd! U mnie w domu to pojęcie bardzo względne, bo ja całe życie byłem z mamą, mama nie miała wykształcenia. Ale miałem szkołę podstawową, harcerstwo, nie wiem, jak to się stało. Przy czym nie twierdzę, że mówię tzw. dobrym językiem polskim.

A ja mogę stwierdzić, że mówisz piękną polszczyzną?

- Staram się jakoś, ale to pewnie też rezultat kontaktów z literaturą. Ciekawe, może też Francja na to wpłynęła? Pierwszy raz o tym myślę.

Musiałeś w obcym języku być bardziej precyzyjny?

- To na pewno, ale precyzja języka francuskiego może jakoś zwróciła na to moją uwagę. Czemu więc nie wymagać precyzji w moim rodzimym języku?

Wymagać, a wcielić w czyn?

- Kiedy czasem oglądam moje wystąpienia telewizyjne, to myślę, że mam jeszcze dużo pracy przed sobą.

Cała rozmowa w najnowszym wydaniu magazynu "PANI". W sprzedaży od 21 czerwca.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje