Przejdź na stronę główną Interia.pl

Solo czy w duecie

Podobno niektórym singielkom do szczęścia brakuje ślubu. Stąd narodziła się nowa moda. Singielka bierze ślub sama ze sobą. Chyba jedyny przykład związku z idealnie dopasowanym charakterem.

W nawet najbardziej udanym małżeństwie jest moment załamania pogody ducha. Myślisz sobie: Po co mi to było? Od lat obiegam go niezmordowanie jak Ziemia Słońce, a co dostaję w zamian? Nul, zero! Dalej wstaw swoje pretensje. Jasne, że chodzi o stadła długoletnie, nie o takie, co po trzech latach biorą rozwód z powodu niedopasowania charakterów. Jakby w ogóle można było charaktery dopasować! Nasze charaktery, mój i męża, są odległe jak galaktyki, a jednak od pół wieku ze sobą współgrają mimo kosmicznych czarnych dziur.

Reklama

Pewnie zaraz usłyszę o związkach, które nigdy się nie kłócą. To możliwe, jeżeli jedna strona jest podporządkowana. Totalnie. Bo jeśli zetkną się dwa charakterki, to iskrzy jak przy spawaniu. Gdyby chciało się żyć w absolutnej harmonii, to partnerzy musieliby mieć idealnie przystającą tożsamość.

Owszem, porozumienie jest możliwe, tyle że w sprawach innych ludzi. Wystarczy wymiana znaczących spojrzeń i już wiemy, że to nie dla nas towarzystwo. W kłótni natomiast jesteśmy wszyscy jak Giuliani, burmistrz NY - zero tolerancji. On nie ma litości dla ciebie, ty dla niego. Wiesz, że masz rację, ale się nie przebijesz. Dzieciaki obserwują, jak się rodzicom układa czy raczej nie układa, ile trzeba się namęczyć, by w imię wspólnoty załagodzić kryzys.

Nic dziwnego, że gdy dorosną, niechętnie wiążą się do przysłowiowej grobowej deski. Wolą deskę windsurfingową lub deskorolkę. Zwłaszcza faceci lubią życie bez zobowiązań. Cenią sobie wygodę. Wystarczy seks z doskoku, płatny lub bezpłatny. Mecz, pub, gry, ręka na pulsie dziewczyny lub na Fejsie. Nawet robota wciąga, jeśli jest ciekawa. Także dziewczyny są niezależne, pracują w firmach, wrzucają foty na Instagram, uprawiają sport oraz seks z dochodzącym. Jeśli nie chcą się wiązać, to nie muszą.

Jednak czegoś im brak. Czego? Nie zgadniecie! Podobno niektórym singielkom do szczęścia brakuje ślubu! Stąd narodziła się nowa moda. W Anglii, Szwecji, we Włoszech, w Ameryce, w Japonii. U nas jeszcze tego się nie praktykuje. Singielka bierze ślub sama ze sobą. Taki rodzaj ślubu to sologamia. To chyba jedyny przykład związku z idealnie dopasowanym charakterem. Chociaż są osoby tak chwiejne i kapryśne, że nawet same ze sobą będą skłócone. Pomińmy je.

Panna młoda kupuje białą suknię, złotą obrączkę i bierze ślub. Udziela go kumpel przebrany za księdza. Znałam kogoś, kto wziął ślub udzielony przez księdza przebierańca. Miało to miejsce w naszym kraju kilkanaście lat temu. Pan młody zdrowo wówczas po pięćdziesiątce. Żonaty, w chwilowej separacji z trzecią żoną, która wyjechała za granicę. Jego kolega aktor wypożyczył z teatru strój biskupa. Wkładał parze młodej obrączki na palce. Uroczystość odbywała się w puszczy. Jeszcze przed wycinką, drzewostan był nietknięty piłami. Ołtarz przybrany runem leśnym. Wianek panny młodej uwity z leśnego kwiecia. Oblubienica w stroju ekologicznym z białego lnu. Był tylko jeden problem. Otóż panna młoda nie wiedziała, że biskup nie jest prawdziwy, a ślub jest spektaklem. No i była para, dwie osoby. To żadna sologamia.

Pierwszą sologamistką była Linda z Kalifornii, ślub odbył się w 1997 roku. Chciała mieć prawdziwy piętrowy tort weselny jak amerykańskie marzenie. To nie był chyba wystarczający powód, jeszcze suknia, wesele, prezenty. W ślady Lindy wkrótce poszły inne. Sologamiczny ślub ma w pakiecie księdza przebierańca albo urzędnika z łańcuchem. Jest popyt, jest podaż. Powstał przemysł sologamiczny. Nazywa się to Self Marriage. Taka przyjemność sporo kosztuje. Parę tysięcy dolarów. Kobiety płacą bez szemrania. Ponieważ w kościele odbywają się przedmałżeńskie rekolekcje dla par, wymyślono ich świecki odpowiednik. Coś w rodzaju warsztatów na temat: "Jak pokochać siebie". Chodzi bowiem o samoakceptację. To dodatkowo kilkaset dolarów.

A Japonka z Kioto za dwa dni solorekolekcji z samoakceptacji pobiera trzy tysiące dolarów! Znam tańszą metodę autoakceptacji. Stajesz rano przed lustrem i bez względu na wiek, urodę oraz intelekt mówisz: Jestem mądra, młoda, piękna, zdrowa... Powtarzane codziennie jak mantra zdanie pomoże ci wyjść z "glątwy". Tak depresję nazywał Witkacy. Panna młoda upuszcza łzę wzruszenia, gdy składa sobie przysięgę. Wierzę, że to jest przysięga, która zostanie dotrzymana w całej rozciągłości.

Wyobrażam sobie, jak brzmi: "I będę zawsze wierna samej sobie, będę ze sobą na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, będę dbała o własne dobro i nie opuszczę samej siebie aż do śmierci". Bardzo ważna jest sesja zdjęciowa, żeby było co wrzucić na FB. Właścicielka firmy chciała wypożyczać statystę, pięknego jak marzenie pana młodego, ale żadna nie chciała! Solo to solo. Facetów chętnych na sologamię na razie nie ma. Wolą bigamię.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje