Lista
Rzeczy do zrobienia. Ta lista tkwiła w tylnej kieszeni starych spodni.
1. Załatwić kogoś do odmalowania pokoi. Nie udało się nikogo załatwić. Czyli z tym kryzysem to trochę przesada. Pokoje sam odmalowałem, a w jednym nawet położyłem tapetę. Wnioski na przyszłość: malując sufit, trzeba mieć nakrycie głowy i nie powinna to być ulubiona czapka żony. Malowanie jest bardzo proste, tapetowanie natomiast wygląda na bardzo proste, ale takie nie jest. Gdybym miał to kiedyś powtarzać, to na pewno nie zgodziłbym się na fototapetę z panoramą Nowego Jorku, którą bardzo chciał mój syn. Wytłumaczyłbym mu, że znacznie lepsze będzie coś w paski, a najlepiej gładkie. W każdym razie nie coś złożone z kilkunastu fragmentów, które trzeba dopasować na ścianie niczym wielki puzzel. Aha, i na pewno nie chwaliłbym się wszystkim naokoło, jaki to ze mnie majsterkowicz. Wszyscy faceci są teraz moimi wrogami. Żony od rana do wieczora powtarzają im: "Popatrz tylko, Talko może, a ty nie?". Właściwie im się nie dziwię. Mężom. Status: załatwione
2. Naprawić komputer. Wysiadła karta dźwiękowa. Sympatyczny pan z pomocy technicznej powiedział, że tak często bywa, kiedy w czasie instalacji programu komputer się "wiesza". W zasadzie nic się nie da zrobić. No chyba że zainstalować program emulujący i ściągnąć dodatkowe sterowniki. Nie, nie będę ciągnął dalej tej opowieści, bo musiałbym opowiedzieć o kilkunastu następnych dniach wypełnionych telefonami i mejlami do nieznanych ludzi, z których część być może była Hindusami w Bangalore zatrudnionymi do udzielania enigmatycznych odpowiedzi zdesperowanym użytkownikom nowych komputerów. Aż facet przypadkowo spotkany w kiosku mnie oświecił. - Niech pan kupi za 10 złotych zewnętrzną kartę dźwiękową. O tu, w sklepie. Status: załatwione
3. Oddać książkę. Te książki pożyczyłem chyba w 2008? Tak, coś koło tego. Na chwilę, jak to z książkami bywa. Jedna z książek była pamiątką, z autografem jakiegoś generała. Jednym słowem: kiepska sprawa, i z każdym rokiem coraz mniej miałem na swoją obronę. Wreszcie zadzwoniłem, umówiłem się, odniosłem książki. Sympatyczna wizyta. Właścicielka ogromnie się ucieszyła, że przyniosłem te książki. Zapomniała, że je pożyczyłem, myślała, że zgubiły się w czasie przeprowadzki. Jaka to sympatyczna pani! A może wymyśliła historię z przeprowadzką, żeby nie obciążać mnie psychicznie? Status: załatwione
4. Pralka wylewa i nie pierze. Coś z tym zrobić. Całkiem przypadkowo kupiłem sobie model, którego nikt nie serwisował. To się nazywa mieć szczęście! W końcu zjawił się technik i naprawił pralkę. - Teraz wszystkie sprzęty domowe robią tak, żeby się po pięciu latach zepsuły - poinformował mnie. - A ta pralka ile ma? Powiedziałem, że pięć lat. - Kup pan nową - poradził. Status: załatwione
5. Wreszcie pójść do dentysty, bo ząb boli. Odkładałem to z tygodnia na tydzień. A kiedy już myślałem, że pójdę - przestał boleć. A jak dentysta będzie miał pretensję albo trzeba będzie rwać? Nie trzeba było, zwykła plomba. Bez sensu było tyle tygodni się z tym wozić. Status: załatwione
6. Wykorzystać punkty z karty rabatowej. Jakiej karty? Jakie punkty? W każdym razie: już nieaktualne. Status: załatwione
7. Kot dziwnie się zachowuje, pewnie chory. Sprawdzić u weterynarza. Od jakiegoś czasu bardzo nas niepokoiła, wciąż spała, nie wychodziła na dwór. Kotka Ptiszon. Dziesięć lat temu przywieźliśmy ją z Francji. Mieszkaliśmy na kempingu w malutkim miasteczku Saint-Martin-de-Londres i Ptiszon, która miała może ze dwa miesiące, właziła wieczorami do silnika samochodu, żeby się ogrzać. Rano zaczynaliśmy od tego, że podnosiliśmy maskę i wyciągaliśmy ją spomiędzy chłodnicy a rozrządu. Chora, ledwo trzymała się na nogach, a sympatyczna francuska pani weterynarz pokręciła głowa i powiedziała, że kociakowi z rozstrojem żołądka, zapaleniem płuc i niedrożnym przełykiem daje dwa dni życia. Przemyciliśmy ją do Polski pod gazetą i Ptiszon, kiedy tylko ruszyliśmy, zaczęła zdradzać oznaki zdrowia. "Jaki piękny kotek, petit chaton", rozczulali się ludzie. Zawiozłem ją do tego weterynarza. - Jest w ciąży, będą dwa ładne nowe kotki - poinformował mnie. Status: załatwione
8. Sprawdzić, co stuka w samochodzie. W pierwszym warsztacie powiedzieli, że to amortyzatory i chętnie wymienią. Trzy tysiące złotych plus robocizna - i nic już nie stuka. A jednak stuki trwały. W warsztacie numer dwa powiedzieli, że przyczynę znaleźli: to wina kamieni, które pewnie zakleszczyły się pod wydechem. Umyli, wyjęli, dają głowę, że nic nie stuka. Podziękowałem, zapłaciłem, stukało dalej. W warsztacie numer sześć (były numery trzy, cztery i pięć, ale już nie będę zanudzał, co wykryły) powiedzieli: - Koło panu zaraz odleci i się pan zabije z rodziną. Dlaczego wcześniej nie przyjechał pan do warsztatu? Nie słyszał pan, że stuka? Status: załatwione
9. Jak jeszcze raz zadzwoni Zieliński - zabić. Nienawidzę gościa! Kim jest Zieliński i co mi zrobił? Nie mam pojęcia. Zresztą, wszystko jedno. Skoro nie pamiętam, to chyba się rozwiązało i chyba aż tak bardzo go nie nienawidziłem. Status: załatwione
10. Napisać felieton. Coś o tym, że będzie dobrze, jakkolwiek byśmy się tego bali (znaleźć pomysł!). Status: załatwione
Leszek K. Talko
Twój STYL 1/2012
Artykuł pochodzi z kategorii: Leszek Talko
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli