Przejdź na stronę główną Interia.pl

Uwolnić Barabasza

Ta niezręczna sytuacja przydarzyła się ostatnio pewnemu producentowi. Nie dość, że jego sprzątaczka udała się na zasłużony odpoczynek do Egiptu, to opiekunka do dziecka wyjechała na Rodos, bo tam podobno pojawiły się niezłe warunki do surfowania. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

Przez umysł przewijały mi się dziesiątki ripost. - A ile ty płacisz za sprzątanie? (w domyśle: może wziąłbym zastępstwo?) - To opiekunki teraz surfują? (głupie, właściwie dlaczego by nie miały surfować. To, że ja nie potrafię, nie znaczy, że nie potrafi opiekunka). Nic nie odpowiedziałem, chłonąc w zdumieniu informację, że sam zainteresowany pracodawca ani w Egipcie, ani na Rodos nie był z braku czasu. Jeśli gdzieś bywa, to w swoim domku nad Zalewem Zegrzyńskim, ale też rzadko, bo korki i trudno dojechać. (Ba - powie ktoś. - Nie mam sprzątaczki, ewentualnie sama jestem sprzątaczką, a w Egipcie nie byłam. No właśnie, w tym rzecz. Nie była Pani, a sprzedawczyni w warzywnym na dole była). Gazety biją na alarm, że opiekunki i sprzątaczki załatwiają efekt cieplarniany. Nigdy jeszcze tyle ludzi nie jechało w tyle miejsc tyloma samochodami, autobusami i samolotami. Sam stałem się kiedyś przyczynkiem do tego efektu, gdy wybrałem się - co prawda służbowo, ale i tak się liczy - na wyprawę 6 stolic w 6 dni. Po prostu nie mogłem się powstrzymać przed sprawdzeniem, czy to możliwe.

Otóż jak najbardziej

Reklama

W Londynie stanęliśmy pod Big Benem (mam zdjęcie), w Paryżu pod wieżą Eiffla (mam zdjęcie), w Amsterdamie nad kanałem (mam zdjęcie), w Brukseli pod Manneken Pis (mam zdjęcie), w Luksemburgu w McDonaldzie na obiad (nie mam zdjęcia). Poza tym daję głowę, że widziałem jeszcze jedną stolicę europejską, ale nie pamiętam jaką. Nie wykluczam jednak, że jakąś przespałem. Taka nieprzyjemna historia zdarzyła się pani Wiesi z sąsiedniego siedzenia. Zdrzemnęła się i niestety Paryż razem z wieżą Eiffla przeszedł jej koło nosa. Niedawno okazało się, że ofiarą turystyki padnie wkrótce Macchu Picchu, które nie wytrzymuje codziennego najazdu, a już padła mysz Darwina. Słynny przyrodnik odkrył ją na Galapagos 174 lata temu. Mysz oraz inne gatunki nie wytrzymały wycieczek, które chciały zobaczyć dziką przyrodę. Być może jakimś rozwiązaniem byłoby zbudowanie sztucznego Macchu Picchu i sztucznego Galapagos gdzieś obok. W końcu tak właśnie się stało z jaskinią Lascaux we Francji. W pobliżu zbudowano nową jaskinię z nowymi-starymi malunkami i to ją zadeptali turyści. To samo czeka pewnie Dolinę Królów w Egipcie. Turysty nie odstraszy dodatkowa opłata za wejście do grobowca Tutenchamona. Król Tut to w końcu ikona popkultury i warto zobaczyć przeklęty grobowiec. Wygląda jak... Właśnie tu jest problem. Wygląda jak każdy inny grobowiec, ale skoro już się jest w Egipcie, to nie wypada nie zobaczyć. Przecież skoro jest tak tanio, szkoda nie skorzystać (a jedna z linii lotniczych zapowiedziała, że rozważa wprowadzenie miejsc stojących w samolotach i będzie jeszcze taniej). Właściwie każdy był już w Egipcie, zobaczył grobowiec Tuta i jest odpowiedzialny za część zniszczeń. A może zanurkował w morzu i wtedy jest odpowiedzialny za część zniszczeń raf koralowych (ja nie potrafię, więc mam alibi). Wiele lat temu trafiłem na stare opowiadanie science fiction jeszcze w czasach, kiedy pisano prawdziwe opowiadania, a nie tylko opowieści o magach i wampirach. Bohater wybiera się na wakacje. Jest znudzony, oglądał już koronację Napoleona, bitwę pod Grunwaldem. Rzuca okiem na nową ofertę biura podróży.

Niezapomniany weekend w Judei

"Bądź świadkiem ukrzyżowania Jezusa". Bohater kupuje last minute, wsiada do machiny czasu z resztą wycieczki. Na miejscu pilot rozdaje im miejscowe stroje i puszcza do Jerozolimy, pouczając, że nie wolno im zmienić biegu historii, więc na pytanie Piłata mają wołać "Barabasza, Barabasza". I rzeczywiście Piłat pyta, kogo ma uwolnić, uczestnicy wycieczki wołają: Barabasza! Potem, po dniu pełnym wrażeń, wracają do swojego autobusu - to jest wehikułu czasu - i zdziwieni zauważają, że cały tłum składał się z podróżników w czasie i to oni właśnie ukrzyżowali Jezusa. A jeśli nie machina czasu - to co?

Zapytałem pani Wiesi (tej, której zdarzyło się nieszczęśliwie przespać wieżę Eiffla), po co się pchała w te 6 stolic. Spojrzała na mnie, jakby zobaczyła kosmitę. - Przecież za te pieniądze to udałoby się spędzić tydzień co najwyżej w Mielnie. Doszedłem do wniosku, że ma rację. Ba, sam kiedyś byłem w Mielnie. Myślałem, że oszaleję. Przez pięć dni padał deszcz, a przez dwa pozostałe miałem wrażenie, że znowu trafiłem do szkoły, gdziekolwiek bym bowiem poszedł, zawsze w pobliżu było kilkaset dzieci zagłuszających to, co chciałem pomyśleć (a szkoła śni mi się jako koszmar od czasu do czasu zakończony wezwaniem do tablicy przez matematyczkę i wypytaniem o tangens. Do dziś nie mam pojęcia, czym był ten tangens). Więc może nic nie robić? Nie dać się zagonić do odpoczywania? Starożytni Chińczycy, którzy wymyślili takie piękne powiedzenie: "Jeśli usiądziesz na brzegu rzeki, na pewno w końcu zobaczysz trupa twojego wroga płynącego do morza", z pewnością wymyśliliby coś ładnego o turystyce, gdyby tylko ją znali. Mogłoby wyglądać na przykład tak: Jeśli chcesz poznać obce miasto, usiądź w kawiarni nad filiżanką kawy i gazetą. Miasto przejdzie przed tobą. Albo - obejrzyj je w GoogleEarth.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje