Przejdź na stronę główną Interia.pl

Samotna

Pewnego wieczoru, po męczącym treningu w fitness clubie, kilka kobiet w różnym wieku zamiast od razu wrócić do swoich domów, poszło na kawę do najbliższej cukierni, by przez chwilę poudawać, że żyją w jakiejś fajnej, światowej stolicy, a nie w Warszawie.

Tam, na tle zamierającej ulicy i znudzonego kelnera, porozmawiały o diecie proteinowej, bowiem dwóm z nich pomogła zrzucić po 10 kg, potem chwilę o programie "Magiel towarzyski", że okrutny, potem o filmie "Rewers" Lankosza, który większości się podobał, a Alteredze nie i tłumaczyła dlaczego, a potem (wreszcie) pojawił się temat "mężczyzna w życiu kobiety" i od razu Warszawa stała się trochę bardziej Paryżem z filmu o Amelii.

Reklama

- Kiedy rozstajesz się z mężczyzną, dzieje się wokół ciebie coś dziwnego - powiedziała J., a jej oczy na moment zmętniały od wspomnień. Alterega przypomniała sobie, że przed dwoma laty J. rozstała się z wieloletnim partnerem i ciągle jest sama. Jakoś nagle było to po niej widać. - Kiedy rozstajesz się z mężczyzną - powtórzyła J. i odstawiła szklankę z colą - ludzie patrzą na ciebie inaczej. Gdy Adam się wyprowadził, powiedziałam znajomym, że teraz jest czas dla mnie, że inwestuję w siebie i następnego dnia zapisałam się na jogę, a w pierwszą sobotę bez niego wsiadłam do auta i pojechałam nad morze. Było wspaniale, pusta plaża, puste molo - jak w szwedzkim filmie.

Odkryłam od nowa miasto, miałam czas dla przyjaciół, więc zaczęliśmy się widywać częściej, ale za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, czułam, że to nie jest to. Jakbyśmy nagle stali się dla siebie obcy. Byli tacy… mili: "Och, plaża zimą musi być boska… na pewno wypoczęłaś… a pogoda była cudowna, prawda?…".

Jakbym nagle została babcią ich wszystkich! Nie rozumiałam tego i dopiero po pół roku jedna z dziewczyn powiedziała: "Ja tego nie kupuję, tego twojego inwestowania w siebie. Po prostu przeżywasz żałobę i szukasz następcy, a wszystko inne to samooszukiwanie się, tak to widzę".

Siedziałyśmy na Chmielnej i papieros wypadł mi z ust na stolik. - Kiedy mężczyzna traci kobietę, to traci kobietę, a kiedy kobieta traci mężczyznę, to z nim cały świat - wtrąciła się A. Jej 35 lat ukryte pod wypielęgnowaną skórą ukryło się jeszcze bardziej. Gdy pokiwała na kelnera, wyglądała na nastolatkę, poza tym miała męża, drugiego.

- Ja straciłam właściwie wszystkich przyjaciół po rozwodzie. Miałam trzydziestkę, w jednej chwili stałam się wolna i niepotrzebna. Samotnego faceta łatwo zaprosić na kolację, to nawet ekscytujące, można go pocieszać, przedstawiać koleżankom z firmy i tak dalej. Ale samotna przyjaciółka?

Znajoma powiedziała mi wtedy: "Słuchaj, umówmy się na mieście, rozumiesz, w domu jest D. (miała takiego gburowatego męża), a ty nie masz nikogo, więc on nie miałby z kim rozmawiać i nudziłby się z nami". Rozumiecie? W gruncie rzeczy bała się, że gdy pójdzie do kuchni, ja rzucę się na tego jej grubasa i posiądę go na ich kanapie.

Samotna kobieta w oczach przyjaciółek zamienia się w puszczalską! Kiedy kwadrans później przestały się śmiać, A., najmłodsza z nich, z arytmetycznym szaleństwem na głowie i dobrą perspektywą w firmie farmaceutycznej, powiedziała: - Samotna? Nigdy więcej! Po Damianie znajome dziewczyny zaczęły mnie umawiać z jakimiś nieudacznikami. Pierwszy raz poszłyśmy do baru sushi, a tam dołączył do nas dziwny człowiek w okularkach. Cały czas wycierał te okulary i mówił, że nie lubi japońszczyzny. Siedział na wprost mnie, a gdy wychodziliśmy, znajoma powiedziała mi na ucho: "Daj mu swój numer, widzisz, że on nie wie, jak o niego poprosić!".

To był jakiś współpracownik jej siostry, informatyk chyba. Byłam tak skołowana, że zapisałam mu ten numer, a on zapytał: "A po co mi go dajesz?". Potem takie historie przytrafiały mi się notorycznie.

Ci faceci byli… jest taka kategoria chłopaków, których w ogólniaku nikt nie chce wybrać do drużyny. To był ten sort. Gdy jesteś sama, ludzie myślą, że weźmiesz cokolwiek, jakbyś nagle stała się przeterminowanym lekiem, który trzeba wypchnąć z magazynu po kosztach!

Alterega wyobraziła sobie A. jako wielką pigułkę i uśmiechnęła się, a A. przejrzała się w szklance i dokończyła: - Wreszcie miałam tego dość. Pojechałam na wakacje do Turcji, sama, i zrobiłam sobie zdjęcie z jednym facetem z hotelu, i wysłałam do wszystkich znajomych jako kartkę pocztową. Dałam facetowi na imię Andy i angielski paszport. Śmiałam się do łez, gdy rysowałam na niej serduszka. Naraz zrobiło się jakoś cicho. Kelner zapytał, czy chcą już rachunek, a Alterega pomyślała, że nigdy nie słyszała smutniejszej historii.

Potem J. wyjęła elektronicznego papierosa, zaciągnęła się i powiedziała: - Rzecz w tym - puściła bezwonny dym - że wszyscy mieli rację. Szłam po plaży i myślałam, jakby to było wspaniale spotkać kogoś, kto po pięciu latach nie powie mi, że nigdy nie był we mnie zakochany. Tymczasem lało jak diabli, a ja wdepnęłam w psią kupę. Idziemy?

Gdy kilka znajomych kobiet opowie sobie o toksycznych rodzicach, nie dzieje się nic. Gdy kilka znajomych kobiet pójdzie jeszcze dalej i opowie sobie o udawanych orgazmach (cóż może być bardziej intymnego) - również nie dzieje się nic. Gdy kilka znajomych kobiet opowie sobie o samotności, też nic się nie dzieje, ot, rozchodzą się niepewnym krokiem, jak to zwykle bywa po operacji na otwartym sercu.

Monika Piątkowska

PANI 9/2010

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje