Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czas wojowniczki

Wojowniczki znamy z filmów SF. Walczą mieczami świetlnymi, fruwają po kosmosie na równi z facetami, ale kasy dostają mniej niż koledzy. Tak jest w każdej prawie dziedzinie. Teraz to się zmienia.

Niedawno prasę naukową obiegła elektryzująca wiadomość, że odkopany w 1880 roku w pobliżu Sztokholmu szkielet wojownika okazał się wojowniczką. Wiking była wikinką. Ten fakt mnie nie dziwi, raczej to, że uczeni doszli do tego tak późno. Pewnie zmylił ich wysoki - 170 cm - wzrost kobiety - szkieletu. Trzeba było dopiero szwedzkiej uczonej osteolożki, żeby stwierdziła, że wiking kobieta posiada dwa chromosomy X, a nie posiada chromosomu Y. Wygooglujcie sobie, co to znaczy, bo to cechy każdej z nas.

Reklama

W prehistorycznych czasach osoba płci żeńskiej mająca 170 cm to olbrzymka. Była dokładnie mojego wzrostu, tyle miałam w podstawówce, a należałam do najwyższych. To też prehistoria. Peerelowska. Dziś 170 cm to za mało, żeby zostać modelką. Uchowała się jedynie "mała" Kate Moss (168 cm).

Wojowniczki znamy z filmów SF. Walczą mieczami świetlnymi, fruwają po kosmosie na równi z facetami, ale kasy dostają mniej niż koledzy. Tak jest w każdej prawie dziedzinie. Teraz to się zmienia. Z prostej przyczyny: kobiety pracujące częściej niż mężczyźni mają wykształcenie wyższe. Wśród ogółu pracujących 42 proc. dziewczyn ma ukończone studia. Wśród mężczyzn przeważają ci z zasadniczym zawodowym! Jest ich 32 procent.

Niedawno w pewnej nowoczesnej firmie naprzeciw lidera stanęła wojowniczka. Zwykle lider wspina się wyżej w hierarchii, odchodzi i "namaszcza" podwładną. W tej firmie było inaczej. Wojowniczka bez uprzedzenia wystartowała w opozycji do lidera i wygrała! Zaczęły się pouczenia, że tak nie wolno, to ojcobójstwo, niemoralne. Zupełnie jakby męscy szefowie byli bohaterami filmu "Człowiek z kryształu".

Ple-ple polityków o tym, że mężczyzna utrzymuje rodzinę, można między bajki braci Grimmów włożyć. Według ostatnich badań to mąż częściej traci robotę. Etat żony jest bardziej stabilny. Wtedy ona zarabia na cały dom. Bywa, że dopiero wówczas facet zaczyna zajmować się dziećmi, nawet gotuje!

Dotąd "pomagał". Wiecie, jak wygląda "pomaganie"? - Teraz nie mogę, kotku, mam coś pilnego - mówi twój partner, więc ty robisz za niego, co miał wykonać, choć też masz pilną robotę, ale dzieciak nie może czekać. Chciał trzeciego bobaska... Obiecywał pomoc... Owszem, 500+ ulżyło kobietom mającym dzieci. Taki jest fakt doraźny. Tylko bez przesady z wdzięcznością dla rządzących. Po pierwsze to nie oni dają, tylko my - naród. Suweren. Poprzez banki na przykład. Jeśli ktoś sam oszczędza na emeryturę, jak ja, to dostaje po kieszeni. Wiadomo, odsetki są żadne! Banki stają się przechowalnią pieniędzy. Płacą haracz, żeby rządzący mogli zaspokoić obiecanki.

Mimo to jestem za 500+, choć przeciw łupieniu przy okazji klientów banku oraz, uwaga, kobiet mających kilkoro dzieci! Dlaczego? Dlatego, że im więcej masz dzieci, tym będziesz miała niższą emeryturę! Bierzesz urlop, jeden, drugi i trzeci, żeby odchować dzieciaki. W tym czasie tracisz, bo pracodawca płaci na twoją emeryturę mikroskładki od minimalnego wynagrodzenia. Twój kapitał będzie mniejszy także dlatego, że pięć lat krócej pracujesz. Masz lżej, owszem, bo 500+. Jednak gdy nadejdzie czas jesieni, jak poetycko nazywa się opadanie liści, zostanie ci goły jak bezlistne drzewo emerycki szkielet. Ledwo starczy ci na bułkę i chudy serek. Z pewnością już nie na leczenie.

Z tego się nie wyżyje, a przecież jak na razie my, kobiety, żyjemy dłużej. Jasne, że jeśli wychowasz wzorowe potomstwo, to weźmie cię na garnuszek. Nie powinnaś na to liczyć. Zresztą to nieprzyzwoite, żeby matka emerytka nie miała godziwego życia bez niczyjej łaski. Jeszcze jedno: zachęca się profitami 500+ matki do rodzenia kolejnych dzieci, nie mówiąc im o tym, w jakiej sytuacji materialnej się znajdą. I to nie tylko w porównaniu ze swoimi mężami, ale też z innymi kobietami, tymi, które dzieci nie mają albo mają jedno.

Czy więc należy się dziwić kobietom wojowniczkom, że wojują o nasze prawa? Że chcą równości? Wiking w spódnicy nie udaje, że jest z kryształu. Jest z krwi i kości oraz ciała. Mówi w wywiadzie, że ciała ma trochę za dużo. Spróbowała nawet stosować dietę pudełkową. Twierdzi, że to nie dla niej, w ciągu dnia nie ma czasu, na wieczór zostają jej trzy pudełka. Nigdy nie robiłam żadnej diety, widuję tych męczenników pudełkowych. Dla mnie jedzenie z plastiku jest trudne do przyjęcia, samo to odebrałoby mi apetyt.

Szanowna Wojowniczko, nadszedł czas na walkę z sytymi władzy kocurami i ich dobrze opłacanymi kocicami o zabezpieczenie naszego bytu. Bytu tak zwanych przeciętnych kobiet, które wcale nie są przeciętne. Walka świetlnymi mieczami argumentów będzie wyczerpująca i stresująca, ale ma sens. No i pomoże zrzucić zbędne kilogramy. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama