Przejdź na stronę główną Interia.pl

Domagalik i Kupisz

Robert Kupisz - projektant mody, tancerz, stylista fryzur. Ukończył liceum plastyczne i Wydział Pedagogiki w Wyższej Szkole Nauczycielskiej w Kielcach. Założył szkołę tańca Step by Step w Kielcach, którą prowadził przez 10 lat. Nie tylko w niej uczył, ale zajmował się także choreografią, kostiumami i charakteryzacją. Po czym wyjechał do Londynu na kurs stylizacji fryzur. Po przeniesieniu się do Warszawy rozpoczął pracę jako fryzjer. Pracował przy spektaklach teatralnych, filmach i sesjach mody. W 2011 r. po raz kolejny zmienił zawód - został projektantem mody i stworzył własną markę. W kolejnych kolekcjach inspirował się: stylem grunge, powstaniem warszawskim, Dzikim Zachodem, folklorem cygańskim, igrzyskami olimpijskimi i hip-hopem. Jego najbardziej znany projekt to T-shirt z białym orłem. Mieszka w Warszawie. Ma 50 lat.

Robert Kupisz: Dzisiaj zaczyna się rok szkolny. Pamiętasz zdjęcia z tamtych czasów? Wszystko bure, szarobrązowe...

Reklama

Małgorzata Domagilk: U mnie było na granatowo, ze znaczkiem na berecie.

Fajnie wyglądasz, jakie długie włosy.

- Dzięki, ale wiesz, do dzisiaj uważam, że tylko dwie osoby potrafią tak fajnie ściąć grzywkę jak ty. I Jaga Hupało. (śmiech)

I Leszek Czajka. Jesteś też jedną z nielicznych osób, jakie znam, które się nie dziwią, że można zmieniać swoje dotychczasowe życie, także zawodowe. Wiesz, na czym to polega.

- Tak, dokładnie tak jest. Wiem, że przychodzą takie momenty w życiu, gdy człowiek czuje, że powinien iść dalej i nikt go wtedy nie może już zatrzymać. Ja takie miałem, kiedy mieszkałem jeszcze w Kielcach. Mama, ojciec, wszyscy mnie wtedy swoimi niepokojami szpikowali ze wszystkich stron, żebym niczego nie zmieniał, bo nie dam rady. I ja już sam byłem wystraszony tą decyzją. Nie byłem przekonany, czy mi się uda. Miałem 32 lata i dopiero miałem nauczyć się nowego zawodu. I teraz, z perspektywy czasu, nie wiem, skąd tak naprawdę wziąłem tę siłę. Wydaje mi się, że od dziecka wiedziałem, że muszę liczyć tylko na siebie, że nikt mi nie pomoże, i może właśnie dlatego nie dałem się ludziom złapać w ich lęki, w te bezpieczne klateczki.

Co nie znaczy, że się nie bałeś?

- Bałem się bardzo. Pamiętam, jak pojechałem do Londynu uczyć się fryzjerstwa, nie umiejąc nic.

Dlaczego fryzjerstwa?

- Byłem w liceum plastycznym, my tam wszystko sami robiliśmy, jeden drugiego strzygł, szyliśmy sobie ubrania, przerabialiśmy, farbowaliśmy.

Teraz też często jeden drugiego "strzyże", tylko najczęściej w innej sprawie, to znaczy podcina mu skrzydła, życiowe ambicje itd.

- Wtedy było inaczej. Wiedziałem, że mam manualne zdolności, i chciałem sobie wybrać zawód, abym mógł w nim przetrwać do tego finalnego, jakim dziś jest dla mnie projektowanie. W szkole tańca czesałem dzieci, projektowałem im kostiumy, malowałem je, ale projektantem nie mogłem zostać od razu, bo nikt mnie nie znał. Przyjechałem z Kielc do Warszawy i byłem anonimowy.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!


Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje