Spowiedź wieku średniego
Kiedy ma się czterdzieści lat, nie sposób udawać, że śmierć nie chucha nam w kark. On zmarł w wypadku, w samochodzie, i przypadkiem. Chodziło o klepsydrę, napisali: "Fotografik, mąż, ojciec".
Tyle z niego zostało - trzy słowa. Pracowaliśmy razem dziesięć lat, lubił mocną kawę, lecz na klepsydrze tego nie napiszesz, bo to nie ma znaczenia. A dla niego miało.
Klepsydra jest jak okrutna fraszka, nie uważasz? Swoją bym podarł. On: młoda dziewczyna to nie ciało, ale energia i entuzjazm. Nic jeszcze nie wie, niczego jeszcze nie przeżyła i wszystko jest dla niej świeże. Ta w naszej firmie ma 23 lata i jest na stażu. Niebezpiecznie z nią rozmawiać: nosi skromne dekolty i patrzy ci prosto w twarz. Na papierosie opowiedziałem o swojej dawnej podróży stopem przez Europę. Pytała o każdy szczegół, a ja przypominałem je sobie jeden po drugim.
Odbyłem z nią tę podróż w pewnym sensie, nie wiem, czy rozumiesz, a potem uciekłem. Imprezy integracyjne to jeszcze jedna forma tortury wymyślona przez oprawców. On: chyba we wrześniu, tak we wrześniu, spotkałem się z dawną dziewczyną z liceum. Moja pierwsza miłość, banał, ale odnaleźliśmy się na Naszej klasie i tak jakoś… Na Krakowskie Przedmieście przyszedłem pierwszy i usiadłem twarzą do ulicy. Mąż ją rzucił, przed rokiem zmarł jej ojciec i została sama z córkami. Zmieniła się - fizycznie bardzo. I zwiędła. Zwiędła dziewczyna w spuchniętym ciele, a ja na wprost niej - wyłysiały. Idzie człowiek z myślą, że spotka siebie sprzed lat, a spotyka tylko siebie z błyszczącym ciemieniem.
Opowiedziałem jej o kłopotach młodszego syna w szkole. Jest delikatny, chłopaki się na nim wyżywają; ona ma dwie córki i powiedziała, że dziewczyny są okrutniejsze, dręczą się psychicznie. Miała jeszcze naszą fotografię sprzed lat, z jakiegoś wyjazdu w góry - ona i ja na kamieniu. Wstydziła się ją pokazać. Już nie odwiedzam Naszej klasy. Ona chyba też nie, ale to tylko przypuszczenie.
On: czytam teraz głównie literaturę podróżniczą, ostatnio Bruce'a Chatwina i Tiziana Terzaniego. Ta dziewczyna, stażystka z firmy - odwoziłem ją w ubiegłym tygodniu do domu, bo zepsuło się jej auto - jeździ starym punto swojego ojca. Wynajmuje mieszkanie w bloku na Ursynowie, na dziesiątym piętrze. Ma współlokatorkę, podobno zwariowaną, i niebieską kapę na łóżko z india shopu. Sprzedawali ją jako obrus, a ona, ta stażystka, postanowiła, że będzie kapą. I doszyła do niej różowe frędzle, którymi lubi się bawić kot współlokatorki.
On: żonie tego nie powiesz, bo ona nie zrozumie. Jeśli jej wyznam, że czuję się nieszczęśliwy, uzna, że to przez nią. Że mi nie dała szczęścia albo że ją oskarżam, albo że się mszczę za to, że w zeszłym roku uparła się jechać do Hiszpanii i wyszło tak sobie. A to nie przez nią; siedzisz na kanapie, patrzysz za okno i myślisz: "A więc to już wszystko? Wszystko za mną: mam dom, dzieci, żonę, kredyt, a przede mną emerytura i klepsydra?".
Wiem, że to nic oryginalnego, że w tym samym czasie dziesiątki innych mężczyzn siedzą na kanapie i pytają o to samo, ale co z tego, że o tym wiem? Dwa tygodnie temu zepsuło mi się auto na polnej drodze i ucieszyło mnie, że pomoc jechała dwie godziny. Powinienem rzucić palenie, ale wtedy złapię kilogramy, a już teraz przydałoby się schudnąć pięć. Żona przeszła na dietę białkową, je mięso i chudnie. Może jeść, ile chce tego mięsa, więc nawet wieczorami widzę ją z kurczakiem.
On: najłatwiejszą życiową przygodą jest przygoda z kobietą. Niestety. On: powiedziałem niedawno żonie: "Nowa kobieta jest jak dieta, dużo sobie po niej obiecujesz, a kończy się jak każda - efektem jo-jo. Ale chciałoby się jeszcze wierzyć, że tym razem będzie inaczej". Taki żart, ale jej to jakoś nie rozśmieszyło. Ostatnio czyta inne książki, głównie kobiece, o odnajdywaniu siebie po czterdziestce; przeglądałem, chała, ale mówi, że ją to odpręża.
On: bo to, czego nie mogę znieść, to ja sam. Że lubię czyste auto, że nie lubię rozlanej wody w łazience, że mogę zasnąć tylko przy zgaszonym świetle i tylko z lewej strony łóżka, że brzydzi mnie, gdy ktoś żuje gumę, i brzydzi mnie brudny grzebień. Zamieniłem się w drobiazgi i fobie. Ta stażystka z firmy… zobaczyłem raz, jak dłubie w zębie, i niemal mnie zemdliło. Ładna dziewczyna, ale z tym dłubaniem… nie.
On: żonie tego nie powiem, bo ona uważa, że życie to biologia i nic więcej. Trzeba cieszyć się tym, co jest. Nie chcieć więcej. Celebrować chwile i codzienność, doceniać TERAZ. Powtarza to ostatnio codziennie: dzieciom, mnie, nawet sobie, kiedy czyta… Alterega: trzymając książkę do góry nogami, myśli: "A więc już wszystko za mną? A więc to już wszystko?".
Monika Piątkowska
Pani 8/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Monika Piątkowska
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (2)
-
01.01.2011 (17:59)Owszem, chucha i to dokładnie w te słowa. Tyle że mało kto ma odwagę nie udawać że to wiatr wieje.
-
30.11.2010 (19:23)kto to pisał ???? po 40-stce "śmierć chucha w kark " ?????!!!!!! PIĄTKOWSKA , dziennikarzyno marna .... po raz 1 sie wkurzylam.....
-












Wasze artykuły
Koń jako blogerka
Kilka dni temu powstał blog o modzie gdzie w rolę blogerki modowej wciela się kobieta koń. Czy będzie to kolejny hit szafiarskiej blogosfery? A może dzięki xoxokon nasze szafiarki przejrzą się w lustrze? więcej
Przemoc
Kobieca władza