Jak zrywać z klasą
Zrywanie z klasą jest sztuką. Oczywiście, nie chodzi o zrywanie z Naszą-klasą, bo to jest chyba dość łatwe, chociaż niektórzy twierdzą, że nawet to przekracza ich możliwości. Teraz trochę się poprawiło, bo można się skrzyknąć i zerwać grupowo.
Tak jak zakupy w gruponie wychodzą taniej, tak i zrywanie z kimś, kto okazał się bucem albo ma obciachowe poglądy, mniej nas kosztuje. Nerwów. W grupie jest jakaś siła fatalna.
Była kiedyś w Kabarecie Starszych Panów piosenka, przytaczam z pamięci: Jeżeli kochać, to nie indywidualnie, jak się zakochać, to tylko we dwóch (...). Bo pojedynczo się z dziewczyną nie upora... O ile mi wiadomo, ten rodzaj miłości się nie przyjął. Nawet kilku osobników może kochać się w tej samej osobie, lecz odbywa się to niezależnie i raczej konfliktowo.
Niekiedy nawet po zerwaniu zazdrość przybiera formę strzelania do celu z przesłaniem w stylu: jeśli nie będziesz ze mną, to nie będziesz z nikim! Na targowisku próżności zadomowił się natomiast seks grupowy. Skarżyła się niedawno pewna ładna aktorka serialowa, że ktoś ukradł jej tożsamość i biorąc ją na wabia, chciał skrzyknąć na fejsbuku grupę gotową na urozmaicony seks.
Kiedyś to się nazywało orgia. Po seksie w grupie uczestnicy rozchodzą się do domów i jest okej. Żadnej zazdrości - za to duża wygoda. Tu nie ma zrywania, zobowiązań, bukietów, teatru, kolacji i tym podobnych rytuałów. Zresztą nie dotyczy to wyłącznie seksu grupowego, można się umówić na indywidualną randkę, tradycyjnie jeden do jednego, z zastrzeżeniem, że nie będzie dalszego ciągu przed ołtarzem.
Może ten styl się przyjął właśnie dlatego, że w perspektywie nie ma dramatu zrywania. Używam formy "zrywanie", bo zwykle jest to żmudny proces, ciąg skomplikowanych zdarzeń oraz maniJulacji. To nie ostre cięcie - ciach, i jesteś wolna! W polityce jest trochę łatwiej zrywać. Najpierw odbywają się pokątne rozmowy, z których puszcza się przeciek, żeby wysondować, jak zareaguje opinia publiczna.
Opinia na ogół grilluje, bo długi weekend, albo sporządza plany tanich lotów na wakacje po sezonie, i delikatnie mówiąc - olewa problem. W końcu transfer się dokonuje i już ten, który chwilę wcześniej nienawidził danej formacji, wsiąka w nią jak oliwa w bakłażana.
Łatwiej zerwać z ukochaną formacją politykowi niż cywilowi z żoną. Polityk zawsze ma kogoś w zanadrzu. W normalnym związku uczuciowym bywa tak, że jedno jest już totalnie wymęczone, chce skończyć, ale wciąż udaje, że wszystko jest okej. Na pytanie: "o czym myślisz?", odpowiada jak zawsze: "o niczym".
Od czasu do czasu zrywa się ze smyczy i idzie na całość we wspomnianym już seksie grupowym albo biurowym. Kryptozerwanie ze smyczy pozwala trwać oficjalnemu związkowi. Jedno z pary udaje wierność tak skutecznie, że druga połowa pozostaje w nieświadomości. Też się trochę nudzi, jednak nie chce zmian.
Nuda to jeszcze nie powód rozstania! Gdybym miała kogoś lepszego na wyciągnięcie ręki, wtedy, owszem, można by się zastanowić, ale tak w ciemno? Kobiety mają wstręt do ostrych cięć, jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia. A przecież mówią: umieram z nudów! Można latami konać z nudów w mękach, a jednak trwać.
Mamy marne wyobrażenie o mężczyznach. Dziewczyny utwierdzają się wzajemnie w przekonaniu, że faceci różnią się gabarytami, natomiast zachowują się bardzo podobnie. Wyłączamy psychopatów, seryjnych morderców i oszustów matrymonialnych. Normalni są zbyt podobni, by ich zamieniać. Tak było do niedawna. Ostatnie badania pokazały, że dwie trzecie pozwów rozwodowych składają kobiety! To prawdziwa rewolucja, parowóz dziejów, jak pisał poeta.
Dawniej zerwanie kojarzyło się kobiecie z kresem, z końcem własnego świata, który był jako tako uporządkowany. Żadne kursy asertywności w sprawie odejścia nie istniały. Znam taką damę, która potrafi, patrząc prosto w oczy swojego prezesa, zażądać dla siebie lepszego gabinetu, zawalczyć o podwyżkę, jednak zerwać ze swoim nudziarzem nie potrafi.
Odkąd się znamy, a będzie tego ćwierćwiecze, wciąż zastanawia się nad odejściem z klasą. To kobieta mądra, ładna, zadbana, jeszcze niestara, uczynna, lubiana. Umie wszystko, co powinna. Oprócz jednego: zerwania ze swoim facetem. Mówi, że woli go zdradzać, żeby urozmaicić sobie życie. To łatwiejsze, niż powiedzieć: adieu!
Młodzieży łatwiej zrywać, bo związki młodych są luźne. Klikają esemesa i mają z głowy sprawę. Rzadko się zdarza, żeby mieszkali razem, zwykle mają kącik przy rodzicach, spotykają się na mieście. Wtedy łatwo wysłać maila, dwa zdania wyjaśnień, coś na temat wyczerpania się tej miłości jak baterii, na końcu sorki i okej.
Gorsze jest zrywanie na fejsbuku, to trochę tak, jakby zebrać tłum na stadionie i ogłosić przez megafony, że masz dość tej osoby! Koszmar! Po paru latach wspólnego mieszkania nie jest już tak łatwo. Nie możesz wysłać esemesa komuś, kto śpi obok ciebie. Wkracza moralność: jak ja mam mu to powiedzieć, gdzie on znajdzie mieszkanie? Przecież nie mogę wyrzucić go na bruk!
Paradoksalnie łatwiej zerwać temu, kto nie ma własnego lokum. A wiecie, co jest najdziwniejsze? To, że córki i synowie, którzy porzucają się i rozwodzą często i łatwo, walczą jak lwy i lwice o to, by ich udręczeni wspólnym życiem rodzice byli "mimo wszystko" razem. Chcą, żeby dom był opoką także po to, by po swoim zerwaniu mieli dokąd wrócić lizać rany!
Krystyna Kofta
Twój STYL 9/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Krystyna Kofta
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
...falenicka i otwocka:)) Poczytałam... więcej
Reklama
Wasze komentarze (8)
-
24.08.2011 (21:04)~byłaNiesmak to mało powiedziane -wielka nienawiść:))RADOMSKYi tak pozostaje jakiś niesmak pomiędzy byłą parą.ooo tuż to !
-
24.08.2011 (17:42)~poorczasem w ogole nie wchodzi w zwiazek bo nie znosi chamstwa ale tego przypadku rich nie akceptujesz, nie ?~richNie istnieje cos takiego jak lokomotywa czasu - biologia zawsze ta sama -kobieta zrywa gdy brakuje stabilizacji materialnej a ma juz nastepce swego poprzedniego robotnika.Wszelkie inne porownania sa poprostu smieszne i dla naiwnych.
Czyli zerwalam nie dlatego ze bylam ponizana.... Ohhhh... Tos mnie oswiecil.... -
-
24.08.2011 (08:58)~richNie istnieje cos takiego jak lokomotywa czasu - biologia zawsze ta sama -kobieta zrywa gdy brakuje stabilizacji materialnej a ma juz nastepce swego poprzedniego robotnika.Wszelkie inne porownania sa poprostu smieszne i dla naiwnych.
czasem w ogole nie wchodzi w zwiazek bo nie znosi chamstwa ale tego przypadku rich nie akceptujesz, nie ? -
24.08.2011 (06:23)Nie istnieje cos takiego jak lokomotywa czasu - biologia zawsze ta sama -kobieta zrywa gdy brakuje stabilizacji materialnej a ma juz nastepce swego poprzedniego robotnika.Wszelkie inne porownania sa poprostu smieszne i dla naiwnych.
-
24.08.2011 (06:09)temat mnie nie dotyczy gdyz albowiem nie jestem w zwiazku wiec najpierw musiałabym zaczac zeby skonczyc.
btw - nie przypominam sobie zebym miała z tym problemy w przeszłosci. Szast, prast o po bolu













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli