Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ciało bez obróbki

Co jest potrzebne, by mieć idealne ciało w bikini? Bikini i ciało. Co jest potrzebne, by cieszyć się swoim brzuchem po ciąży? Nasz brzuch. Co jest potrzebne, by mieć talię osy? Zamienić się w osę.

Jeśli chcecie, mogę tak mnożyć złote rady, latem stałam się bowiem mistrzynią zaklinania lustra. Wszystko dlatego, że zaczęłam nosić rozmiar L. Przez długi czas nie potrafiłam tego zaakceptować i na siłę wbijałam się w 38.

Reklama

Skutki były dość paradne, bo wszystko mi się wylewało i wyglądałam jak ściśnięta szynka. Czułam niesprawiedliwość: jem niewiele, do tego od ponad 20 lat jestem wegetarianką. Za co więc? Za co ten tłuszcz?! Nie zasłużyłam, przecież ćwiczę regularnie i dużo chodzę.

A tymczasem po trzydziestce stałam się osobą, na której widok ludzie mówią: "Wyglądasz w sam raz", co znaczy: "A kiedyś byłaś taka szczupła!". Do tego często występuję w telewizji, która "podwaja". Zaczynam przypominać własną ciotkę. Nie mogę się oglądać, wyję do księżyca i do wagi. Co teraz?! No więc nic teraz. Albo to zaakceptuję, albo przejdę na modne diety.

Bo ciało zawsze jest na cenzurowanym - za grube, za chude, za białe, za czarne. Człowiek się musi tłumaczyć, że coś je lub czegoś nie je. Cholery można dostać, jak na przyjęciu wszystkie kobiety odmawiają tortu, no bo przecież to grzech, przestępstwo.

Wiszący brzuch doprowadza mnie do szału, nienawidzę boczków i nie mam zamiaru wmawiać sobie, że są sexy. Ale nie chcę też stać się maniakalną strażniczką słodyczy i smażonych kotletów. Gdy chcę, to idę z rodziną na pizzę, i ostatnie, co zamierzam wtedy robić, to myśleć o kaloriach, glutenie, srenie i innych koszmarach.

Jem i nie przepraszam za to. Mój bojowy duch wzmocniła lektura czwartej części serii "Macierzyństwo bez lukru", stworzonej przez matki i ojców prowadzących blogi. Nie dość, że temat mi bliski, to jeszcze całość honorarium ze sprzedaży książki przekazywana jest na konto chorego na rdzeniowy zanik mięśni Mikołaja Kamińskiego. W środku publikacji pełno pięknych zdjęć kobiet tak różnych, że aż można z nich stworzyć wachlarz ciał. Trzymają w rękach kartki z napisami mówiącymi o ich stosunku do własnego wyglądu. Uwielbiam kilka z nich: "Moje ciało nie twój biznes"  czy "Tyle talentów nie zmieściło się w XS".

Kobiety ciągle słyszą zarzuty pod swoim adresem: jedne, że mają za małe cycki, inne za duże, a do tego biodra, nogi, nos... Gdyby tak zacząć przejmować się tym wszystkim, to człowiek by się rozchorował i dopiero by było. A przecież dziewczyny z książki to matki (jedna ma piątkę dzieci!) i nie mają czasu na chorowanie. Ich ciała "urodziły" ludzi. Dla niektórych rozstępy to mapa ciąży, dla innych zmora, której nie akceptują. Co ciekawe, w książce wypowiadają się partnerzy czy mężowie matek. Mówią o ciałach swoich ukochanych. O tym, jak się zmieniły i jak postrzegają je teraz. Opowiadają o bliznach na brzuchu po cesarce, o cellulicie i narzekaniach kobiet na to, że przytyły.

Przede wszystkim jednak opowiadają o dumie z tego, że mają dzieci i że ich kobieta je urodziła. O miłości i ideale urody. Wzruszające to wszystko. Myślę, że zbyt rzadko słuchamy komplementów lub zbyt rzadko w nie wierzymy. Zbyt rzadko też komplementujemy same siebie. Patrząc w lustro, myślimy zazwyczaj, że wyglądamy grubo albo brzydko. Moje pierwsze myśli, gdy wkładam kostium kąpielowy, krążą wokół ud i brzucha. Leżę w słońcu i próbuję się zrelaksować, nic z tego. Przecież to szaleństwo! Nie ukrywam, że jestem podatna na reklamowe photoshopy.

Tak zresztą zatytułowana jest książka, o której wspomniałam: "Macierzyństwo bez Photoshopa". Dobry tytuł, bo nie chodzi tylko o wygląd, ale też o podejście do nas jako matek i ocenianie tej roli przez pryzmat idealnego obrazu - sexy mamy ogarniającej cały dom i gotującej ekomarchewki. Znającej pięć języków. Wychowującej dziecko w duchu poświęcenia. Cudownie! Tylko że nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, bo tak się składa, że nie jesteśmy robotami. Jesteśmy różne. Z różnymi ciałami, temperamentami i oczekiwaniami wobec życia. Dla jednej ważne będzie chodzenie do siłowni, druga wybierze w tym czasie czytanie książki.

Nasz czas jest ograniczony i musimy dokonywać wyborów. I nie są to dylematy: mieć ciastko czy zjeść ciastko. Raczej: zjeść ciastko i mieć fałdy czy nie zjeść ciastka i śnić o nim po nocach, za to z płaskim brzuchem. Ktoś może pomyśleć, że piszę o błahych i nieistotnych problemach. Cóż znaczy rozmiar XL w kontekście prawdziwych tragedii? A mnie się wydaje, że to, jak kobiety postrzegają swoje ciała, jest kluczowe i pokazuje, jak postrzegają w ogóle siebie i to, co robią. Nie można uciec od wizualnocentrycznej kultury. To jest jakiś koszmar. Umówmy się, że leżąc na plaży, skoncentrujemy się na czakramie relaksu, a nie stresu z powodu wystającego brzucha, dobrze?

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama