Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jestem dość mały

Wyobraź to sobie: masz do wyboru być zupełnie mała lub mały. Albo być duży albo duża. Nie, nie wybierasz sobie wzrostu, gdybyście mogli, na pewno chcielibyście być duzi.

Wysokim jest zawsze lepiej. Wysokie zostają modelkami, łatwiej awansują, a wysocy częściej są szefami, wzbudzają respekt. Duży prędzej przyłoży niż niski, przynajmniej tak się uważa, choć to zdaje się nieprawda, wystarczy obejrzeć byle psa i kota. Mój kot wciąż dowala psu, a ten, choć duży, nigdy nie bije kota.

Reklama

Wracając jednak do tej wielkości. Zawsze chciałem być wielki. Wydawało się, że najlepiej i najszybciej da się to osiągnąć, zdobywając sławę i pieniądze. Jak się okazało, był z tym kłopot. Pewnie go znacie. Ile by się nie miało sławy i pieniędzy, dookoła, gdziekolwiek spojrzeć, kręci się mnóstwo sławniejszych i bogatszych osób.

Wystarczy, że wsiądę do samochodu i natychmiast minie mnie kilka kabrioletów i terenówki. I cóż, że pracowicie sobie powtarzam, że kabriolety to sztukowanie męskości, a kierowcy są starzy i łysi. Po pierwsze, nie wszyscy są starzy i łysi, bo niestety niektórzy są młodzi i przystojni.

Po drugie, kilka razy jechałem kabrioletem i mówcie, co chcecie - może nie na nasz klimat, może mało miejsca, może niepraktyczny - ale świetnie się nim jedzie. Gdybym tylko zdołał w sobie obudzić demona, olbrzyma, tygrysa, superego. Gdyby oni wszyscy - ten tygrys, olbrzym, to superego - razem czy nawet osobno usiedli, potem wstali i coś zrobili, to chyba ruszyłoby do przodu? Coś by się stało, nastąpiłby jakiś ciąg zdarzeń, w wyniku którego siedziałbym w kabriolecie?

Nic takiego oczywiście się nie zdarzyło. Owszem, próbowałem w sobie budzić rozmaite olbrzymy, był jednak z nimi pewien kłopot. One zawsze świetnie się sprawdzały na kartach książki. I tylko tam.

Podobnie rzecz się miała z radami publikowanymi przez coachów, dla których sytuacja również była zawsze jasna. Otóż jeśli zrobi się coś i kolejne coś, a za to wyeliminuje inne coś, skutek będzie gwarantowany i pozytywny.

Z "cosiami" jest kłopot i zaraz go zdradzę. Otóż o cosiach świetnie się czyta i postanawia się je dodać lub ująć - w praktyce to nie działa. Gdyby działało, świat byłby pełen szczupłych i pięknych ludzi pędzących w dal swoimi kabrioletami. I cóż, że wiem, że powinienem zrobić coś, by lepiej wypadać w męskim towarzystwie.

To coś nie wydaje się trudne, a jednak gdy tylko wpadnę w takie męskie alfa-środowisko, zamiast robić to coś, milknę i siadam z boku. I cóż, że sobie powtórzę wiele razy, że nie ma nic złego w siedzeniu z boku, skoro bym chciał sam być tym samcem alfa, który peroruje z mądrą miną, a inni słuchają i kiwają poważnie głowami.

"Jest właśnie tak, jak Leszek mówi. A teraz się napijmy". Może więc czas, by sobie powiedzieć: bardzo trudno mi zrobić to podobno łatwe małe coś, które dzieli mnie od wielkości, sławy, pieniędzy oraz podziwu samców alfa. Mogę się pocieszyć - o tym też są książki.

Tam przeczytam że: jestem większy, sławniejszy i mam więcej pieniędzy od wielu innych. Zresztą na pewno to znacie, ale nie pociesza was to, prawda? Mnie też nie. Kiedy więc idę naładowany wiedzą o tych cosiach na kolejne spotkanie, na którym dzieje się to co zwykle - jakiś samiec alfa robi te wszystkie rzeczy, o których ja tylko czytam, a na dodatek odjeżdża swoim kabrioletem - nie jest mi wcale lepiej.

W końcu przyszedłem ze swoim olbrzymem, tygrysem i superego, a wyszedłem z niczym i jak zawsze odjechałem niekabrioletem. Pora przyznać się, że nie mam ani tego olbrzyma, ani tygrysa. Udaję tylko, że je mam ze sobą, pakuję do plecaka, ale słuchajcie, to są po prostu pluszaki. Nie mają szans w starciu z prawdziwym tygrysem i olbrzymem. Kogo ja chcę nimi nastraszyć? Pogodziłem się z tą myślą.

A potem spotkałem pewnego mężczyznę, który wydawał się olbrzymem. Widziałem go takim do chwili, gdy się okazało, że rozpaczliwie boi się śmieszności i zrobiłby wszystko, by nie wydać się śmiesznym. A jeszcze później zobaczyłem pewną olbrzymkę, która potwornie starała się być samodzielna i bardzo chciała, by inni ją o tym zapewniali.

A jeszcze bardziej potem to już się potoczyło. Świat się zmienił. Jeszcze moment temu patrzyłem na niego z góry, z pozycji wielkiego pluszaka i widziałem samych wielkich i nie pluszowych, z którymi trudno było się mierzyć. Prawda jest taka, że jestem dość mały i może nie mam żadnego prawdziwego tygrysa, niedźwiedzia, nawet borsuka, którego mógłbym zbudzić.

I może też jesteście dość mali, ale jest i dobra wiadomość. Ci inni też są mali i pluszowi, choć będą sprawiać wrażenie groźnych, pewnych siebie. To daje nam wielkie pole do popisu, prawda?

Twój STYL 2017/7

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje