Rozmowa z duchem
Kazałeś mi robić wiele dziwnych rzeczy, mówić mnóstwo głupstw - nie tylko mnie, nam wszystkim. Bo nic się nie dzieje bez ciebie...
W młodości wydaje się nam jeszcze, że samodzielnie odkrywamy świat. Że to nam samym chce się ciągle dokądś biec – nie wiemy, że to on, niewidzialny, delikatnie nas popycha. Duch czasu…
Był sobie książę – przystojny, młody, wrażliwy. Miał dwór, wielki zamek i narzeczoną. W przyszłości miał zostać królem. Aż pewnej nocy dowiedział się, że jego ojciec został zamordowany przez swojego brata, a pomagała w tej zbrodni żona króla – jego matka. Powiedział mu o tym duch. Czy to już był ów duch czasu? Może, kto wie…
Narzeczona króla popełniła potem samobójstwo, zginęli jego przyjaciele i on sam. Tragedia. A my oglądamy ją w teatrze i wolno nam legalnie się nią przejmować. Ponieważ napisał ją Szekspir.
I była sobie księżniczka. Delikatna i wrażliwa. Miała dopiero dziewiętnaście lat. Została żoną następcy tronu. Ale chociaż była młoda i śliczna, mąż jej nie kochał. Powiedział to nawet publicznie podczas ogłaszania zaręczyn: „Łączy nas uczucie lub coś podobnego” – oglądałam to w telewizji, tak jak nakazywał duch czasu, i już pomyślałam, że powinna uciec. Może żyłaby do dziś.
Umarła młodo, a ja jeszcze teraz przejmuję się jej losem, choć niektórzy uważają to za śmieszne, może dlatego, że tej historii nie opisał Szekspir. Pamiętam jej ślub, ciężką, barokową białą suknię, która zdawała się ją przytłaczać. Pamiętam, kiedy później wystąpiła samotnie w telewizji, rzecz niesłychana, skandal! Czy to ty ją tam przygnałeś, duchu czasu, bo taka była twoja fantazja?
Miała smutne, obrysowane czarnym tuszem, przestraszone oczy. Opowiadała o bólu, zdradzie, samotności, bulimii i wielu cierpieniach, nieobcych także innym młodym kobietom, nieobcych wówczas, przed trzydziestu laty, także i mnie. A potem zginęła w wypadku.
Do dziś nie wiemy – tak jak nie wiedział tego Szekspir – co naprawdę się stało. Ale myślę, że wtedy duch czasu, który posłał owych paparazzich, co stali się bezpośrednią przyczyną tragedii, na chwilę ze wstydu ukrył twarz w dłoniach…
On też trzydzieści lat później zapędził nas wszystkich znów przed telewizory, kiedy żenił się jej syn. Młodzieniec, jak się wydaje, rozsądny i spokojny, mimo dzieciństwa w cieniu tragedii. Żenił się z miłą dziewczyną. Wyłączyłam komórkę, zrobiłam sobie dobrą kawę i szczęśliwa „pogrążyłam się” w ślubie, a ze mną miliony ludzi. I było nam przez chwilę wszystkim razem bardzo ze sobą przyjemnie.
A ty, duchu czasu, wydawałeś się niezwykle z siebie zadowolony. Często zadaję sobie pytanie, kim jest i dlaczego tak nami rządzi. Bo że istnieje, to pewne. To coś, co każe nam, ludziom tak różnym, chcieć myśleć i czuć podobnie. Każe nam nagle tańczyć w rytm tej samej muzyki. Każe nam zakochiwać się w tych samych politykach, sławnych artystach, choć po paru latach wydadzą się nam już tylko śmieszni.
Każe nam równocześnie odkrywać zjawiska, które, choć nie nowe, nagle stają się paląco ważne. Tak było z prawami człowieka albo emancypacją kobiet, aborcją. W tej samej chwili zaczynali o tym mówić wszyscy, demonstrować na ulicach…
Pamiętam siebie podczas takiej demonstracji w Wiedniu. Miałam na sobie spodnie dzwony, tak wąskie, że trudno było oddychać. A już za chwilę byłam hipiską w luźnych indyjskich szatach, wpinałam kwiaty we włosy i głosiłam wolną miłość – tak jakby miłość z samej swojej istoty nie musiała być wolna…
Niedługo potem terroryści na świecie ogłosili koniec miłości i początek czegoś wręcz przeciwnego. Co wtedy robiłeś, duchu czasu? Pewnie razem z nami zaczynałeś się bać. Dziś wydaje mi się niekiedy, że nasz duch miota się w skrajnościach. Każe niektórym z nas tańczyć z radości, dlatego że gdzieś zabito pewnego złego człowieka, ale u siebie, na własnym podwórku, każe nam kłócić się i bić. Chwilami jednak duch łagodnieje i tylko się z nami bawi.
Każe nam na przykład wszystko fotografować. Kiedyś człowiek miał w albumie kilka zdjęć: w beciku, na rękach mamy, z komunii, ze ślubu… a jeśli los był dla niego łaskawy, to jeszcze na ławeczce z wnukami…
Dziś, aby mieć pewność, że istnieje naprawdę, musi udokumentować każdy moment swojego życia. Byłam ostatnio na uroczystościach bierzmowania zaprzyjaźnionego dziecka. Wielki kościół, śpiewy, kwiaty, wzruszeni rodzice, przejęte dzieci. I oto w najbardziej podniosłej chwili wszyscy obecni nerwowo wyszarpują z kieszeni i torebek aparaty, kamery, komórki, i pstrykają, uwieczniają…
Byłam tam chyba jedyną osobą bez oprzyrządowania. – Przestań, duchu czasu – szeptałam. – Choćby na chwilę przestań, choćby w kościele! Kim więc w końcu jesteś? Potrzebą uczestnictwa tylko? Potrzebą emocji? Dokąd prowadzisz nas wszystkich? A dokąd mnie? Miałam już w swoim życiu poglądy lewicowe, potem prawicowe, w końcu umiarkowane. Mimo to mam nadzieję sensownie przeżyć życie, choć ty uparcie usiłujesz sprowadzić mnie na manowce.
Ale też czasem muszę cię pochwalić, bo widzę i takie sytuacje: Do czekającej na szpitalnym korytarzu zatrwożonej rodziny wychodzi lekarz i oznajmia, że dzięki najnowszym zdobyczom techniki udało mu się uratować pacjenta. I widać wtedy wyraźnie, jak duch czasu staje za plecami lekarza i bardzo serdecznie klepie tego zmęczonego człowieka po ramieniu…
Roma Ligocka
PANI 7/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Roma Ligocka
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
zablokowalam sie. tak calkiem i zupelnie. siedze przed... więcej












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli