Z odzysku
Oto przepis na przygodę w czasie kryzysu: ubrać się, wyjść z domu i poplotkować w gronie starych znajomych. Nudne? Wszak w niej nie o didaskalia chodzi, ale o przeżycie, które nas odmieni.
Spójrzmy: oto Alterega siedzi na cudzej kanapie i pije herbatę z kubka. Kanapa, herbata i kubek wzięły się z tego, że ich właścicielka Marta - lat tyle, na ile wygląda - właśnie się zaręczyła i niebawem ponownie założy obrączkę. Ponownie, ponieważ raz już ją zakładała przed pięcioma laty - z pierwszym mężem, szczęśliwie zapomnianym.
Przyjaciółka gospodyni Sara, lat 35, siedzi obok na fotelu. Ona też ma za sobą rozwód i drugi ślub, wzięła go zimą w góralskim kościółku i sprosiła na niego pół Facebooka. Teraz trzyma kieliszek wina, chipsa i jest jedną wielką gratulacją. - Cieszę się, naprawdę się cieszę - mówi i wznosi toasty.
Wszystko to razem jest czymś w rodzaju wieczorku panieńskiego, radosną zapowiedzią spełnienia, oczywistą w wymowie, ale Alterega czuje się nieswojo i wierci na kanapie.
Dzieje się tak, ponieważ obie dziewczyny poznała w czasie, gdy były singielkami z odzysku, bardzo świadomymi przywilejów, jakie ten stan niesie, i teraz nie wie, czy ma gospodyni nadchodzącego ślubu gratulować, czy wprost przeciwnie. Zwłaszcza że temat pogody został już omówiony.
Wcześniej gospodyni lubiła powtarzać: "Mężczyzna jest zabawny wieczorem i zbędny rano", a teraz marynarka Zbędnego leży na krześle, zaś ona ją głaszcze. Czule. - Wyjechał na dwa dni - mówi. - Interesy. Wieczorem zawsze dzwoni, a ja czekam. - Też przestałam wychodzić po zaręczynach - dołącza przyjaciółka i je chipsa. - Nie chciało mi się, wolałam zostawać w domu. - Z winem. - Z winem albo i bez. Nawet czytaliśmy razem na jednej kanapie. Dopiero z nim odkryłam tę kanapę. Przedtem, zanim go poznałam, wychodziłam do miasta prawie co wieczór.
- W końcu człowiek widzi, jak jest: wciąż te same plotki, te same twarze. Justyna - wszędzie się na nią natykałam, koszmarny, głośny babsztyl. Miała córkę. Tak naprawdę jestem domatorką, lubię swoje mieszkanie, intymność, a zaniedbywałam je.
- I na kanapie spał kot. - A więc też masz kota - wtrąca Alterega, żeby coś powiedzieć. Czuje się coraz dziwniej. Jest jak zbędna dyskietka, pamięć, bo rzeczywiście przeszłość, którą ona pamięta, jest zupełnie inna. Gdzie te wesołe dziewczyny biegnące z jednego koncertu na drugi, gdzie babskie imprezy, na których upijały się i rozsyłały gombrowiczowskie SMS-y, gdzie wypady za miasto, plany jakichś wystaw, akcje na Facebooku, powroty boso do domu, mężczyźni jak czekoladka, na raz, babskie wieczory? Do diabła!
Potem mówi coś w tym stylu, tylko bardziej dyplomatycznie: czy nie szkoda im niezależności, wolności, która może być wypełniona, czym tylko chcą. Na szczęście na stole stoją już dwie puste butelki po winie, a gospodyni kładzie sobie marynarkę Zbędnego na kolana i śmieje się do niej.
- Bullshit - mówi. - Prawda jest taka, że chciałyśmy kogoś mieć. Justyna na przykład, odkąd się zaręczyłam, wyrzuciła mnie na Facebooku z grona przyjaciół. - Zazdrość. Goniła wszystkie spodnie po Krakowskim Przedmieściu. - Miała kogoś w Egipcie. Habisia. - Singielki to wymysł gazet. - Nie znoszę tego słowa. Babka po rozwodzie to babka przed ślubem. Kiedy on mi się oświadczył, popłakałam się. To było szczęście. Pomyślałam: "Nareszcie będę miała z kim pojechać na piątkowe zakupy".
- I wreszcie normalny mężczyzna, a nie jakiś popapraniec po przejściach, prawda? Rozwódki przyciągają cwaniaków. Są sprytni, sugerują, że coś poważnego może się zdarzyć, rozkochują cię, a potem oświadczają, że nie chcą związku. I ta okropna myśl: "A co jeśli nie ma już lepszych?". W gruncie rzeczy kobieta po trzydziestce nie ma wielkich możliwości. Mężczyźni z jej rocznika są już żonaci, młodsi mogą sobie wybierać wśród dziewczyn, a starsi, na przykład po rozwodzie, nie chcą związków, tylko się bawią. Jeden gość chciał mi nawet sprzedać nasienie.
- Wiem kto. Znam. Dla mnie najgorsze było to, że gdy pojawiał się mężczyzna, znikała przyjaźń. Dziewczyny skaczą ci wtedy do gardła. A ty im. Nie ma solidarności. - Wieczory - dodaje gospodyni i nalewa kolejny kieliszek. - Siedzisz sama w kuchni i myślisz: "Co by tu napisać na blogu?". Raz się popłakałam. Płakałam i pisałam, że gwiazdy i wino to najlepsi towarzysze kobiety. Nie masz się komu wygadać, tak się zaplątałam, że w pamiętniku umieściłam takie zdanie: "To mój najlepszy czas, wreszcie zacznę malować". Nawet tobie nie mówiłam, jak jest. A ciebie akurat lubiłam.
- I nawzajem. - Domyśliłaś się, że zmyśliłam jednego faceta? Tego sąsiada? Alterega chce się wtrącić, ale nie może znaleźć odpowiedniego słowa. "Tak to jest, gdy człowieka dopadnie przygoda i zdzieli prosto w nos. Po takim ciosie świat nie jest już taki sam, pewnie gdybym pojechała się modlić, kochać i żyć do Indii, czułabym podobnie", myśli. - Byłam idiotką? - pyta. - Przykro mi - odpowiada gospodyni. - Ale ciebie też lubię.
Monika Piątkowska
PANI 12/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Monika Piątkowska
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Szczęśliwe dzieciństwo w żadnej mierze nie zależy od... więcej












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli