Weronika
Ta pani zaczęła do mnie dzwonić jakieś dwa lata temu. Nigdy nie wyjaśniła, skąd ma mój telefon.
Kiedyś wspomniała, że ma swoje sposoby, ale nie, to nie będzie historia uczuciowa. Zaczęła rzeczowo. O tym, że przyszłość jest ważna. Nie tylko moja, moich dzieci również. Przecież zależy mi na tym, by wyszły na ludzi, prawda?
Potem opowiadała o mnie. Miło się tego słuchało, nie będę zanudzał, a zresztą może trochę zanudzę. Otóż jestem błyskotliwy, moje książki znakomicie się czyta, powinienem pisać więcej dla telewizji i kina, bo świetnie by się je oglądało. Słowem: profesjonalistka.
– Ale ad rem – powiedziała wreszcie. – Może byśmy się spotkali? Bez zastanowienia się zgodziłem. Aha, gdzieś w przelocie, pomiędzy tym zdaniem o mojej książce a rozmową o François Ozonie padło coś o finansach. Coś o tym, że mam wolne środki, coś z tymi środkami można by zrobić.
Natomiast Ozon, "8 kobiet". Tak, świetny film. Spotkaliśmy się w sympatycznej knajpce przy Nowym Świecie. Miała na imię, powiedzmy, Dorota. Była z koleżanką Magdą. Trochę się zagadaliśmy, czekając na kawę. Takie tam różne. O dziwacznej pogodzie w tym roku, fajnych książkach. – Panie Leszku, czego pan oczekuje po przyszłości? – zapytała wreszcie pani Dorota. A Magda ślicznie się uśmiechnęła. Miała dołeczki w policzkach.
Coś zacząłem plątać. Bo co można odpowiedzieć na takie pytanie. Przyszłość to przyszłość i cała masa bardzo stereotypowych banałów pomieszanych z absurdalnymi lękami i nadziejami na wyrost. Cierpliwie wysłuchała tego wszystkiego i rzeczowo skinęła głową, jakby wcale nie uważała, że to stek bzdur. A Magda ponownie ślicznie się uśmiechnęła. – Mam dla pana rozwiązanie – powiedziała. – Oto koszyk funduszy, który panu proponuję. Zwłaszcza polecam ten filar – stuknęła piórem w jeden z wykresów, który optymistycznie piął się w górę. – Aha – skinąłem głową. Nic nie rozumiałem, ale czy facet się do tego przyzna? – A te fundusze i te nieruchomości... To one wciąż drożeją? – Tak – powiedziała pani Dorota. – I będą drożeć? – Przynajmniej przez kolejne pięć lat ma to pan jak w banku – zapewniła mnie.
Magda znowu się uśmiechnęła, ale coś nie dawało mi spokoju. – Jest pani pewna? – Oczywiście, instytucja, w której pracuję, ma za sobą wiele dziesiątek lat doświadczenia. Pokiwałem głową, jasne, oczywiste, ale jednak się zastanowię. Mogę? Pożegnaliśmy się. Zadzwoniła po dwóch dniach, i po czterech, i po tygodniu. Potem było mi już głupio odmawiać, nie miałem żadnych argumentów przeciw. Tylko wydało mi się dziwne, że wszystko będzie tak drożało i drożało.
W dodatku zadzwoniła jeszcze pani Iwonka. Ta namawiała mnie tylko telefonicznie, bo nie odważyłem się już na spotkanie. Przysłała mi wszystkie te pnące się krzywe na maila. Wyłączyłem w końcu telefon. No a potem zaczął się kryzys i wszystkie krzywe zjechały. Pani Dorota zadzwoniła po miesiącu. Zapytała o najnowszego Woody'ego Allena, a potem, czy się zdecydowałem. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, zdecydowałem, że uderzę prosto z mostu. – Wie pani, że straciłbym 80 procent pieniędzy? – zapytałem. – Ale produkt, który teraz oferuję, zapewni właśnie zarobek, nawet kiedy wszystko spada. Świetna była Scarlett Johansson. Szybko się pożegnałem.
Po miesiącu z ciekawości sprawdziłem, co by się stało, gdybym zainwestował zgodnie z jej radą. Na dole skończyła się skala. Zaskoczyła mnie kolejnym telefonem, a minęło już kilka miesięcy. Tym razem chyba nie była w kinie. Przez telefon wydawała się urażona, przedstawiła kolejną ofertę, wyraźnie nie rozumiejąc, dlaczego nie chcę się zgodzić.
A przyszłość? Czy już przestałem o niej myśleć? Naprawdę? A dzieci? Czyżby ich przyszłość w ogóle mnie nie obchodziła? – Nie, dziękuję – powiedziałem. Odezwała się następnym razem, chociaż nie, tylko numer był ten sam, bo wklepałem go już w komórkę. Głos był inny, przedstawiła się. – Nazywam się Małgorzata. – A pani Dorota? – Nie wiem, pewnie zmieniła pracę, nie mam pojęcia. Panie Leszku, myślał pan już o przyszłości? O dzieciach? Tak, znakomicie. Widzę, że mam do czynienia z człowiekiem bardzo inteligentnym. Muszę panu też prywatnie powiedzieć, że strasznie podobała mi się pana książka. Spotkamy się?
Zrobiłem to z ciekawości. Tym razem mała knajpka na Nowym Mieście. – Panie Leszku, strasznie się cieszę. Nie wiem, czy pan zna, najnowsza powieść. Polecam. A jeśli chodzi o przyszłość. Zapomniałam przedstawić. To Weronika, moja współpracowniczka. – Po prostu Weronka – uśmiechnęła się, a na jej policzkach pojawiły się dołeczki. (O rany, poznałem ją! Sześć czy siedem lat temu na jakimś raucie podszedł do mojego przyjaciela prezes pewnej sieci. Zawiany, trącił go w ramię. Obok niego stała śliczna dziewczyna w sukience z największym dekoltem, jaki widziałem. – Narzeczona? – Nie, to Weronka – beknął. – Biorę Weronkę na dopinanie kontraktów. Zmiękcza kontrahenta. Puścił oko i odpłynął. Weronka uśmiechnęła się i na policzkach zrobiły się jej dołeczki.)
– A więc? Panie Leszku, już się pan zastanowił? – zapytała pani Małgorzata. – Przygotowałam dla pana osobisty plan inwestowania, który zapewni panu znaczne dochody i zabezpieczy edukację dzieci. Nie, nie potrafię się zdobyć, by jej powiedzieć, gdy znowu zadzwoni, że gdybym zainwestował tak, jak radziła pani Dorota, to dzieci nie miałyby już żadnej przyszłości.
Nie wiem, jak im to wytłumaczyć. Wczoraj zadzwoniła pani Beata z konkurencji (też z wieloletnim doświadczeniem, przysłała mi specjalną broszurę). Chciała się spotkać. – Panie Leszku – zapytała – myślał pan o przyszłości? „A Weronka?”, cisnęło mi się na usta. Ale nie zapytałem.
Twój STYL 7/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Leszek Talko
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
zablokowalam sie. tak calkiem i zupelnie. siedze przed... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
01.08.2011 (23:00)
-












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli