Przejdź na stronę główną Interia.pl

Żona czy partnerka

Dość dziwne przeciwstawienie, tak jakby żona nie mogła być partnerką. Otóż żona może być partnerką, a partnerka może stać się żoną. Jednak dopóki urzędnik stanu cywilnego przybrany w stosowny łańcuch nie ogłosi, że partnerzy są małżeństwem, lub dopóki ksiądz nie zwiąże stułą ich dłoni, ogłaszając, że związek ma bardzo długą przydatność spożycia, bo aż do grobowej deski, dopóty partnerka ma mniejsze prawa.

Mówiąc brutalnie, rozstanie z nią jest dla partnera łatwiejsze niż korowód rozwodowy dla męża. Ciągle żona stoi wyżej w hierarchii społecznej i politycznej. Dlatego prezydenci miewają żony, a prezydentki mężów. W Ameryce to jest wręcz wymóg, tak jak wysoki wzrost kandydata. Żona brzmi dla wyborcy poważniej. Kennedy, Reagan, Bush, Clinton byli żonaci tylko raz, choć jak wiadomo, niektórzy sypiali z aktorkami lub odbijali w bok w Gabinecie Owalnym.

Reklama

Może dlatego też konserwatywni Amerykanie tolerują Trumpa, który ma trzecią żonę, uważając, że to uczciwsze? Na gali powyborczej były wszystkie dzieci prezydenta, cały ten pełen blichtru, utkany przez niego barwny patchwork. Nasi prezydenci mają żony. Czy to liberał, czy ktoś lewo-, czy prawoskrętny, każdy miał jedyną żonę. Wodzowie nie rozwodzili się, o romansach się nie słyszało, choć może wirtualne przygody z młodocianymi nimfami leśnymi się zdarzają.

We Francji, która jest republiką, częściej mamy do czynienia z rozwodnikami, takimi jak Sarkozy ożeniony z Carlą Bruni. Prezydent Mitterrand latami żył w trójkącie, o którym wiedzieli wszyscy łącznie z jego żoną. Nieślubną córkę ukrywał dosłownie "do grobowej deski", bo pojawiła się dopiero na jego pogrzebie. Prezydent Hollande ma partnerkę. Natomiast nowa gwiazda na niebie francuskiej polityki, Emmanuel Macron, ma sensacyjną żonę. Jest od niego starsza o 24 lata! On liczy sobie 39 lat, ona 64.

Pani Macronowa dobrze wygląda, choć ma parę zmarszczek. Poznali się, gdy on był piętnastoletnim uczniem, ona jego nauczycielką. Zamężną, z trojgiem dziatek. Odeszła od męża, zamieszkała z Macronem. W 2007 roku wzięli ślub. Lud, jak to lud, jest nieufny, dopatruje się drugiego dna w szkatułce ich życia. Gdyby on był starszy od niej o 24 lata, nikt by się nie dziwował. Taka jest sprawiedliwość, a raczej niesprawiedliwość dziejowa. Suweren kombinuje, że może to przykrywka? Może on jest gejem?

W Europie politycy bywają gejami, pokazują się z partnerami, a nawet biorą z nimi śluby. To nie byłaby przeszkoda. My mamy swojego Biedronia, prezydenta Słupska, który ślubu na razie wziąć nie może, natomiast ślubów udziela w swoim urzędzie. Kolejka do niego jest wielka, trzeba czekać kilka miesięcy. Suweren jest bardziej nowoczesny niż ci, co nim rządzą. A jednak nawet we Francji żona o 24 lata starsza od męża jest trudna do przyjęcia!

Łatwiej można zrozumieć małżeństwo dynastyczne, dla dobra korony. Dlatego książę Karol ożenił się z Dianą. Nikomu to na zdrowie nie wyszło. Księżnej Dianie, nazywanej królową serc, z pewnością zaszkodziło, chociaż stała się mitem i została na wieki młoda. Coś za coś.

- Daj spokój, matka, kocham Camillę i ta młoda przedszkolanka mnie nie bierze - to Karol powinien był powiedzieć Elżbiecie, swojej matce. Co z tego, że jest królową? Byłoby trochę zamieszania i po krzyku. Niestety w rodzinach królewskich, tak jak we wszystkich innych, dzieci ulegają presji, a to kiepsko się kończy.

Dlaczego ludzie szukają wytłumaczenia małżeństwa Macrona? Ponieważ nie wierzą w wielką miłość, a nie wierzą, bo nigdy się im nie przytrafiła! Pomyślcie tylko, gdyby to miała być przykrywka, facet wziąłby sobie dziewczynę o wyglądzie miss mokrego podkoszulka albo studentkę, a nie starszą kobietę! Mógł się nie żenić, żyć w partnerstwie. Lecz Macron wybrał inny model. Chciał mieć żonę, która jest także partnerką. Partnerka jest kimś więcej niż kochanką, a mniej niż żoną. Sorry, że to piszę, opieram się jedynie na długoletnich obserwacjach.

To bolesne, zdaję sobie sprawę, że dotykam delikatnej materii, wiem, że czasami kobieta naprawdę nie chce wychodzić za mąż. Na ogół jednak to facet ociąga się z założeniem cywilnych kajdanek czy stuły na nadgarstki. Kwity zobowiązują, uwierają bardziej niż luźny związek. Dotyczy to w równym stopniu księcia i księgowego. Na świeczniku i w wynajętym pokoiku. Wspólnota partnerska może być świetna, lecz nie musi. A małżeństwo? Tak samo. To loteria albo rosyjska ruletka. Zwłaszcza dla kobiety partnerstwo wiąże się z ciągłą niepewnością, małżeństwo zaś z pewnością, że jeśli się rozwiodą, to ona zapłaci wyższą cenę.

Krystyna Kofta


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje