List do Jane
Nie ukrywam, że trochę mnie to irytowało. Bardzo mnie to irytowało. Cóż, "Duma i uprzedzenie" to w końcu zwykły romans, prawda? To znaczy, ja uważałem, że to taki romans.
Młoda dziewczyna, starszy facet, najpierw się nie lubią, a potem się zakochują. Dla faceta to zwykły romans. Szkoda czasu. Z czasem spojrzałem na to inaczej. Ten świat wciągnął mnie. Nie od pierwszego, a nawet nie od piątego razu.
Z początku wydał mi się – wybacz, co napiszę – dość głupi. Konwenanse najpierw mnie śmieszyły, później irytowały. Te wizyty, gdzie goście z wymuszonym uśmieszkiem piją herbatkę. Albo bale z nieznośnymi small talkami. Wizyty, rewizyty, na co to, po co to, jakiś absurd, który na szczęście minął, rozsypał się w pył... Ale wiesz, Jane, ludzie się zmieniają. W końcu kto, jak nie ty, ma o tym wiedzieć.
To ty byłaś Elizabeth Bennet, najmądrzejszą z sióstr. To siebie sportretowałaś z panem Darcym, niestety tylko w książce. Tak naprawdę tobie nie udało się znaleźć Darcy’ego, choć przecież byłaś bystra jak Elizabeth, ale miałaś za mało pieniędzy. To też było nieludzkie. Ile miała Elizabeth?
Podałaś to z aptekarską dokładnością. 1000 funtów na cztery procent rocznie. Wtedy takie rzeczy się wiedziało. Nie tylko ty i twoi bliscy znaliście te fakty. Wstrętny pan Collins, który oświadczył się Elżbiecie, też niewątpliwie znał tę liczbę. 1000 funtów na cztery procent. Cóż, niewiele. Zaciekawiło mnie, co właściwie mogłabyś kupić za 40 funtów rocznie. To rzeczywiście mało.
Inżynier mógł zarobić 100 funtów, wykwalifikowany robotnik 70 funtów, a służąca 10 funtów rocznie. Przynajmniej wiem, dlaczego rodzinę Bennetów stać było na śmieszną służącą nazwiskiem Hill, która wyglądała jak wielki, zafrasowany niemowlak. Ten funt z twoich czasów to dziś mniej więcej trzysta złotych.
Sprawdziłem to, kierując się męską logiką. To oczywiście nie wyjaśnia wszystkiego. Muszę ci powiedzieć, że przeglądanie rachunków z twoich czasów jest bardzo pouczające. Choćby poczta. Wysłanie listu kosztowało jednego pensa, powiedzmy, że to złotówka. U nas też tyle kosztuje. Ale listy w twoim Londynie docierały do adresata po kilku godzinach. Mogłaś wysłać rano list do ciotki, zapraszając ją na popołudniową herbatkę. Niesamowite.
No, oczywiście dziś mam internet, ale ciotka nie ma, więc nic z tego. W każdym razie porządna rodzina z klasy średniej musiała mieć 500 funtów rocznie. Nie licząc tych znaczków, wszystko szło właściwie na jedzenie, ubranie i dom. Oraz służbę oczywiście, ale służba akurat była najtańsza. W typowym budżecie rodzinnym na ubrania męża wydawano 29 funtów, ubrania żony 32 funty (to mnie zaskoczyło, kiedy oglądałem falbaniaste suknie, sądziłem, że są wielokrotnie droższe niż surduty i cylindry mężczyzn).
Rzeczywiście, przeglądając te sumy, te twoje 40 funtów wygląda gorzej niż marnie. Elizabeth mogła być śliczna, mądra, ale kto by się odważył z nią ożenić, skoro ledwo mogłaby sfinansować swoje ubrania, a gdzie dom, służba, jedzenie? Przeczytałem, że na same warzywa szło 38 funtów rocznie, a najdroższe były podróże. No tak, przecież w twojej książce wszyscy nieustannie się przemieszczali. Pan Collins do Bennetów, córki Bennetów do Londynu, potem ta podróż Elżbiety do Pemberley, wizyta u strasznej lady Catherine. Właśnie ona mnie zirytowała. Cóż za straszna, zadufana w sobie osoba, która jest bogata, więc wszystko jej wolno i wszyscy muszą grzecznie siedzieć i wysłuchiwać tego, co ta kwoka ma do powiedzenia o świecie.
Znając cię, Jane, mogę przypuszczać, że sportretowałaś złośliwie jakąś prawdziwą kwokę, unieśmiertelniając ją na wieki. Ale wiesz, kiedy oglądałem lady Catherine po raz kolejny, przyszło mi do głowy, że wcale nie zmieniło się tak wiele. Wcale nie jesteśmy bardziej wolni. Tylko że takie ladies Catherines albo nabzdyczeni panowie Collinsowie nie siedzą już na swoich zamkach. Sam widziałem taką lady Catherine. Była w naszych czasach ważną panią prezes, której wszyscy potakiwali, a pan Collins był politykiem, gładkim i śliskim, ale mającym wielki posłuch, choć wygadywał gładkie bzdury. I tak jak w twoich czasach można było go zignorować – jeśli było się panem Darcym i miało potężny majątek lub władzę.
Tak więc, droga Jane, świat się pod tym względem nie zmienił. Ale jednego ci zazdroszczę coraz bardziej. W twoim świecie, choć jest tak samo niesprawiedliwy jak nasz, istnieją zasady, według których postępujesz. To prawda, jeśli masz pecha i urodziłaś się jako szwaczka, musisz działać według reguł dla szwaczek, ale wiesz – to wcale nie takie głupie. W końcu świat potrzebuje znacznie więcej szwaczek niż, powiedzmy, piosenkarek. O wiele więcej stangretów niż kierowników.
Dziś każdy wierzy w ułudę, że zostanie gwiazdorem albo wielkim menedżerem w korporacji. Powiem ci jeszcze, że ludzie w twoich czasach wiedzieli, jak się zachować. Jakby każdy miał wypisane na czole, jak bardzo jest ważny. Pisali do siebie te wszystkie liściki z zapewnieniami o tym, że bardzo dziękują za zaproszenie, że wczorajsza kolacja była wyborna, że byliby zachwyceni, gdyby mogli gościć... i tak dalej, i tak dalej. Szli ulicą, wiedząc, przed kim sami muszą pierwsi uchylić kapelusza i kto ma się im pierwszy ukłonić.
Wiesz, Jane, kiedyś wydawało mi się to takie teatralne i naciągane, a muszę ci powiedzieć, że właściwie zacząłem tęsknić za światem, w którym nie trzeba codziennie za czymś gonić i codziennie udowadniać, kim się jest, i walczyć o stanie się kimś więcej, kimś innym. Wszyscy wiedzą przecież, kim jesteś. Kończę już, Jane, chciałbym napisać, że tuszę, że zastałem cię w dobrym zdrowiu, i spodziewam się dobrych nowin. To taka piękna formuła.
Leszek K. Talko
Twój STYL 10/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Leszek Talko
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
bo czegoś ostatnio czasu brak nie wiem doprawdy,... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
16.01 (21:58)Przepraszam, a gdzie są felietony Pana Leszka Talko ? Facet fantastycznie pisze.
-












Wasze artykuły
Jak przytyć?
Niektórym się wydaje, że przytyć jest bardzo prosto, prostsze niż schudnięcie, ponieważ trzeba tylko jeść i niczym się nie przejmować. Ale czy jest to takie proste? więcej
Walentynki dla każdego
Przemoc