Przejdź na stronę główną Interia.pl

Domagalik i Owsiak

- Niczego nie zgubiłem, wszystko jest na swoim miejscu - mówi Jurek Owsiak w rozmowie z Małgorzatą Domagalik.

Małgorzata Domagalik: Nie lubisz zdjęć... nawet nie wiesz, jak to rozumiem. 

Reklama

Jerzy Owsiak: - Po prostu lubię wszystko sprawnie, szybko, a nie takie ustawianie. Ale jestem otwarty, bo wiem, że to ich praca. Zaraz doniosą kawę i zaczynamy. 

Kim jest ta dziewczyna, która spogląda na nas ze zdjęcia po prawej? 

- To moja córeczka Ewunia, teraz to 27-letnia kobieta, jest w Londynie. Skończyła szkołę filmową w Łodzi, a tam królewską akademię teatralną, specjalność reżyserska. Marzy, żeby pracować w swoim zawodzie. Oczywiście nie pracuje, bo jest szalenie ciężko i na razie - jak wielu artystów na świecie - ustawia w wielkim sklepie wszystko tak, aby było pięknie. A tu, zobacz, jest Ewa z Olą. To moja starsza córka, ukończyła studia telewizyjne w Chicago, Columbia University. To nie jest tak, że nam w głowie siedziało, żeby nasze dzieci studiowały za granicą. Tak wyszło. Ale zawsze mówiliśmy: studiuj, póki mamy pieniądze, chociaż się języka nauczysz. Ola wróciła, jak tylko skończyła studia. Powiedziała nam, że Ameryka to podły, zły kraj, jak wybuchła wojna w Iraku, cała uczelnia wyszła na zewnątrz i powiedziała: w piz... To taka odwrotność sytuacji, jaka u nas była. Pamiętasz, jak w stanie wojennym ktoś u nas pisał: "Oddam kawalerkę za śpiwór w Nowym Jorku". Ola wróciła i tutaj ułożyła sobie życie. Jest restauratorką. Ze swoim partnerem otworzyła włoską restaurację. 

Twoje ulubione włoskie danie? 

- Ja wszelkiego rodzaju pomidorowe lubię, krewetki, które u niej robi prawdziwy neapolitańczyk, kucharz wżeniony w Polskę. Oni wszyscy tak fantastycznie mówią, ich przekleństwa brzmią jak z Felliniego. Nie ma w nich żadnych konotacji złych czy sprośnych, są po prostu ludzkie. Mówię: "Zrób mi sos", i słyszę: "Juro, ale do tego nie robi się sosa". "Proszę, zrób mi sos" (śmiech). I robi mi taki.

Jak często patrzysz na zdjęcie córki, o które zapytałam? 

- Codziennie. 

Jest na nim napis: "Tato, patrzę na ciebie".

- Jest w tym z dziesięć podtekstów. Ja już się kiedyś przyznałem, że może dzieci mają do mnie pretensje, że za mało z nimi byłem, że wyjeżdżałem na trzy tygodnie, miesiące, ale nigdy nie wyczułem, że one chciały takiego tatę, który o 16 przychodzi do domu. 

Kiedyś na pewno wystawią ci pomnik. 

- Dawniej myślałem, że moje dzieci mają do mnie trochę nieuzasadnione pretensje, a teraz wiem, że mogłem to sobie nieco inaczej ułożyć. Ale też bym niczego w życiu nie zmienił. Może bym więcej rozmawiał. I to "Tato, patrzę na ciebie" jest właśnie z takim podtekstem.

Jednak oczy twojej córki są na tym zdjęciu uśmiechnięte. 

- Bo są, my wiemy, że się bardzo kochamy, ale też jesteśmy nastawieni do siebie trochę czupurnie. Ona jest surowym oceniaczem tego, co się wokół mnie dzieje, co robię ja i co robi Dzidzia. Z żoną ma układ fantastyczny, codziennie ze sobą rozmawiają i jest tak, jak należy. A mnie potrafi tak zgasić. Ja np. krzyknę: "Ale to poszło fantastycznie!". A ona: "Spokojnie, tato, może tak nie do końca. Widziałam fałdkę w tej piękności". 

Często trafia w punkt?

- Tak. Ale ja też się z nią boksuję. Żeby się w tej racji nie zapętlić. Bo nie warto w sobie kultywować przekonania: ach, jestem trzeźwa w ocenie na 1001 proc., bo momentami może zaboleć jakaś reakcja zwrotna. Tak czy inaczej, niepokoimy się o nasze córki, żyjemy ich problemami. 

Są sprawy, które każdy z nas w życiu musi sam przerobić, brzmi banalnie, ale... 

- Przerabia, pracuje solidnie, jest poukładana. Ludzie ją lubią, ale jest twarda w szukaniu swojego szczęścia... Ja też byłem dzieciakiem, który przysparzał siwych włosów rodzicom, a oni byli przekonani, że słabo wyjdzie z moim życiem. Co więcej, sam byłem o tym przekonany, miałem przed oczami obraz siebie jako... mężczyzny, który kończy 40 lat i koniec z przygodą życia! Mój tata - z okna widziałem, jak wychodził z trolejbusu o godzinie 16, wracał do domu i wydawało mi się, że to jest już byt tak ustanowiony, że wyżej nie podskoczysz. A ostatnio zacząłem rozmawiać z panem, który wyglądał jak mój tata, i pan ten okazał się dwa lata ode mnie starszy. To wyszło na to, że te wszystkie zwody i zwroty akcji w moim życiu też mi służyły. Niepokojąc się o siebie, miałem na szczęście w sobie bunt: k... muszę coś zrobić, bo się zasiedzę. 

Zdziadzieję... 

- Dokładnie. Często tłumaczyłem komuś: "Pamiętaj, kochany, jak będziesz mieszkał z rodzicami, to za moment usiądziesz na tej kanapie i tak ci zostanie". I w punkt. Ta kanapa wrzyna się w poślady i tak zostaje. Co też bywa wygodne. Ja uwielbiam usiąść na swojej kanapie, jestem nałogowym oglądaczem telewizji. Odpoczywam jak pies przy telewizji. Mamy kota, bo Ewa wyjechała i nam zostawiła. 

Jak ma na imię? 

- Kurczę, jak on ma na imię? Milo chyba? On odpoczywa tak, że położy się i relaksuje dokładnie w tych miejscach, gdzie go mogę nadepnąć. Mówię: "Kurczę, nie leż tu, bo wejdę na ciebie". No i tak odpoczywamy, ja i on, przed telewizorem.

Jak ty to zrobiłeś, że dla wszystkich, bez względu na wiek, jesteś facetem bez wieku?

- Nigdy nie byłem wujkiem dobra rada, jakoś mam w sobie przykręconą tę śrubę, żeby nie wyjść na scenę i nie powiedzieć: ej, wy tam, ja wam teraz dam pięć najmądrzejszych rad! Raczej mówię: patrz na koleżankę, kolegę, którzy leżą na Przystanku Woodstok na trawce, bo może to nie tylko jest upał, ale coś gorszego. Nie bądź obojętny. Potrafiłem im ze sceny powiedzieć: "Uczcie się języków obcych, bo ja mam z tym nieprawdopodobny kłopot, uczcie się jak najdłużej w szkole, na studiach, bo to wasz najpiękniejszy czas".

Ale jak to samo mówi Kowalski, to oni: dobra, dobra... 

- Ale właśnie nie mówi Kowalski, tylko mówi Jurek Owsiak, który staje na scenie, bo z przyjaciółmi zorganizował ten festiwal. Żaden inny festiwal nie ma prowadzących, a jak ja mówię: dobra, jak skoczę do łazienki i zamek się zepsuje, to ty mnie zastąpisz - to oni, że nie. Tak utożsamiają to, co robimy, ze mną, że na scenie szukają tylko momentów, które są prawdziwe. Ja się nie przebieram, nie kombinuję, że mam w szafie zestaw na tę okazję czy na tę. Nie próbuję też na- śladować ich slangu i tego, jak się teraz mówi, tylko jestem zachwycony tym, że ludzie podchwytują, że gramy do końca świata i o jeden dzień dłużej. I kiedy ze mną rozmawiają i mówią moje: "Oj, się będzie działo!", no to jestem szczęśliwy. Jeżeli to wychodzi z ciebie, to wiesz, że jesteś prawdziwa i że... 

...nie udaję. 

- Nie. I równocześnie ja się nie gimnastykuję z tym wszystkim, bo tak żyję na co dzień. Wracam do domu i nie mam drugiej pary spodni, i to, że w tych musiałem się cały dzień męczyć, to dla mnie nie problem. Oni, ci tutaj, którzy ze mną pracują, mnie też napędzają. Załoga to bardzo młodzi ludzie. Potrafię się np. przyznać przed nimi: do tej pory nigdy tej muzyki nawet nie ruszałem. Dla mnie hip-hop... 

Ja na bieżąco... 

- A dla mnie to był tylko hip-hop i tyle. Na początku był dla mnie gangsterski, z d... Idzie, ma łańcuch i tak dalej, ale oni mi powiedzieli: Jurek, ty się wsłuchaj. Pierwsze kapele hiphopowe pojawiły się na Przystanku Woodstock, potem były następne, niektóre są jakby wyznacznikami tego ruchu. Dilated Peoples to była taka kapela legenda. Przyjechało trzech kolesi i nagle zacząłem tego słuchać, i jest Polska. 

Eldo i O.S.T.R. 

- I jeżeli ja przyznaję, i o tym mówię, że dopiero teraz, że jeszcze do niedawna nie wiedziałem, nie znałem hip-hopu, to chyba na tym polega to moje nieudawanie. Nie dalej jak wczoraj mój wpis o Matejce, à propos agenta Bolka. Mój pomysł na Matejkę. Stoi w lesie i śmieje się... 

Czytałam... 

- I teraz ktoś pisze: "Panie Jurku, to nie król, to książę" (mowa o królu Władysławie Jagielle na obrazie "Bitwa pod Grunwaldem" - red.). I ja od razu odpisuję: "Oj, sorry!". I od dzisiaj ten na obrazie jest dla mnie księciem. Piszą do mnie: "Jurek, super, nie próbujesz się napinać". Jeżeli tak rozmawiasz z ludźmi, to zawsze jest OK. A jeżeli się zastanawiasz, konfrontujesz, to zaraz zrobisz jakiś błąd. Rozmowa nie wyjdzie. Ty myślisz, że ja się nie spinałem, że my mamy ze sobą rozmawiać? 

My? 

- Tak. 

Ale ja też nie przyszłam przebrana za kogoś innego. A ty, jak trzeba, przebierzesz się w smoking?

- Nie. 

A jak pojedziesz odbierać Pokojową Nagrodę Nobla? 

Oczywiście, robimy sobie happeningi, co by było gdyby. Ale realność tej nagrody to jak moje nogi na księżycu. Samo zgłoszenie jest fantastyczne. Dzisiaj już kazałem zrobić taką główkę do maili wychodzących od nas, że jesteśmy nominowani.

Masz niezłe towarzystwo: Szymborska, Skłodowska-Curie, Miłosz, Sienkiewicz, Reymont, Wałęsa. 

- Dzisiaj z kimś rozmawiałem, jak to jest, że Maradona, który chyba wciągnął worek od cementu kokainy, ma swoje kościoły, ludzi, którzy go wielbią. Ja nie mówię, że to musi być przebaczane, tylko jest takie poczucie, że jest to nasz chłopak - mówię o Maradonie - i chcemy, żeby cały świat to wiedział: my go mamy i my go będziemy wielbili. A moje próby rozmowy o Wałęsie kończą się dociekaniem dziennikarki: "Ale podpisał, k... czy nie podpisał?". 

Zawdzięczam mu najpiękniejsze momenty swojego życia... 

- Ja nie chcę niczego zaniżać, niech się tym bawi historia, niech sobie to zapisuje: czy podpisał, czy podają prawdziwą datę urodzin, czy chciał się odmłodzić. Która to teraz zmarła aktorka? 

Nina Andrycz. 

- Miała 108 lat, a ona to sfałszowała... 

A w tej główce, którą dokładacie do maili, ma być symbol księżyca czy Nobla? 

- Nobla, a nasz znaczek to damy na zaproszenie, zadba o to nasza graficzka Kasia. Miała piękne ciemne włosy i ufarbowała na rudo. Ja lubię mówić fajnym dziewczynom, że fajnie wyglądają... 

Właśnie widzę tu na zdjęciu fajną dziewczynę - Sharon Stone. 

- Kobita rakieta i w formie. Zrobiliśmy sobie fotę, ktoś tam jej powiedział, kim jestem, i sama do mnie podeszła. Potem zrobiła fotę z Wałęsą, a Wałęsa pyta: "Kto to?".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje