Przejdź na stronę główną Interia.pl

Po prezentach ich poznacie

Jeśli jesteś kobietą, a gdzieś niedaleko jest mężczyzna, o którym możesz powiedzieć „mój”, jeśli do tego jest grudzień i w drodze do pracy spotkałaś przynajmniej pięciu Świętych Mikołajów, to zapewne masz już dylemat: przyznać się, jaki prezent chcesz dostać pod choinkę czy też lepiej nic nie mówić?

Kilka tygodni temu pewien dziennikarz zagrodził drogę Alteredze, by wyjawić, że nie rozumie, dlaczego kobiety tak bardzo zajmują się swoim życiem emocjonalnym. Dlaczego ciągle analizują, co czują i dlaczego to czują. Mówił przez kwadrans. Naturalnie o sobie. A potem przypisał Alteredze imię innej kobiety. I jej emocje. Tymczasem pytanie, czy podsunąć mężczyźnie, czym może nas uszczęśliwić, czy też czekać, aż sam coś wybierze, wcale nie jest błahe – aby się o tym przekonać, wystarczy rzucić je między kobietami.

Reklama

– Nigdy nie powiem czegoś takiego mojemu mężowi – mówi z mocą Aldona, która ma trzydzieści sześć lat, dziecko i pracę w wydawnictwie. – Przecież prezent, zwłaszcza ten świąteczny, to najlepszy barometr uczuć w związku. Mąż Aldony rok w rok kupuje jej komplet czarnej koronkowej bielizny ekskluzywnej marki, nieodmiennie za obszerny w biuście, ale według Aldony to żywy dowód na to, że mąż wciąż jest w niej zakochany. – Z czasem każda kobieta uczy się, że to, co mężczyzna mówi, nie ma znaczenia. Słowa to tylko słowa. Jeśli mąż mówi, że mnie nie zdradza, to znaczy jedynie, że mówi, że mnie nie zdradza. Ale jeśli pewnego grudnia da mi pod choinkę skarpety narciarskie albo fartuch kuchenny, to wtedy powinnam się zacząć martwić! – mówi Aldona.

Przekonanie, że bożonarodzeniowy prezent ma znaczenie symboliczne i jest niczym papierek lakmusowy małżeństwa, podziela wiele mężatek. Każda z nich ma własny ranking prezentów i naturalnie ich mężowie nie domyślają się, o czym tak naprawdę myślą żony, gdy rozdzierają ozdobny papier. Tymczasem gdy pewna trzydziestodwuletnia szefowa działu HR w niedużej warszawskiej firmie znajduje pod choinką zestaw kosmetyków z drogerii w najbliższym centrum handlowym, uznaje, że mężowi niespecjalnie chciało się wysilać. O tym samym świadczyć będzie książka, o której mąż nic nie potrafi powiedzieć, „po prostu wszedł do księgarni, zapytał sprzedawczynię, co jest dla kobiet, i wybrał na chybił trafił”, kosmetyczny kuferek najtańszej firmy albo niepotrzebny gadżet kuchenny.

– W gruncie rzeczy – mówi Edyta, od roku powtórna mężatka – nie chodzi nawet o to, że prezent jest tani, ale o to, że jest przypadkowy. Pamiętam ostatnie święta z moim byłym mężem. Ofiarował mi pod choinkę płytę Beyoncé. Nigdy jej nie słuchałam, on też nie miał pojęcia, kim jest ta Beyoncé. Akurat była promowana, leżała na eksponowanym miejscu, więc ją kupił. I nawet nie umiał poprawnie wymówić jej imienia.

Marta (35 lat, w wolnym związku), przyjaciółka Alteregi, śmieje się, gdy jej przedstawiam taki ranking. – Litości! To gorzej niż wróżenie z fusów – mówi i zaczyna się jeszcze głośniej śmiać. – W naszej firmie pewien chłopak z finansów zna internetowego sprzedawcę bielizny. Wszycy faceci z naszego działu zamówili u niego ten sam zestaw. Czarne stringi i push-up. Któregoś wieczoru siedem pań miało na sobie takie same komplety. I o czym to świadczy? Ona sama nigdy nie mówi, co chce dostać na Gwiazdkę, może dlatego, że lubi praktyczne prezenty. W zeszłym roku dostała od ukochanego bambosze i termofor. Była zachwycona. – Jeśli dziewczyna jest nieszczęśliwa, bo on się nie wysilił i kupił jakiś pierwszy z brzegu świąteczny zestaw, to znaczy, że z nią jest coś nie tak – mówi Marta. – Z drugiej strony, byłam kiedyś u przyjaciółki. Siedzimy w kuchni, jest wino, są sery, taki babski wieczorek, wraca jej facet z pracy i od progu woła: „Słuchaj, wymyśliłaś już, co tam byś chciała pod choinkę, bo będę miał dwie wolne godziny na lotnisku”. Koszmar, prawda? Rozstali się rok później.

Hm. A może jednak możliwa jest jakaś mniej obskurancka świąteczna komunikacja, dzięki której zamiast kupować nam okropne perfumy, on wpadnie na to, żeby jednak wybrać te przepiękne oficerki, które tak bardzo chciałybyśmy mieć? A może jednak taka rozmowa o prezencie, i w domyśle o pieniądzach, to jednak nietakt? Marta ma 25 lat, właśnie przeprowadziła się do Warszawy i wciąż pamięta dzień, w którym znalazła na jednym z forów wpis swojego chłopaka: – Radził się, co mi kupić na prezent, ale tak do stu złotych, bo mu szkoda więcej wydawać. Czy wciąż z nim jest? Jest. – Dostał straszne baty od internautów – mówi Marta. – Od dziewczyn. Pisały, że jest skąpy, tępy, prostacki, naprawdę sobie na nim poużywały. Aż było mi go żal i w końcu zaczęłam go bronić. Oczywiście pod fałszywym nickiem, z innego komputera. Poprosiłam, żeby opisał tę swoją dziewczynę. I to było naprawdę piękne wyznanie miłosne. Do dziś nie wie, że to byłam ja i że ten jego wpis to był mój najwspanialszy prezent. Czy mówić swojemu mężczyźnie, jaki chcemy prezent, czy też może czekać, aż domyśli się, że sam może być najlepszym prezentem? Wesołych Świąt.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje