Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bluzka

Każda płeć ma swój pakiet – jak to nazwał Milan Kundera – „wewnętrznych zakłamań”, które skrywa najgłębiej przed sobą, bowiem bez nich straciłaby tożsamość.

Znajomy Alteregi na pytanie, czy potrafiłby przyznać się do własnej niegodziwości, odparł: – Przyznam się do każdego grzechu, pod warunkiem że to grzech bohaterstwa. Otóż to, jeśli mężczyzna zdobywa się na szczere wyznanie, możemy być pewni, że opowie o swojej chwale. Wiele kobiet słyszało wyznanie: „Tak ją kochałem, a ona odeszła”, ale czy którakolwiek słyszała: „Byłem marnym kochankiem, więc ona odeszła”?

Reklama

Arlecie przydarzyła się w pracy dziwna przygoda. Otóż do babskiego i zgranego zespołu dołączył nowy pracownik, chłopak. Arleta zaprzyjaźniła się z nim (bo był nieśmiały, nie znał firmy, bo miał kłopoty w rodzinie, bo nie znał układu sił w firmie i ploteczek, bo był bezradny), a potem spostrzegła, że nie jest jedyną przyjaciółką tego chłopaka, więcej, że zyskał on sympatię szefowej i owa szefowa zwyczajnie go zagarnia. Arleta poczuła w sobie wówczas zazdrość i gniew na te durne koleżanki, które podkradły jej przyjaciela, na szefową, że wykorzystując pozycję, adoruje go, a w końcu na siebie – ona w stałym związku od czterech lat, trzydziestoletnia kobieta uganiała się za żonatym kolegą z pracy. I po co? Na niego, niewinnego, wściekła naturalnie nie była, to nie jego wina, że inne wredne kobiety bezwzględnie go przywłaszczały.

Arleta opowiedziała tę historię Alteredze, by znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego przejmuje ją los tego faceta? Ale dużo ciekawsza jest kwestia: dlaczego w ogóle wcześniej lubiła swoje koleżanki (i szefową) z pracy? Tak właśnie – jeśli spytamy jakąkolwiek kobietę, czy lubi inne kobiety, ta odpowie, że naturalnie. Czy docenia je? A jakże.

Ale jeśli spytamy o konkrety, wówczas usłyszymy: „Byłam ostatnio na wywiadówce u syna. Same matki i dwóch ojców. Jeden z nich bardzo się dopytywał, pomyślałam, że to cudowne, że ten facet kocha dzieciaka, że musiał się zwolnić z pracy na wywiadówkę. O żadnej matce nic takiego nie przyszło mi do głowy”.

Albo: „W autobusie zobaczyłam chłopaka z książką. Wzruszył mnie, taki młody i czyta. Czy gdyby to była dziewczyna, to bym się wzruszyła? Czy ja wiem, dziewczyny dużo czytają”. Albo: „Kobiety w polityce ubierają się okropnie. A mężczyźni? Nigdy nie zwracałam na to uwagi. Tusk jest przystojny, ale nie wiem, jak się ubiera, lubię go”. I tak oto zza fasady słów wyłania się to, co ukryte – bo tajemnicą kobiet (której nie mogą sobie wyjawić) jest to, że patrzą na inne kobiety przez bardzo krytyczne okulary, że damskie relacje, nawet te niewinne i aseksualne jak relacje biurowe, podszyte są po równo – rywalizacją i podejrzliwością. Że w drugiej kobiecie zawsze, prędzej czy później, i tak dostrzegą harpię.

Sabina, 35-letnia niewolnica w firmie farmaceutycznej, przeżyła podobną przygodę jak Arleta. I do jej (prawie babskiego) zespołu dołączył nowy pracownik, mężczyzna, i on natychmiast został zasypany ofertami przyjaźni i pomocy wszystkich kobiet z działu, i on stał się ulubieńcem szefowej.

– Też myślałam – wyznała Alteredze – że jest w jakimś sensie ofiarą. Że my, baby, o niego rywalizujemy, a jedna gorsza od drugiej (poza mną, ja byłam jego przyjaciółką z dobrego serca, oczywiście). Aż pewnego dnia przyszło mi do głowy: a co jeśli on jest świadomy tej walki i sam ją nakręca? I więcej, że ja mu wybaczam nieudolność, za którą koleżance zmyłabym głowę. On stale wychodził wcześniej, bo spieszył się do szkoły po syna, więc myślałam: „świetny ojciec”, a o dziewczynie pomyślałabym: „A to suka jedna, zwala na nas robotę!”. Do głowy by mi nie przyszło widzieć w niej świętą matkę. Dla Sabiny przełomem była chwila, gdy nowy kolega, po roku starań, sam został szefem zespołu. Jego pierwszą decyzją było… mianowanie swoim zastępcą faceta z innej firmy.

– Tego dnia przestał być bezradny, a my wyszłyśmy na idiotki. Ale wiesz - dokończyła - dla mnie to była lekcja samoświadomości. Bo zawsze uważałam, że płeć to coś, z czym człowiek się rodzi i co go ani nie wyróżnia, ani nie deprecjonuje. Zawodowo, oczywiście. Dzięki temu bubkowi dotarło do mnie, że sama dzielę ludzi na kobiety i mężczyzn. Oni są dla mnie partnerami, one karierowiczkami.

O, taki przykład: Julia Tymoszenko. Nic nie wiem o Ukrainie, ale ona mnie irytowała. Czym? Fryzurą, zbyt młodą twarzą. Skoro siedzi w telewizji, to nie siedzi w domu z rodziną. Czyli okropna matka (nawet nie wiem, czy ma dzieci). Teraz, gdy przeczytałam o parytecie płci w polityce, pomyślałam: dobrze, parytet to zasieki przed dyskryminacją jednych kobiet przez drugie, to najlepszy kaganiec, jaki można założyć i mnie. Ta wspaniała samokrytyka ma jednak swoją cenę.

Sabina i Alterega idą przez centrum handlowe. – Już nie mogę oglądać ulubionych seriali o przyjaciółkach – mówi Sabina. – Ja też cię lubię – odpowiada Alterega. – Oczywiście do czasu, aż się okaże, że w tej bluzce z wystawy jest ci lepiej niż mnie.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje