Przejdź na stronę główną Interia.pl

Niegrzeczna, czyli jaka?

Nic już nie rozumiem: całe dzieciństwo powtarzano mi, abym była grzeczna, a teraz wszystkie wyzwolone kobiety mają być niegrzeczne. To w końcu jaka mam być?

Oto jeden z powodów, dla których nie należy słuchać, czego oczekują od nas inni. Należy być sobą: grzeczną, półgrzeczną i zupełnie nieznośną.

Reklama

A zaczyna się tak. Na przyjęciu rodzinnym rodzice z dumą podkreślają, że ich córka jest taka poukładana. Sprząta po sobie, cicho się bawi, nie pyskuje i wykonuje polecenia. Zupełnie jak robot - nie sprawia kłopotu i działa tylko tak, jak życzą sobie tego właściciele.

Takie dziecko to skarb. Można zająć się sobą, a i przy ludziach nie będzie wstydu. Tu dygnie nóżką, tam opowie o pochwałach w przedszkolu. Perfekcyjna lady, trochę jak lalka bobas, której nie wyjmuje się z pudełka, bo jest taka piękna.

Co innego dziecko krnąbrne - o, tu zaczynają się pretensje. Nikt takiego nie chce zamówić, nie polecamy allegrowicza, co nam wcisnął popsuty egzemplarz - zamiast dygać, dzieciak rzuca się na ziemię i nie chce iść tam, gdzie mu każemy. Zamiast siedzieć w ciszy i kontemplować nasze fantastyczne złote myśli, wdrapuje się na stół i śpiewa piosenkę... o puszczaniu bąków.

Pippi Pończoszanka - super, ale w książce. W rzeczywistości każde dzikie dziecko przeraża otoczenie i ściąga na siebie gromy. A jeśli ma autyzm lub inne zaburzenie postrzegania relacji między ludźmi, to już w ogóle klops.

Jakiś czas temu pojawił się w sieci film pokazujący, że to, co wydaje się nam zachowaniem nieznośnego tyrana, jest w rzeczywistości reakcją zagubionego człowieka. Ale nikt o tym nie pamięta, kiedy rzuca z pogardą: oni mają takie nie-grze-czne dziecko.

Cóż, definicje grzeczności są różne. Zwykle jednak bierzemy pod uwagę cudze zdanie i to, co ktoś sobie o nas pomyśli. Dulszczyzna ma się dobrze, chociaż na zewnątrz możemy grać luzaków, którzy uwielbiają łamać zasady.

Chętnie skoczymy na bungee i włożymy podarte dżinsy, ale będziemy mieć problem z tolerowaniem zachowania naszego dziecka, które według nas jest zbyt rozbrykane. Ale czy dla nas, czy dla babci, która surowo patrzy na wszystkie zasady wychowania choć trochę odbiegające od preferowanych przez nią?

A może dla sąsiadów, dla których pewne zabawy dzieci są zbyt dziwne i hałaśliwe? Trudno jest wszystkim dogodzić i poddać się skomplikowanym regułom społecznym. Jest tak nie tylko dlatego, że może to być wbrew naszym potrzebom czy temperamentowi, ale i dlatego, że zasady te są często zmienne.

Dla jednych głośne komentowanie tego, co za oknem autobusu, będzie słodkim trelem szkraba, dla innych - przeszkadzaniem w podróży. I weź tu, człowieku, utraf.

Jest takie powiedzenie: jak nie wiesz, jak się zachować, to zachowuj się grzecznie. Tylko czy dotyczy to również dzieci? I wreszcie dorastamy, wydaje się, że jesteśmy już odpowiednio wytresowani do życia wśród ludzi.

A tu komunikat: najlepsze laski to niegrzeczne laski. Zwykle jest w tym podtekst erotyczny, bo gdyby kobiety serio były niegrzeczne, to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Niegrzeczność to lateks, ostry seks i czerwone usta.

Wtedy jesteśmy wyzwolone, bo wreszcie wyzwoliłyśmy się z dziewczęcego skrępowania. Ale gdybyśmy tak zaczęły naprawdę mówić, co myślimy, to znowu musiałybyśmy wysłuchiwać "dorosłych" pretensji o bycie pyskatą i rozwydrzoną. Łamanie zasad - owszem, ale tylko w ramach zaakceptowanych przez kulturę, w której nadal nagradza się posłuszne kobiety.

Jak u dzieci - można sobie pobrykać, ale pod nadzorem i tylko tak, jak ktoś nam powie. Inaczej dostajemy etykietkę wrednych i histerycznych. A to już nieco odmienne określenia.

Nie chodzi w nich jedynie o niepowiedzenie wierszyka i nietrzymanie łokci na stole. Gra toczy się o wyższą stawkę: nie tylko akceptację cioci Kloci na imieninach, ale i naszego szefa, męża, a nawet księdza. Bycie taką, jaką się chce, na własnych zasadach, to jazda bez trzymanki i trudna sztuka noszenia piętna wariatki. Sztywny gorset nakazów trzyma się nas przez wiele lat.

I w dużej mierze to od nas zależy, czy będzie trzymał się również naszych dorosłych córek.



Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje