Sezon ogórkowy
Przeżyliśmy wiele końców świata oraz różne epidemie, które miały być złowieszcze dla globu. Pamiętam, jak pewien skądinąd mądry dziennikarz histerycznie prorokował zagładę po przeniesieniu AIDS do „cywilizowanego świata". Cywilizowani byliśmy wówczas tak sobie, w dolnych granicach stanów średnich.
Okazało się, że wirusa HIV zafundował nam jakiś beztroski szympans. Znam co najmniej paru facetów nie do odróżnienia od małpiego przodka. Jak wiadomo, HIV przenosi się drogą płciową. Czy więc to jakiś występujący w cyrku czy w TV przystojny szympansik, ubrany w kraciastą marynarkę, zadał się z lekko naćpaną treserką, czy też oszołomiony rumem i wyjściem na ląd marynarz spotkał w porcie atrakcyjną i chętną małpeczkę, tego nie wiemy. Szympansy w każdym razie nie wyginęły, mają się nieźle, przynajmniej te na wolności.
My także mimo kasandrycznych przepowiedni jakoś żyjemy w swoich większych i mniejszych klatkach, w blokowiskach, apartamentach i domkach. Czasami chciałoby się uciec do buszu albo przynajmniej do kogoś lepszego niż ten twój lub ta twoja.
Epidemia AIDS została ogłoszona przeszło ćwierć wieku temu, a więc najstarsi górale i góralki pamiętają przerażonego pana redaktora, który obliczył, że za trzydzieści lat będziemy globalnie zarażeni HIV. Wszyscy, jak jeden mąż i jedna żona. Pomyślałam sobie, że to by oznaczało, że medycyna będzie spała snem kamiennym, nie kiwnie palcem w tej sprawie, a ludzie, wiedząc o wirusie, będą szli w zabójczy seks jak w dym. Gadano też, że odpowiedzialność za to ponoszą geje, co też okazało się bzdurą.
Było wiele przypadków dzieci zarażonych po transfuzji krwi oraz żon obdarowanych HIV po mężowskich skokach w bok. Odwrotnie też się zdarzało, jednak znacznie rzadziej. Są badania, które to potwierdzają. Kobiety bardziej uważają przy zdradzie, są bardziej wybredne niż faceci i mają lepszą intuicję. Orzeczono z tego powodu trochę rozwodów, jednak to nie była plaga ani epidemia.
Była też pora ptasiej grypy, zdziesiątkowano więc nieszczęsne kury oraz inne ptactwo. Potem padło na biedne krowy, które uznano za wściekłe i mordowano je bez sądu, za niewinność. Za jakiś rodzaj grypy obciążono także świnie. W naszym domu ani przez chwilę nie zmieniliśmy sposobu odżywiania. Zrazy zawijane z wołowiny i schaboszczaki jadaliśmy tak jak wcześniej. Niezbyt często i niezbyt rzadko.
Powoli zaczyna brakować zwierząt, które można by obciążyć winą za nowe wirusy. Wiadomo, że psów nikt nie ruszy. Oprócz Chińczyków, spożywających co tłustsze buldożki, w Europie nie było dotąd nikogo, kto by się odważył. Na naszych bazarach zdarza się co prawda smalec, ale wyłącznie jako lekarstwo. Razem z kocią skórką. Na nerki? Czy na korzonki? Dopiero ostatnio pewien Francuz targnął się na święte psy. Napisał książkę, w której udowadnia, że z punktu widzenia ekologii psy są najgorsze!
Wyobrażam sobie oburzenie Marii Czubaszek przy tej lekturze! Obliczył, że aby je wykarmić, trzeba zużyć ileś hektarów ziemi, bo nie ma się co oszukiwać, sucha karma to inne ssaki i ptaki w proszku.
Nie wiem, nie znam się na produkcji tych reklamowanych smakołyków. W zamierzchłych czasach, gdy psy ogryzały kości i jadały to, co z pańskiego stołu spadło, żyły bardziej zgodnie z naturą. Psy są wynaturzone, jasne, że z winy człowieka, który je krzyżował, by osiągnąć widoczne gołym okiem efekty. Czy widział ktoś, żeby dzikie zwierzęta jednego gatunku miały tak różne gabaryty?
Wśród ssaków nie ma sarny wielkości ratlerka i w rozmiarze mamuta. Porównajmy mikroskopijne torebkowe pieski mufki z owczarkami czy dogami! To człowiek zrobił im kuku! Mają za swoje, nie trzeba było się łasić za miskę strawy. Czy nie lepiej być dzikim, wolnym psem? Jak kot, który bywa spasiony, ale dysproporcji takich jak między psami wśród kotów nie ma! Jasne, że wolę koty.
Najbardziej jednak lubię ptaki. Kocham je za wolność wzbijania się wysoko, za to, że śpiewają, a nie szczekają jazgotliwie przez osiem godzin jak psy, które kochający państwo zamykają na balkonie. Lubię nawet kruki i wrony, co to mają nas rozdziobać, według przebywającego obecnie w lamusie Żeromskiego.
Sępy także mają rolę do odegrania. Wyczyszczą wszystko do białej kości – i chwała im za to! Ponieważ żaden epidemiolog nie odważy się tknąć psów, a zwierząt spożywanych masowo zaczyna brakować, przyszła pora na warzywa. Najpierw ogłoszono, że kolejną chorobę zawdzięczamy ogórkom. Ja od razu, patriotycznie, wierząc, że nasze, krew z krwi zielonej polskie, są idealne, nastawiłam beczułkę małosolnych z czosnkiem, chrzanem i sporą porcją kopru.
Niektórzy co bardziej strachliwi, co myślą pozarozumowo, a takich się namnożyło, bali się spotkać z Michałem Ogórkiem, bo to nigdy nie wiadomo. Zanim powstał list otwarty w sprawie Ogórka, zdjęto szybko z ogórków anatemę, obciążając z kolei buraki, a potem kiełki. Mój dzisiejszy nastrój wziął się stąd, że analizuję ostatnią epidemię, mianowicie plagę rozwodów. I to nie takich zwykłych, po trzech latach, gdy rozwodzą się młodzi, niedopasowani na różne sposoby. Nie, teraz codziennie się dowiaduję, że papiery złożyli ludzie po trzydziestu, czterdziestu i więcej latach przeżytych, wydawałoby się zgodnie, pod jednym dachem.
Czy to zwykła plaga, epidemia, czy już pandemia? Wierzę, że przejdzie. Przez jakiś czas będzie mniej ślubów, ale z pewnością nie dojdzie do tego, że małżeństwo upadnie na wieki. No bo jakże to tak? Być całkiem wolnym, żyć bez wzajemnego dręczenia się i godzenia? To się nie przyjmie.
Krystyna Kofta
Twój STYL 8/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Krystyna Kofta
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
ostatnio nachodzi mnie refleksja, czy nie warto by bylo... więcej












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli