Pudle, wdowy i Calineczki
Inne kobiety zaczęły się śmiać. - Chodzi mi o to - ciągnęła redaktorka, nie przejmując się niczym - że Polki nie mówią o mężczyznach poważnie.
Kilka dni temu na jednym z tych ostatnich letnich grilli, na których mało kto się zna, grupka kobiet między 25. a 45. rokiem życia stała w milczeniu i jadła szaszłyki. Od czasu do czasu któraś rzucała spojrzenie w bok, jakby liczyła na deszcz meteorów, a potem wracała wzrokiem do talerza.
Alterega również się rozglądała. Potem poszła nałożyć sobie kawałek arbuza, a gdy wróciła, kobiety śmiały się i rozmawiały, przyciągając wzrok reszty. - Ona właśnie - powiedziała jedna z nich, wskazując Alteredze dobrze wyglądającą 30-latkę - zapytała, czy Polki potrafią mówić o mężczyznach, a ja odparłam: "Wyłącznie".
Potem zwróciła się do wszystkich. - Pracuję w pokoju z trzema innymi dziewczynami. Jedna z nich ma chłopaka i mówi tylko o nim. Wchodzę rano, a ona: "Wczoraj wieczorem po prostu siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizję. Po co mamy gdzieś wychodzić? Tylko on, ja i kanapa". Omawiały to jeszcze po obiedzie: "No więc oglądaliście cały czas telewizję razem, wow".
- To nie to samo - przerwała inna kobieta, której Alterega też nie znała. Wydawało się jej, że pracuje jako redaktorka w mediach: była po czterdziestce i ubierała się na wyprzedażach. - Polki mówią o mężczyznach tak, jakby oni byli pudlami. Jakby dało się ich czesać. A to są zdziczałe psy, wilki, skunksy - wyliczała. Alterega rozejrzała się wokoło. Żaden mężczyzna nie wyglądał na bestię, jeden na fotelu przysypiał.
Inne kobiety zaczęły się śmiać. - Chodzi mi o to - ciągnęła redaktorka, nie przejmując się niczym - że Polki nie mówią o mężczyznach poważnie. Otwierasz miesięcznik, a tam starszy facet, aktor, opowiada o pożyciu z młodą żoną. Cudowna, inspirująca, odmładza go. I to jest OK. Ale ile Polek pozwoliłoby sobie na takie wyznanie: "Hej, to mój młody kochanek! Jest cudowny, inspirujący i mnie odmładza"? W ustach Polki facet to tylko ojciec jej dzieci - mówiła redaktorka.
Jedna z kobiet wtrąciła, że aby otwarcie mówić o mężczyznach, trzeba by zacząć otwarcie mówić o sobie. O swojej samotności, o potrzebach seksualnych. - A ja dopiero niedawno przyznałam, że moja matka była koszmarem - westchnęła. - Zanim dotrę do własnej kobiecości, miną wieki. Redaktorka się wtrąciła. Jej zdaniem najbardziej bezpruderyjne kobiety to te między 50. a 60. rokiem życia. - Wdowy - powiedziała - nie mają już nic do stracenia. Mówią o mężczyznach jak o ciastku, na które mają ochotę, albo ogrodniku. Znajoma ciotki, na takim spotkaniu u niej, powiedziała kiedyś: "W łóżku był do niczego, tylko by leżał". One radzą sobie nawzajem, gdzie i jak poderwać mężczyznę. Tamta właśnie jechała do sanatorium. Wszystkie pokiwały głową.
- Najbardziej zakłamane są mężatki - powiedziała jedna. - Kłamią jak w banku - zgodziła się redaktorka. - Wchodzisz do jej domu: mąż ledwie może na nią patrzeć i warczy na pytanie, jak minął dzień, a ona mówi, że jest im razem cudnie. "Bardzo mnie kocha, wieczorem siadamy sobie z winem". Boże, gdy słyszę o winie wieczorem, od razu wiem, że nadciąga rozwód i nie sypiali ze sobą od miesięcy.
- A dziewczyny przed trzydziestką? - spytała Alterega. - Te barwne pracownice z korporacji, wciąż samotne, jeszcze nie za stare, ale już małżeńsko zdesperowane. Co z nimi? - Calineczki - odparła jedna z kobiet. - Wychodzą razem na miasto, jedna drugą przekonując, że potrzebują zabawy. Gapią się ukradkiem na facetów i w duchu liczą, że jakiegoś poderwą. Każdy jest dobry. Żadna przed drugą się do tego nie przyzna. Jakby samotność była trądem, jakby chęć posiadania partnera je dyskwalifikowała.
Wtrąciła się kobieta w czymś na kształt indyjskiego sari. Wyglądało, jakby poprzednia charakterystyka ją ubodła. - Rozwódki nie są lepsze - powiedziała. - Są otwarte i amerykańskie, ale do czasu. Gdy spotkają kogoś - wtedy klapa. Znów zamieniają się w koteczki. On jest kochany i inny niż inni. Nowo poślubiona rozwódka to najnudniejsza osoba pod słońcem.
- Nie spotkałam szczerej rozwódki - powiedziała najmłodsza z kobiet. Zabrzmiało to twardo i Alterega zrozumiała, że mówi o kimś bliskim. - Dwie, które znam, ciągle powtarzały, że teraz, gdy są wolne, będą realizowały pasje. Nie miały żadnych. Biegały po klubach i rozglądały się na boki. "Facet? A po co nam facet?!" - mówiły i wywalały biust na wierzch. Nie, rozwódki boją się swojego statusu porzuconej i idą w zaparte.
Nim wieczór zmienił się w noc, wszystkie zgodziły się co do tego, że Polki są zakłamane, dziewiętnastowieczne i zwyczajnie nudne. Wtedy Alterega spytała, po co miałyby być inne. Miała dobry humor i prowokacja jej nie przeszkadzała.
Jedna z kobiet wyjęła papierosa i powiedziała: - Poszłam kiedyś na babskie spotkanie. Było nas pięć, w tym jedna mężatka. To miał być wieczór z piciem, z pieprzem, z gadaniem o wszystkim. Potrzebowałam się wtedy rozerwać. Siedziałyśmy w salonie. Grała muzyka. Po półgodzinie skończyły się nam anegdotki z pracy, potem mężatka opowiedziała, że jej ślubny jest taki fajny, a potem rozmawiałyśmy o sprzątaniu. Następnego dnia mężatka wpisała notkę na swoim blogu. O naszym wieczorze. Miała duży odzew, czytelniczki zazdrościły zabawy. I wiecie co? Napisałam komentarz w tym samym stylu, że nie ma to jak babski wieczór. Tyle jeśli chodzi o Polki - zakończyła historię. I zgasiła papierosa butem.
Monika Piątkowska
PANI 10/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Monika Piątkowska
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli