Przejdź na stronę główną Interia.pl

Domagalik i Ogrodnik

Dawid Ogrodnik aktor filmowy i teatralny. Ukończył krakowską PWST. W kinie zadebiutował u Leszka Dawida w "Jesteś Bogiem" (2012). Jego rola Rahima została nagrodzona na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Za kreację w filmie Macieja Pieprzycy "Chce się żyć" (2013) zdobył Orła w kategorii najlepsza główna rola męska. W oscarowej "Idzie" (2013) Pawła Pawlikowskiego wcielił się w młodego muzyka. W 2014 roku dostał Nagrodę im. Piotra Łazarkiewicza dla Młodych Talentów na Polish Film Festival w Los Angeles oraz Paszport "Polityki‟ w kategorii film. W tym roku uznanie krytyki zdobył rolą Tomasza Beksińskiego w filmie Jana P. Matuszyńskiego "Ostatnia Rodzina‟ (w kinach od 30 września). Występuje w spektaklach TR Warszawa i Teatru Telewizji. Ma 30 lat.

Dawid Ogrodnik: Ten T-shirt The Sister of Mercy to po filmie o Beksińskich specjalnie na dzisiaj włożyłaś?

Reklama

Małgorzata Domagalik: To źle?

- Bardzo dobrze. To jeden z ulubionych zespołów Tomka Beksińskiego.

Nie wiedziałam. Byłam na zamkniętym pokazie "Ostatniej Rodziny". Wszystko jest w tym filmie w tzw. punkt. Aktorskie kreacje, zdjęcia, dialogi, dźwięk. Zakończenie z prawdziwym Beksińskim na ekranie dopełnia dzieła.

- A to ja tego nie wiedziałem...

To jest fajne, bo widz może zobaczyć, jak bohaterowie wyglądali naprawdę.

- Dla mnie to jedna z pierwszych recenzji, więc miło mi to słyszeć. Super.

Do tego efekty specjalne. Katastrofa samolotowa też perfekcyjnie nakręcona, a to rzadkość w naszym kinie.

- Ja akurat bałem się tej sekwencji. Opowiem zabawną historię. Już po castingach, a było ich parę, Leszek (Bodzak, producent - red.) z Jankiem (P. Matuszyńskim, reżyserem - red.) napisali do mnie długiego mejla - akurat robiłem wtedy film w Portugalii - i przeczytałem w nim, że do sceny katastrofy będzie użyty najnowszy sprzęt sprowadzany ze Stanów: kokpit, który będzie się ruszał. W polskim kinie to niebywała rzecz, że taki sprzęt miał zostać użyty. I pamiętam, że przychodzę rano na plan, a tam tir, plandeka. Mówię więc: "Chodź, Lechu, zaraz ci wydrukuję ten mejl..." (śmiech). Ale dali radę. Fajna ekipa kaskaderska tę scenę robiła, dużo wysiłku w to włożyli, fantastyczne chłopaki. Z tym była też związana taka historia, że mi przełyk pękł.

Jak to pękł?

- Pod wpływem torsji, "technicznie" mi pękł, musieliśmy przerwać zdjęcia na trzy tygodnie. To też było dziwne, bo te sceny kręcono po tym zdarzeniu, jak ja byłem słaby i wymagałem ostrej hospitalizacji.

Chwycę się słowa "słaby", bo to jakby przeczy temu, na co ty jako aktor się zazwyczaj porywasz. Za każdym razem, przy prawie każdej roli "jeździsz" po własnym organizmie...

- Każdy z nas ma swoją energię życiową, którą eksploruje, ale wydaje mi się, że teraz przyszedł dla mnie czas na przerwę. Stąd na przykład mój urlop w teatrze. Czuję się zmęczony i czuję, że muszę zadbać o kondycję psychiczną i fizyczną. Na pewno jest to następstwo ostatniego filmu, ale i życia. Jestem w takim wieku, że wszystko obraca mi się o 180 stopni. Dorastam, staję się mężczyzną, nagle pojawiają się pytania, których wcześniej sobie nie zadawałem. Teraz to się zmultiplikowało, czuję, że sam muszę się określić, i to jest dla mnie dosyć przejmujące doświadczenie.

Pytanie, kim jestem, to poważne zmierzenie się z samym sobą. Taka rozmowa często wymaga samotności.

- Tak, to jest środowisko, do którego można przywyknąć - cisza, samotność... Mam podobnie.

Całą rozmowę przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje