Separacja mimo woli
Życie małżeńskie jest jak egzotyczna roślina. Wymaga ciągłej pielęgnacji.
Kiedyś pewien ogrodnik powiedział, że mam zielony palec, co było w jego ustach wyrazem najwyższego uznania. Niestety, sadzenie kwiatów i podlewanie ogródka nie ma porównania z uprawianiem małżeństwa. Owoce często bywają gorzkie, a wdzięczności, jaką dają ci rośliny, nie uświadczysz.
Zauważyłam, że hołubienie naszego związku polega na wspólnym leniuchowaniu. Im więcej czasu tracimy na głupstwa, im więcej balangujemy, tym lepiej ma się nasze stadło. Harówka tak, ale tylko do popołudnia, wieczory są dla nas! Z tego powodu spóźniłam się z oddaniem "Małej Encyklopedii Małżeńskiej", jednak wreszcie ją kończę! Nie sądziłam, że to będzie takie trudne! Hasła nabierają wciąż nowych znaczeń.
Nowości biorą się z obserwowania tego, co dzieje się dookoła. U was i u nas, w naszych związkach. Nie myślę tu o młodych małżeństwach w fazie wstępnej euforii. Nie tylko w sensie wieku, bo euforia występuje także na początku drugiego, trzeciego, a nawet czwartego związku. Ja znajduję materiał w długotrwałych, z lekka wyczerpanych związkach.
Znękana całym dniem Ewa, wklepując krem w zmarszczki na czole, mówi do lustra: Czuję się jak amputowana noga. To trafne określenie pochodzi od wybitnego autora kryminałów, Raymonda Chandlera. To lekka przesada. Nie czujemy się aż tak, ale... Chodzi właśnie o to małe "ale". Bywamy wyczerpane jak baterie w nagle odmawiającym posłuszeństwa pilocie. Klikasz i klikasz, jednak na ekranie nie pojawia się serial, przy którym odpoczywasz, pedałując na stacjonarnym rowerze. Przeklinasz "ten rzęch", aż dociera do ciebie, że chodzi o baterie! Twój Adam w ogóle by na to nie wpadł!
To ty dysponujesz pilotem. Mówi się, że kto ma pilota, ten ma władzę. Nic bardziej mylnego. Twój mąż nie bawi się pilotem. Bierze go wówczas, gdy ogląda mecz. Poza tym możesz nastawiać, co chcesz, on i tak drzemie. Nie warto więc upajać się władzą, która nic ci nie daje. Patrzysz czule na posiwiałego Adama i dociera do ciebie odległość między wami, lata świetlne, jak się to mówi. Zaczynasz myśleć, co cię z nim łączy. Jeśli znajdziesz trzy ważne rzeczy, które robicie wspólnie, jest ok.
Czy myślałaś kiedyś o separacji z Adamem? W "Wielkiej Encyklopedii Powszechnej" znajdujemy taką oto definicję separacji: "trwałe lub przejściowe przerwanie wszystkich lub niektórych więzi łączących małżonków bez rozwiązywania małżeństwa". Kiedyś przerwały się wam prawie wszystkie więzi. Wtedy, gdy pojawiła się "ta trzecia", było minęło. Ty też miałaś skok, nie tak bardzo w bok, nie na długo. Jest remis. Właściwie po tych przejściach jest lepiej. Dotarło do was poczucie straty. Więzi wróciły.
Separacji nie trzeba było orzekać sądownie. Separację prawną wymyślono, bo rozwód był nie do przyjęcia ze względu na stułę, na to, co Bóg złączył "do grobowej deski". Można było, w zgodny z prawem kanonicznym sposób, ominąć twarde prawo i trochę odsapnąć od satrapy. Łatwiej dostawało się zgodę sądu, jeśli nie miało się dzieci. Gdy pojawiły się maleństwa, byłaś ugotowana. Teraz masz wybór. Sama możliwość rozstania działa uspokajająco pod warunkiem, że masz dobrą pracę i płacę, jesteś twarda i niezależna. Gdy nie masz zabezpieczenia, uwolnienie się od obojętnego Adama jest nieosiągalne, jak w czasach Madame Bovary.
My, kobiety, musimy pracować, mieć konto, kartę kredytową i swój kawałek podłogi. Nie oddawać się w mężowską opiekę! To dla niego też jest ponad siły. Kiedy masz klasę i kasę, twoja pozycja wyjściowa jest lepsza, nawet gdy się odseparujesz. Jednak kochasz go. Jeszcze. Chcesz z nim być. Mimo wszystko. A gdyby to on chciał się rozwieść? Oj nie, oj nie! Nie możesz sobie tego wyobrazić. Znasz kilka osób szczęśliwie i nieszczęśliwie rozwiedzionych. Reszta towarzystwa męczy się w parach. Jakoś żyją, to i ty dasz radę.
W porządku, nie pragniesz separacji. Czy możesz jednak z ręką na sercu powiedzieć, że jest ci obca? Masz ją - chociaż nieorzeczoną sądownie - z córką, wyjechała za granicę i nie ma zamiaru wracać. Nie odwiedziła was nawet na święta! Masz więc teraz tylko tego swojego Adama, a on ma ciebie. No i fajnie. Macie wspólnych przyjaciół, jadacie przy jednym stole, lubicie te same potrawy, macie podobne poglądy polityczne, kochacie muzykę. Teatr albo kino. To was łączy. Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak kiepsko? Dlatego, że postępuje uczuciowa separacja. To właśnie moje uzupełnienie oficjalnego hasła z "Wielkiej Encyklopedii Powszechnej". Nie chcesz duchowego oddzielenia, ale to dzieje się poza tobą.
Najpierw odpadło łóżko i seks. Namiętności wygasły, to cię nie obeszło. Nie przepadałaś za tym rozbieranym rytuałem. Potem Adam zaczął interesować się sportem. Na potęgę, choć biernie. Z kanapy. Macie więc już dwa telewizory. On ogląda sport i awatary, ty Gotowe na wszystko 8, choć sama nie jesteś na nic gotowa! Zrozumiałaś, że małżeństwo jest formą nieadekwatną do twojej tożsamości. Chcesz je ratować, bo są przecież dobre dni! Całe miesiące wolne od duchowej separacji. Co robić? Separację pod jednym dachem trzeba polubić i zająć się sobą, swoim ciałem, duszą, rozwojem, odczepić się od Adama. Albo poszukać innego partnera.
Chociaż Adam, za którego dawno temu wyszłaś, był właśnie tym "innym". Innym niż twoi poprzedni faceci. Był nadzwyczajny. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że ten "nowy" będzie inny przez krótki czas, potem zabieg trzeba będzie powtórzyć. Może być tak jak z liftingiem, zbyt często powtarzany powoduje, że twarz tężeje i staje się maskowata. To może zdarzyć się w sferze uczuć.
Krystyna Kofta
Twój STYL 1/2012
Artykuł pochodzi z kategorii: Krystyna Kofta
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Szczęśliwe dzieciństwo w żadnej mierze nie zależy od... więcej












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli