Przejdź na stronę główną Interia.pl

Superkłamczuchy

Kto lepiej kłamie? Mężczyźni czy kobiety? Zależy od osobnika, jego wychowania, liczby ćwiczeń w kłamstwie, inteligencji oraz talentu.

W moim domu prawdomówność była uznawana za cnotę. W mówieniu prawdy niektórzy posuwali się za daleko: "Mini? W pani wieku? Nogi owszem, ale co z twarzą?". Rodzice usiłowali tępić łgarstwa, jednak nie byli w stanie zapanować nad bujną wyobraźnią dziecka. To określenie funkcjonowało jako owijanie kłamstwa w bawełnę. Podobnie o małych złodziejkach z dobrych domów mówiło się "kleptomanki".

Reklama

Jak żyć w warunkach pruskiego drylu, zakazów, ciągłej inwigilacji? Bez mataczenia ani rusz! Mój mąż, gdy nie chciał iść do szkoły, to prosił matkę, a ta od ręki pisała mu usprawiedliwienie. U mnie to by nie przeszło. Szybko przestałam udawać chorą, bo matka pakowała mnie do łóżka i poiła rosołkiem z gołąbka. A były to - zapomniane dziś - czasy gołąbka pokoju, który miał zastąpić rzekomo już zeświecczonemu społeczeństwu biblijną synogarlicę z gałązką oliwną. Wolałam jeść "fałszywe" gołąbki. U nas w domu były to lekko blanszowane liście kapusty, w które zawijało się mieloną cielęcinę z bułką rozmoczoną w mleku.

Dla higieny psychicznej musiałam od czasu do czasu wagarować. Mimo to miałam najmniej nieobecności w całej szkole, mój mąż miał ich najwięcej. Takie były podwaliny naszego małżeństwa. On nigdy nie kłamał. Też mi wielka zasługa! Po prostu nie musiał. A ja, cóż, byłam zmuszana dość często mijać się z prawdą. Świetne określenie! Rzeczywiście mijałam się z nią, ocierałam się nawet o jej szarą wytartą suknię, ponieważ starałam się, żeby kłamstwo miało elementy prawdy.

Moja matka była jak jakieś CBŚ połączone z MSW co najmniej. Żadnej prywatności. Kontrola noszenia ciepłej bielizny, odrabiania lekcji, miłosnych liścików, lektur. Jasne, że rodzice chcieli wszystko wiedzieć dla mojego dobra. Choć sami obawiali się UB, wiadomego urzędu dbającego wówczas o bezpieczeństwo obywateli. Dziś podsłuchiwanie stało się dziecięcą igraszką. Każdy może sobie kupić w specjalistycznym sklepie drogi sprzęt godny nowego Jamesa Bonda.

Podsłuchuje się zwykle dla czyjegoś dobra. No, chyba że chodzi o "wrogie przejęcie". Politycy i podległe im służby twierdzą, że to dla dobra narodu, dla bezpieczeństwa obywateli. Szefowie firm sprawdzają podwładnych dla dobra firmy. Żony i mężowie, podsłuchując, czuwają nad ogniskiem domowym, żeby nie doszło do wygaszenia tlącego się żaru, jak nie przymierzając, nierentownej kopalni. To może się zdarzyć, gdy w ustabilizowane życie pary wtargnie ktoś trzeci i umości się w jej łożu. Totalna inwigilacja, która u Orwella była zniewoleniem, przyjęła się w wolnym społeczeństwie jako sposób bycia. Operatorzy oferują każdemu opcję namierzania bliskich. Za darmo! Cudze bilingi można kupić, co prawda nielegalnie, jak kiedyś dolary, ale to powszechny proceder.

No więc kto lepiej kłamie? Mężczyźni czy kobiety? Uważam, że kobiety. Lata - jak mawiają feministki - patriarchatu zrobiły swoje. W sprawach pieniędzy, dzieci nieślubnych, pobocznego seksu kobiety przez wieki musiały trzymać język za zębami, czasami zaś przygryzać go do krwi. Ta zależność i podległość była prawdziwa, dziewczyny nie miały pola manewru, musiały zdobywać mistrzostwo w kłamstwie i lawirowaniu. Trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby nocna zdrada nie ujrzała światła dziennego. Bo tylko nieujawnione kłamstwo funkcjonuje jako prawda. O to chodziło, gdy rozwód był marzeniem ściętej głowy. W przypadku żon niektórych monarchów dosłownie. W tamtych czasach było jasne, że kobieta jest ubezwłasnowolniona, nie ma prawa głosu w wyborach, nie ma też własnego konta. Jest jak dziecko, z tym że można uprawiać z nią seks. Jest coś na rzeczy z tą dziecięcością. Mianowicie wiadomo, że najlepiej łżą dzieciaki. Okazuje się, że moi rodzice niesłusznie tępili moją "bujną wyobraźnię", a ja uparcie nie poddawałam się presji prawdomówności.

Nowe badania wykazały, że w testach z wiedzy ogólnej małe kłamczuchy wypadają znacznie lepiej od dzieciaków mówiących prawdę i tylko prawdę. Otóż kłamiąc, ćwiczą pamięć lepiej niż seniorzy przy jolkach czy sudoku! Nie mogą dać się przyłapać na krętactwie, a to nie jest łatwe. Ćwiczą mózg i umiejętność rozumowania. Tworzą struktury kłamstwa zręcznie wpisane w prawdę. Psychologowie uważają, że to "ważna społeczna umiejętność", "niezbędny element dorastania". Sądzą, że te umiejętności przydają się w dorosłym życiu. Oj tak, tak, to prawda. Inaczej przy obecnym stopniu inwigilacji prowadzenie podwójnego życia w szczęśliwym skądinąd małżeństwie, które chce się zachować na długie lata, byłoby niemożliwe!

Krystyna Kofta

Twój STYL 1/2016

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje