Charlie
Pozornie wszystko było dobrze. Znalazłam pracę w świecie filmu - byłam kostiumologiem. Ale nigdy nie podobał mi się ten show-biznes.
Nie to, że nie byłam utalentowana, nie to, że nie miałam wykształcenia. Moja krakowska akademia wykształciła mnie tak, że tu za granicą mogłam się popisać - o kostiumologii wiedziałam prawie wszystko.
Ale ten czas pracy w filmie był czasem lęków - bałam się panujących wokół: arogancji, hałasu, bezduszności, lekceważenia ludzi i uczuć. Byłam zdolna, kreatywna, dobrze zarabiałam. Miałam pod sobą grupę ludzi, którzy znali swój zawód. Przychodziłam do pracy uśmiechnięta. Tylko że nigdy nie umiałam być szefem. Nie byłam asertywna, nawet nie znałam tego słowa. Tak samo jak nie znałam słowa "mobbing" - oba te pojęcia mogły mi się wtedy przydać.
W pracy chciałam być tylko miła, dbałam, żeby nikt się nie przepracował, nie zmęczył. Jeżeli ktoś czegoś nie zrobił, robiłam to za niego. Byłam bardziej mamusią niż szefem. Najbardziej bałam się, że ktoś przestanie mnie lubić.
Aż pojawił się Charlie... Był małym chuderlawym człowieczkiem - błyszczącą łysinę okalał wianuszek ciemnych włosów. Miał wąskie sprytne oczka. Strzelał nimi we wszystkie strony, ale nigdy nie patrzył na swego rozmówcę. Szybko się ruszał i sprawnie pracował. Charlie mnie nie lubił - widać to było od pierwszego dnia - i nie zaakceptował jako szefa. Nie wiedziałam, czy nie podoba mu się mój cudzoziemski akcent, mój łagodny głos, czy może, jak niektórzy ludzie drobnej postury, miał wielką potrzebę zaznaczania własnej ważności.
Cierpiałam. Ręce mi drżały, kiedy widziałam, że mnie nie słucha, udaje, że nie rozumie najprostszych poleceń, śmieje się cichym złośliwym śmieszkiem, kaszle znacząco albo robi oko do kolegów. Tłumaczyłam sobie, że to bez znaczenia, że to "tylko" jeden z pracowników, że nic od niego nie zależy.
Nocami nie mogłam spać, ciągle myślałam, jak postąpić z Charliem. "Poradzisz sobie", uspokajałam się. "Nie w takich sytuacjach dawałaś sobie radę". Ale zaczęłam bać się rano iść do pracy - tak jak kiedyś w dzieciństwie bałam się pójść do szkoły. Spróbowałam zaprosić go na rozmowę - nerwowo palił papierosa, nie powiedział ani słowa. Postanowiłam więc wziąć byka za rogi i porozmawiać z nim w obecności całej ekipy. Ale Charlie nagle przeobraził się w miłego, ugodowego człowieka, łagodnie uśmiechającego się i udającego, że nie wie, o czym mówię.
Wyszłam z poczuciem klęski. Poprosiłam o pomoc kierownika produkcji, był moim przyjacielem i bardzo mnie cenił. - Nie przejmuj się, porozmawiam z nim - poklepał mnie po ramieniu. - Przykro mi, nic nie wskórałem - powiedział następnego dnia. - Charlie po prostu cię nie lubi, a to dobry pracownik, nie mogę go wyrzucić.
Problem rozwiązał się sam. Dostałam pracę w operze. Tam otworzyło się przede mną niebo. Śpiewacy byli jak bogowie. Umiałam stworzyć dla nich kostiumy, w których czuli się pięknie, a bogowie nie pragną niczego więcej. Wszyscy mnie tam pokochali - tak mi się zdawało. Wkrótce udało mi się porzucić cały ten show.
Malowałam, pisałam, miałam w Monachium wymarzone atelier. Powodziło mi się. Któregoś popołudnia usiłowałam właśnie złapać łagodne złote światło i utrwalić je na akwareli, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się - w Niemczech goście nie przychodzą niezapowiedziani. Kiedy otworzyłam, w progu stanął Fred.
Był moim dawnym asystentem z czasów Charliego i całkowitym jego przeciwieństwem. Wielki, dobroduszny i zawsze pogodny, był moją podporą w trudnych sytuacjach. Na przykład wtedy, gdy nagle nocą uciekli nam statyści, zabierając ze sobą historyczne kostiumy. Siedział teraz u mnie przy stole uśmiechnięty i trochę skrępowany. Przyjechał tu z żoną, która odwiedzała kuzynki. - Przypomniałem sobie, że gdzieś tu mieszkasz, czytałem twoją książkę i postanowiłem cię odwiedzić - tłumaczył.
Powspominaliśmy sobie przeszłość i byliśmy trochę jak koledzy z wojska. Fred także uciekł z filmu. Odziedziczył winnicę w Alzacji. Robił dobre wino. Wreszcie zdobyłam się na odwagę. - Powiedz, jak tam radzi sobie Charlie - zapytałam neutralnym tonem. - Jak to, o niczym nie wiesz? - zdziwił się mój gość. A mnie w jego opowieść po prostu trudno było uwierzyć. Charlie późno się ożenił. Jego żona miała dorosłą córkę. Charlie od początku nienawidził dziewczyny, a ona jego. Któregoś dnia rzucił się na nią z nożem i śmiertelnie ranił. Uznano, że miał ograniczoną poczytalność, był nadpobudliwy. Dostał dziesięć lat.
- Myśmy zawsze wiedzieli, że z nim jest coś nie w porządku. Ty nie? - Nie, nie wiedziałam. Zamartwiałam się i, jak zawsze, szukałam winy w sobie. Fred pożegnał się w końcu, zapraszając mnie do Alzacji na wino. Byłam w konfuzji. Było mi żal Charliego, siebie i tamtych czasów.
Nie wiem, czy jest jakiś morał z tej historii. Może tylko taki: Jeśli macie w pracy kogoś, kto was nie lubi, to niekoniecznie musi to być wariat. Ale ostatecznie nie możecie tego wykluczyć.
Pani 7/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Roma Ligocka
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
ostatnio nachodzi mnie refleksja, czy nie warto by bylo... więcej
Reklama
Wasze komentarze (16)
-
10.08.2010 (22:54)Ludzie skupcie sie!!! Ktoś wyznaje Wam swoje przemyslenia, a Wy sie czepiacie takich szczegółów!!!!
-
10.08.2010 (22:04)~kateNie umiem piszę się właśnie tak jak zostało napisane ;/~Ryszard Ochucki"NIE UMIEM" Kto to napisał? Nie jadem, nie siedzem, nie widzem, nie leżem. A gdzie siem podziała literka "ę"? No gdzie?
Rowież nie rozumiem poprzedniej wypowiedzi - z tego co wiem, pisze się i mówi "umiem, śmiem, ro0zumiem" -
-
10.08.2010 (21:52)~Ryszard Ochucki"NIE UMIEM" Kto to napisał? Nie jadem, nie siedzem, nie widzem, nie leżem. A gdzie siem podziała literka "ę"? No gdzie?
Nie umiem piszę się właśnie tak jak zostało napisane ;/ -
10.08.2010 (21:42)"NIE UMIEM" Kto to napisał? Nie jadem, nie siedzem, nie widzem, nie leżem. A gdzie siem podziała literka "ę"? No gdzie?
-
10.08.2010 (19:41)ja też ciekawoscią przeczytałam ;) jestem równiez szefem oddziału firmy i rzeczywiscie to ciezki chleb, mam wrazenie ze jestem lubiana przez moich podwładnych, ale szlak mnie trafia ze jestem taką mamusia która zrobi dla nich wszystko, nie umię postawić na swoim i zwalic na nich pracy, niby jest dobrze ale pozostaje w głębi ten strach ... co oni myśla czy ta przyjaźn to nie tylko za pieniadze ;(












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli