Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kto jest za tym milczeniem?

W zimowe popołudnie na przystanku Alterega zamiast myśleć o strukturze wszechświata i czarnej materii podsłuchiwała rozmowę nastolatek wracających ze szkoły. Blondynka i brunetka, bardzo do siebie podobne, miały skrajnie różne doświadczenia ze swoimi chłopakami...

Blondynka mówiła, gdzie ją chłopak zabrał, ile zapłacił, kogo spotkali, kogo nie spotkali, jakie oficerki widziała na wystawie, kto zadzwonił na jej komórkę, kto na jego, kto ich mijał i co miał na głowie. Alterega zrozumiała, że randka musiała się odbyć w Złotych Tarasach. Wtedy brunetka powiedziała, że jej problem polega na tym, że ma chłopaka, który nic nie mówi. Zaprasza ją na randki, idą do kina, i ani przed filmem, ani w trakcie, ani po – on nic nie mówi! Wtedy blondynka wypluła gumę do żucia, rzuciła okiem na drogę i powiedziała, że oni już tacy są.

Reklama

Trzymają wszystko w sobie – wyjaśniła. – Nie wiem dlaczego, ale tak z nimi jest. Taka męska cecha – dodała. Jeszcze tego samego dnia Alterega powtórzyła rozmowę wszystkim znanym sobie kobietom, te kolejnym, aż kilka dni później anegdota zatoczyła koło i wróciła do Alteregi ozdobiona w zbiorową puentę, która brzmiała: „Mężczyźni nie mówią, ponieważ nie mają o czym. Żeby mówić, trzeba bowiem myśleć”.

W końcu Alterega zaczęła się zastanawiać: są mężczyźni ojcami filozofi i i literatury czy też nie są? Ładnie to tak upraszczać świat czy podle? Naturalnie można i tak rozpracować ową puentę, ale po co? Gdyby Anna Dostojewska, żona sławnego Fiodora, zamiast o tym, ile silbergroschen kosztował w Dreźnie pudding, jak potajemnie otworzyć list od kochanki męża i że niewyspany Fiedia strasznie krzyczy, pisała w pamiętniku rozprawki o istocie bytu – byłby on nie do czytania. Proza życia naprawdę bywa ciekawsza od jego poezji.

A zatem Justyna upewniwszy się, że mąż jej nie usłyszy, oznajmiła: – U nas to wygląda tak: Idziemy do kina. Tu na ekranie film, a dwa rzędy przed nami chłopak dobiera się do dziewczyny. Co on ręką błądzi po jej nodze, to ona go po łapach. Raz, drugi, trzeci, wreszcie chłopak zrezygnowany przestaje, a wtedy po kilku minutach dziewczyna łapie go za rękę i sama kładzie ją na swoim biuście. Trącam męża i mówię: „Widzisz, źle rozpoznał rynek”. On fuka, że mu przeszkadzam, po seansie sarka, że zanudzam go jakąś bzdurą, potem w weekend wpadają znajomi i co słyszę? Słyszę, jak on (rozumiecie!) sprzedaje moją anegdotę, jak to siedzi w kinie i patrzy (on patrzy!), i widzi, ręka, noga, biust, dziewczyna, a na koniec jeszcze dorzuca moją puentę. Oczywiście jako własną. Wniosek – oni mówią, mężczyźni mówią, pod warunkiem że najpierw pożywią się nami.

Dagmara (średni szczebel w korporacji, biurko ze zdjęciem narzeczonego): – Ale ten plagiat ma szerszy kontekst – mówi i puszcza dym z elektronicznego papierosa. – Pracuję w firmie ze znajomym. Nazywamy go Dodo. Dodo przychodzi do biura wypiękniony, ale zawsze z tą samą tezą, że nie przywiązuje wagi do stroju, ot tak, wkłada co ma pod ręką. Ha, ha, ha… Znam go od lat i pamiętam czasy, gdy galotki zaciągał pod pachę i tam zapinał paskiem. To moja przyjaciółka, a jego dziewczyna przemeblowała mu szafę, opuściła spodnie, rozpięła koszulę i dołożyła T-shirt w serek. Ale Dodo za nic się do tego nie przyzna. Podobnie jak do tego, że mądrości o życiu i kobietach, którymi czaruje praktykantki, to cytaty z jej lektur. On nawet nie wie, że przemawia do nich słowami Paula Coelho!

– A najciekawsze jest to – uświadamia wszystkie Marta (rozwódka w nowym związku, własna firma) – że mężczyźni wcale nie lubią milczeć. To poza (albo niedołęstwo), która ich uwiera. Gdyby było inaczej, po cóż wymyślaliby te swoje gadżety. Przecież gadżet to pretekst do rozmowy. „O, nowy?”, „Nowy”, „Ile?”, „Tyle”, „Który rocznik?”, „Taki. A twój?”, „Mój z wiosny”, „Aha”. Gadżet to ich koło ratunkowe. Tak, jeśli kobiety mają pewność, że to, co powiedzą, nie dotrze do mężów, chłopaków i kandydatów na chłopaków, wiele można usłyszeć. A gdy są to jeszcze mężatki albo rozwódki, wtedy usłyszymy od nich, że „milczący mężczyzna to najpiękniej w świecie opakowana pustka”.

Tych kilka kobiet, które w owe zimowe popołudnie zgromadziło się w kuchni jednej z nich (podczas gdy ich mężczyźni zostawieni sobie pięknie milczeli na kanapie albowiem już sobie pokazali komórki), wymyśliło, tak na szybko, scenę z męskiego filmu. Film byłby naturalnie o szorstkiej, cichej przyjaźni, której kulminacyjny moment – pożegnanie – odbywałoby się na maleńkim cmentarzu.

Ponieważ opis mężczyzn zająłby dużo miejsca, ustalmy, że jeden był brunetem, a drugi blondynem. Zatem blondyn leży w trumnie, a brunet ze ściśniętym gardłem, z trudem szukając słów, przemawia nad trumną. – Mój przyjaciel Jan… – zaczyna i wtedy wzrok jego pada na klepsydrę, a tam jak wół stoi, że nie Jan tylko Jerzy. Cisza, słońce zachodzi, tych kilku żałobników schyla głowy. – A więc miał na imię Jerzy – podejmuje brunet – nigdy o tym nie rozmawialiśmy...

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje