Mąż – poradnik dla zaawansowanych
Cukiernia w centrum handlowym: cztery stoliki, lada, twarde krzesła, żeby nie siedzieć za długo, widok na ruchome schody. Stąd można pogapić się na tych, którzy wcześniej gapili się na nas.
Najpierw ja oglądam sobie Hansa Klossa, a potem on ogląda mnie – myśli Alterega. – To się nazywa interaktywna telewizja. Ale głośno tego nie mówi, bo Julia (imię zmienione) dopija kawę i dochodzi do puenty.
Jej opowieść dotyczy agresji: Julia, która kiedyś była specjalistką od zarządzania zasobami ludzkimi, a teraz jest mamą bogatego męża, obejrzała w telewizji talk-show o bójkach dziewczyn i była nim przerażona. Nastolatki biły się po twarzach i brzuchach, łamały sobie nosy, kopały się, a wszystko to, by bronić swoich chłopców. Przed seksualną agresją konkurentek z dyskoteki, przed ich solarium, gołym brzuchem i kolczykiem w pępku.
– Siedziałam jak skamieniała – opowiada Julia. – Jakby mnie ktoś przykleił. Później spojrzałam na córkę, która ma dopiero pięć lat. W jakim świecie będzie żyć? Czy i ona dostanie z liścia? I to z powodu chłopaka? Co się dzieje z kobietami, że biją się o mężczyzn? Byłam przerażona. Mówię ci, przerażona.
A potem, dzień czy dwa po programie, poszła z mężem na coś w rodzaju garden party, tyle że bez party i bez garden, po prostu na grilla do znajomych pod Warszawą. Julia prezentowała tam styl kowbojski – miała kraciastą koszulę i kamizelkę. Było nudno do czasu, aż pojawiła się jej dawna znajoma, sama. I spóźniona.
– Weszła i po chwili wszystko należało do niej. Znasz ten typ. Robi zamieszanie już w progu, jeszcze nie odłoży torebki, a już zdąży się pięć razy pochylić, żeby wszyscy zobaczyli jej dekolt. Singielka. Każdy facet patrzył na nią znad swojej kiełbaski. Mój mąż też. Miała na sobie coś przezroczystego i legginsy, i te legginsy do nas podeszły. „Po raz pierwszy od lat widzę cię bez dzieci, mamusiu”, powiedziała.
Rozumiesz: ja, czyli mamusia, twór w fartuchu, i ona, czyli kobieta. Gdy to mówiła, patrzyła w oczy mojego męża. W oczy. On nic nie powiedział, stał jak cielę, a ja ryknęłam: „Więc jednak zdecydowałaś się na botoks. Świetny efekt, zupełnie nowa twarz. Jak długo się to utrzyma?”. Wszyscy mnie usłyszeli.
Bycie mężatką oznacza tyle, że zamiast nosa łamiesz konkurentce reputację. Okropne, co? Oto czym jesteśmy. Kwadrans później, kiedy wychodziły ze sklepu, Julia dodała jeszcze: – Po obejrzeniu programu o agresywnych nastolatkach myślałam, że gdybym spotkała taką na ulicy, od razu dzwoniłabym po pogotowie. Psychiatryczne. Teraz podeszłabym do niej i powiedziała: „Kultura to bujda, liczy się zdobycz”.
– Naprawdę? – spytała Alterega. – Tak. Życie kobiety to nieustanne ćwiczenia na poligonie. Zagapisz się i już nie masz nogi, głowy, męża. Nie patrz tak na mnie. Wszystkie dobrze wiemy, że tak jest, tylko nie mówimy tego głośno. Romantyczne filmy są dobre dla chłopców. – Mężatka niepilnująca swego interesu to rozwódka, która jeszcze o tym nie wie – powiedziała kilka dni później znajoma Alteregi, żeby było jasne, rozwódka.
– Spójrzcie na mnie. Kiedy sądziłam, że wszystko jest w porządku, on od dwóch lat trzymał nowe DVD u innej. Stały w babskim gronie w holu kina, czekając na nowego Harry’ego Pottera i popcorn, gdy Alterega spytała, jak to jest z tą walką o faceta. Czy naprawdę trzeba nieustannie chronić mężczyznę, zwłaszcza takiego, który i tak przecież przyrzekł naszemu kredytowi, że go nie opuści aż do śmierci? Czy ślub coś tu zmienia?
– To ma coś wspólnego z dziećmi – powiedziała dziewczyna, którą Alterega słabo znała. – Zanim się urodziły, mieliśmy trochę osobne życia. Nigdy go nie ograniczałam. Koszykówka w czwartek, kumple w piątek. Było OK – dwoje dorosłych, którzy na coś się umówili. Ale gdy urodził się Staś… siedziałam przy jego łóżeczku i myślałam: „A jeśli jakaś mi go zabierze, zabierze ojca Stasiowi?”. Teraz kobiety nie zważają na to, czy facet jest żonaty. I jest ich wszędzie mnóstwo.
Alterega chciała wiedzieć, co było dalej, jak sobie poradziła ze sobą, z mężem, ale nie udało się jej wtrącić. Nagle każda pragnęła coś dodać. – Walczysz, żeby zwrócił na ciebie uwagę, o ślub, potem walczysz, żeby wytrwał. Później toczysz bitwę z kobietami, z nim też. – Dokładnie! To była znajoma z pracy. Lubił z nią rozmawiać, wydzwaniała do nas wieczorami. Kiedyś wchodzę do sypialni, a on leży i gada z nią. Odczekałam, aż skończy, i powiedziałam: „Kochanie, wiesz co to takiego żona? To jedyna istota, z którą rozmawiasz na leżąco”.
– Czasem czuję się jak drapieżnik. Mężczyzna to kość, z którą uciekam do lasu. – Dawniej się tego wstydziłam. Tej czujności, bo to nie jest zazdrość, tylko czujność. Teraz już nie. Mąż to towar deficytowy. O kartę kredytową też przecież dbam. – Kiedyś siedzieliśmy na werandzie i powiedziałam mu: „Kochany, zawsze jest tak samo. Najpierw ona cię podziwia, potem rozumie, później ty rozumiesz, że przy niej jesteś zupełnie inny, i sam się podziwiasz. Wreszcie jesteście razem, a ona mówi, że inni odśnieżają podjazd staranniej i że ma dość tego, że ciebie ciągle nie ma w domu. – Właśnie. – Ale miłość istnieje. Tak. To się nie wyklucza.
Monika Piątkowska
PANI 2/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Monika Piątkowska
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
...falenicka i otwocka:)) Poczytałam... więcej
Reklama
Wasze komentarze (3)
-
31.01.2011 (09:36)pani Monika Piątkowska ma tak prymitywne myslenie, przykro ze pisze w Pani felietony.
-
31.01.2011 (09:02)bardzo przerysowana prawda. Komentując na skróty powiem: zazdrość to rzecz naturalna, ale nie zawsze racjonalna!
-
-
31.01.2011 (07:33)












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli